precz z zimą!

Piję kawę, jest cudownie… Jak śpiewa Michał Wiśniewski ;) A do kawy suszę paznokcie. Powrót do pracy po odpoczynku był bardzo trudny. Ale moja korporacja nieco mi go ułatwiła, wysyłając mnie na czterodniowe szkolenie, zakończone dwoma dniami pracy pod okiem „opiekuna”. Jednym słowem troszeczkę się przekwalifikowałam, co niestety absolutnie nie oznacza dla mnie wyższej pensji czy lepszych warunków pracy. Chociaż może warunki w pewnym sensie się zmienią, bo zakres obowiązków jest nieco inny, dla mnie osobiście przyjemniejszy. No ale oprócz tego wszystko bez zmian. Wiem już, że nie otrzymam premii za wyniki sprzedażowe. Wiem też, że mój przełożony za mną nie przepada, ale za to ludzie z grupy trochę się na mnie poznają i czuję rosnącą sympatię. Zawsze to jakiś plus. A poza tym praca mnie męczy, znowu po osiem dni z rzędu, potem jeden dzień wolnego, znowu kilka dni i znowu tylko jeden dzień. To naprawdę męczące. Starłam się też trochę z działem nadzoru pracy i po tym starciu doszłam do wniosku, że więcej z niczym się nigdy do nich nie zwrócę.

Zima zaatakowała, marznę przeokropnie, autobusy jak na złość każą na siebie długo czekać na przystankach. Albo to mi zakrzywia się czasoprzestrzeń i przez mróz minuty ciągną się jak godziny. Może i tak być.

Odwiedzili mnie rodzice, z którymi pogadałam o planach na przyszłość. Zaakceptowali i obiecali je wesprzeć. No ciekawe. W przyszłym miesiącu można by spróbować już działać w tym kierunku.

A ja odwiedziłam jedną z Dziewoj po kilku miesiącach niewidzenia. Fajnie było, jak zawsze. Podobnie fajnie, jak bywało na studiach, tylko z tą smutną świadomością, że za kilka godzin powrót do rzeczywistości. Wracałam ze spotkania nocą, marznąc potwornie na przystankach [jazda z przesiadkami…], rozmyślając o tym, że całe życie to walka. A co, jeśli ktoś nie chce walczyć? Nie mam ducha wojownika, ciągła walka mnie męczy, całkiem miła jest mi myśl o osiągnięciu optymalnego poziomu życia [co u mnie oznacza ni mniej, ni więcej zaspokajanie podstawowych potrzeb + drobne przyjemności od czasu do czasu] i bycie sobą, z moimi płytkimi zainteresowaniami i sposobami spędzania czasu, bez wielkich ambicji i pragnień. Dzisiejszy człowiek sukcesu mógłby roześmiać mi się w twarz za takie nastawienie, ale mi wydaje się ono całkiem logiczne. Przestałam widzieć sens szarpania się.

Obsiadły mnie koty. Moje kochane, ciepłe pluszaczki, idealne na zimę z ich rozgrzewającymi pomrukami spod grubego, gęstego futra. Moi rodzice też je pokochali, mama przywozi im prezenty jak wnukom. Ostatnio mówiła, że resztkami zdrowego rozsądku powstrzymała się przed kupieniem im bajeranckiego drapaka. Ale zawsze podrzuci albo jakiś koci smakołyk, albo coś do kociego użytku. Zasiała dwie doniczki kociej trawki, które mi przywiozła. Jak jeszcze trochę podrośnie, to moje rzygulce będą miały przyjemność skubania.

Chętnie przespałabym tę zimę, obudziła się, kiedy śnieg by zginął, a temperatura osiągnęła co najmniej 10 stopni. Ale nie ma łatwo. Dodatkowe dyżury odbierają mi wolne dni i znowu zaczynam odczuwać zmęczenie, pomimo że właściwie baterie miałam naładowane. Ale jak widać, baterie mam tak mocne, jak moja nowa komórka. Czyli wcale nie mocne ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „precz z zimą!

  1. Paulina pisze:

    Właśnie mi uświadomiłaś jak dawno nie malowałam paznokci…

    Masz rację – Twoje nastawienie jest całkiem logiczne… ja chyba tez do niego dojrzewam :)

  2. linka85 pisze:

    Daj spokój z tym człowiekiem sukcesu, każdy ma prawo mieć inne podejście, a im mniej nam do szczęścia potrzeba, tym lepiej :P. Rany, będziesz pracowała osiem dni z rzędu? Przecież tak się nie da, to niewykonalne, bo można paść na pysk ze zmęczenia! Należałoby nasłać tam inspekcję pracy.
    Ach, ja też marzę o końcu zimy, pomimo tego, że dopiero co się taka na poważnie zaczęła. Mam dość marznięcia na przystankach i spóźnień autobusów.
    Zazdroszczę Ci tego futerka pod ręką ;). Nigdy nie przestanę marzyć o własnym piesku lub kotku, choć wiem, że raczej nigdy się to marzenie nie spełni.

  3. cicicada pisze:

    no jakby to powiedzieć… cóż… chyba się starzejemy ;)… też marzę o takiej zwykłej stabilizacji…
    Domagam się nowych fotek Twoich futrzaków! Muszę zobaczyć jak już wyrosły ;)

  4. gdyrozumspi pisze:

    zdecydowanie precz ! sama równiez bym bym najchętniej przespała ją.

  5. jestesczesciamnie pisze:

    Od kiedy muszę brnąć przez śnieg z wózkiem też przeklinam zimę :D

  6. kardiowersja pisze:

    to kiedy będzie ślub????

  7. Też nie lubię zimy. Be…
    Co do pracy – zmień. Szkoda życia na profesję, która absorbuje do tego stopnia, że trudno znaleźć czas na wystukanie kilku słów na blogu, że o życiu rodzinnym nie wspomnę.

  8. kardiowersja pisze:

    lubię zimę bo się można grubo ubrać a wręcz schować pod olbrzymią ilością ubrań

  9. silentsighblog pisze:

    Iwcia, Ty wciąż zahasłowana jestes??

  10. silentsighblog pisze:

    ale podobno zima odpuszcza (?). no i jak patrzę przez okno, to u mnie faktycznie.

  11. silentsighblog pisze:

    tzn komentarze

  12. bardziej pisze:

    Lubię Cię, to pewnie wiesz. I ten wybór tej pracy – dobry mimo wszystko. Ja pogoniłam za gołębiem i nie wiem, czy mi to na dobre wyszło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s