wydmuszka

Dochodzi 18.00, a ja piję kawę. Kawa jest stałym motywem mojego pisania, bez względu na porę. Kiedyś zawsze były to poranki, a że poranki sprzyjają jasności umysłu i wartkim tokom myśli, moje notki jakieś takie bardziej żwawe były, może bardziej błyskotliwe? A już na pewno lepiej brzmiące stylistycznie, jeśli można to tak określić.

Teraz piszę, kiedy mogę. Nie mam też czasu na stylistykę, na dopracowywanie szczegółów i szlifowanie słów jak diamentów. Siadam i klepię resztką sił, wspomagając ociężały umysł kawą, bo drugi dzień wstaję o czwartej, bez śniadania wsiadam w autobus, marznę słuchając audiobooka, by o szóstej zacząć pracę. Wschód słońca obserwuję w drugiej godzinie pracy, robię sobie wtedy taką krótką przerwę na siku i napawam swoją skórę i zmęczone monitorem oczy pomarańczowymi, dość szybko żółknącymi, pierwszymi promieniami, przebijającymi się przez żaluzje najwyższego piętra kołchozu. I uśmiecham się do siebie myśląc, że dzisiaj rano nawet nie marzłam tak straszecznie, więc te promienie mogą być zapowiedzią naprawdę pięknego dnia. Czasem mam nawet szczęście, kiedy w ciągu dnia nie zdarzy się nic takiego, co nie popycha mnie w stronę „wyjdź stąd i nigdy nie wracaj”, nawet miło rozmawia się z klientami, a współpracownicy ucinają ze mną niezobowiązujące pogawędki, że wiosna już blisko, tylko dnia żal spędzać w tej szklanej pułapce.

Dzięki rozpoczynaniu pracy tak wcześnie, kończę również relatywnie wcześnie, a to z kolei zbliża mnie do dawnej przyjemności myślenia. Uświadomiłam sobie bowiem, jak bardzo moja praca robi ze mnie zombie, jak bardzo nie lubię myśleć, zastanawiać się, planować i marzyć, kiedy przekroczę już bramkę ku wolności. Kiedy stamtąd wychodzę, robię wszystko, żeby nie myśleć. Zatapiam się w nieswoje historie, nieswoje życie, nieswoje przygody, żeby tylko nie musieć zagłębiać się w to, co mnie tak naprawdę dotyczy. Bo jestem zbyt zmęczona, żeby POWAŻNIE myśleć. Wydaje mi się to takim wyzwaniem, że nie daję rady go podjąć i robię dosłownie wszystko, żeby tego uniknąć. Nigdy taka nie byłam, naprawdę nigdy. Korpo wyssało mi duszę i zostawiło wydmuszkę. Ale do czego zmierzam. Ano do tego, że wracając do domu po dniu pierwszym najwcześniejszej zmiany, miałam czas i siły, żeby się ZASTANOWIĆ. Żeby sobie UZMYSŁOWIĆ. I wpadłam w panikę. Na myśl o ślubie, o wspólnym życiu, o obrączkach, że jak to w ogóle zrobić, żeby zrobić po naszemu i nie wyszło głupio, że w sumie niby tylko formalność, ale tak sobie myślę, że dla niektórych to może być ważne, a ja nie chcę, żeby niektórym było przykro. Że mąż i żona to tak cholernie dziwnie brzmi, że nie chcę być w ciąży, ale dziecko by się kiedyś przydało, że Niedźwiadek powiedział, że może jednak nie wyburzajmy ściany, to będzie pokój dla drugiego potomka. DRUGIEGO! Że o kredyt trzeba się postarać, załatwić wszystko, a jak chcemy ślub w wymyślonym terminie, to już trzeba by działać, a ja jakoś tego nie widzę i coś czuję, że w wymyślonym terminie ślubu nie będzie i pewnie przesunie się o rok. Że powinnam się zbadać, zrobić usg, bo się zastanawiam, czy ja w ogóle mam jeszcze jajniki, czy zmutowały kompletnie i można je wyciąć, bo na nic się nie zdadzą. No i czy właściwie jestem tym jedynym szczęściem dla Niedźwiadka, czy może pożałuje, że zdecydował się skuć żelastwem właśnie ze mną, bo tak właściwie to – mimo że nie myślę za często – dopadają mnie takie dziwne pomysły, że potrafię zbrzydzić życie każdemu i odebrać radość ze wszystkiego i nie spełniam się do końca w roli kobiety, co więcej upodabniam się do matki w niektórych aspektach, a rujnowanie czyjegoś życia nie stanowi mojego głównego celu egzystencji. Taki nawał myśli mnie zaatakował tego popołudnia, był jak policzek na otrzeźwienie, tak mocny, że sama nie wiem teraz, co z tymi myślami robić. Więc utykam je w kąty codzienności i spycham na później. Na bliżej nieokreślone „jak już będzie spokojniej”, które nigdy nie nadejdzie. Na pewno nie przy tej pracy.

Kawa przestaje działać, ziewam i oczy mrużę, trzeba by się chyba umyć i uderzyć w pościel. Samotnie znów. Aby do piątku, to będę miała cały JEDEN dzień wolnego. Jak mi nie zabiorą… Kiedy ja kurna miałam dwa wolne dni cięgiem?! I wkurzam się, bo zawsze, jak już wreszcie doczekam tego JEDNEGO dnia wolnego, to okazuje się, że Niedźwiadek ma wtedy dyżur. Wielkie dzięki, świetnie się bawię w JEDEN wolny dzień, sprzątając chałupę z rozpaczy [że samotnie] i wkurwa [że burdel jak chlewie, bo nie sprzątałam osiem dni, bo KURNA CIĄGLE PRACA, a jakoś tak mam, że zdołam wziąć sprzątanie na klatę tylko w wolny dzień albo jak będą goście… nie chcę tu ujmować umiejętnościom i chęciom Niedźwiadka, ale jednak podłoga odkurzona na środku, a w kątach kłęby sierści i okruchy, to nie jest profesjonalne sprzątanie na poziomie perfekcyjnej pani domu]. Także to tyle z [pełnego frustracji i skrywanych emocji] życia InnejM.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „wydmuszka

  1. linka85 pisze:

    Co drugi tydzień też wstaję o 4, ale pomimo wszystko nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez śniadania. Kurcze, takie częste mijanie się z ukochaną osobą musi być frustrujące. Poświęcanie jedynego dnia wolnego w tygodniu na porządki również. Jak Ty, biedna, masz mało radości w życiu na co dzień. To jest przerażające. I wcale mnie nie dziwi, że prowadząc taki tryb życia, nie masz siły na poważne rozmyślania dotyczące przyszłości. Nie obawiaj się ślubu, kochana. I nie myśl, że nie jesteś odpowiednią partią dla Niedźwiadka. Tyle już mieszkacie razem, jesteście ze sobą na dobre i na złe, tyle razem przeszliście, że nic nie może wywrócić tego do góry nogami ze względu na ślub :).

  2. londynianka pisze:

    Ja bym stawiała na to, że jesteś przemęczona i stąd te czarne myśli. Serio, jak człowiek za dużo pracuje, nie ma siły i czasu na zdystansowanie się z przymrużeniem oka, to po prostu nie ma energii ani zasobów na ZOBACZENIE sytuacji taką jaka ona jest.
    A prawa jest taka, że chcesz być z Niedźwiadkiem a on z Tobą, wiele razem przeszliście, z całą pewnością macie już za sobą kwestię „na dobre i na złe”, dobrze się rozumiecie i wspieracie w rozmaitych sprawach.
    To się Kochana nazywa miłość vs dobrze dobrana para :)

    Wiele osób chciałoby się znaleźć w tym miejscu, w którym Ty jesteś :) Pamiętaj o tym!

  3. stalmuska pisze:

    ja mam zupełnie nie na temat idiotyczne skojarzenie wydmuszki z pisanką… nie mogę się powstrzymać… od dziwnych skojarzeń… może też że ja ostatnio poczuwam się w pracy jak w kamieniołomach

  4. gdyrozumspi pisze:

    Podpisuję się pod Londynianką, dobrze prawi :P :D

  5. Asiek pisze:

    Ja natomiast w tak młodym wieku pragnę już założyć rodzinę, chciałabym mieć maluszka i dać mu miłość której ja od rodziców nie dostałam, albowiem nie czuje jej, Jednak nie mogę pozwolić sobie na to ze względów finansowych. Jeszce nie dorosłam na tyle aby zrozumieć jakie to trudne. Mam nadzieję ze Ty w końcu wypoczniesz , i znajdziesz w sobie więcej pozytywnego myślenia, pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s