zmieniam pracę :)

Cześć Misie.

Melduję, że żyję, chociaż ledwo. Jestem wykończona. W domu syf do potęgi, a ja nie mam natchnienia, żeby coś z tym zrobić. Ale zacznijmy od początku.

Moja praca dawała mi w kość solidnie. Tak bardzo solidnie, że naprawdę intensywnie szukałam czegoś innego. W końcu rozdzwoniły się telefony i byłam na kilku rozmowach, ale szczerze mówiąc nic specjalnego i nic, co by mnie szczególnie przekonało. Bo umówmy się, że tym razem to JA miałam wymagania odnośnie swojej nowej pracy, a nie tylko ona w stosunku do mnie. Doszłam do wniosku, że jeśli zmieniać pracę, to tylko na taką, która będzie miała co najmniej taki sam poziom wynagrodzenia, no i odpowiadające mi warunki pracy. I któregoś dnia telefon zadzwonił z interesującym zaproszeniem. Pani rozmawiająca ze mną udzieliła mi bez problemu informacji, ja od razu powybrzydzałam i powiedziałam, na czym mi zależy, ale mimo wszystko prosiła mnie o przyjście.

Żeby tam przyjść, musiałam coś wykombinować, żeby zwolnić się z pracy. Jedyną opcją było wzięcie L4, które na szczęście bez problemu dostałam. Sama rekrutacja była najbardziej kosmiczną, na jakiej byłam. Bo oczywiście znowu startowałam do korpo, ale mam wrażenie, że nieco mniejszej niż poprzednia. Ale może to tylko wrażenie. No więc rekrutacja była zbiorowa, dwa zadania indywidualne i jedno grupowe. Wiecie, jakiego typu zadania. Trochę jak w przedszkolu. Nie wiem, co miało to sprawdzić, czy umiemy się dopasować do dziwnych sytuacji? A może czy umiemy się wyluzować i zdystansować do siebie? Nie wiem. W każdym razie po każdym etapie komuś kazano iść do domu. Na samym końcu były już rozmowy indywidualne. I po rozmowie indywidualnej już wiedziałam, że mam tę pracę. Wprawdzie nikt mi tego nie powiedział, ale po prostu to czułam. Poprzednia praca zrobiła ze mnie w pewnym sensie twardziela, który zna swoją wartość i wie, czego chce. Na tej rozmowie postawiłam swoje warunki. Chcę mieć normalne wolne dni jak człowiek, na tym najbardziej mi zależy, chcę mieć jakieś życie oprócz pracy, bo teraz mam poczucie, że nie mam żadnego życia. Panie pokiwały głowami rozumiejąco. Podziękowały i poinformowały, że jak jutro do końca dnia się nie odezwą, to znaczy, że nie dostałam pracy. Podziękowałam i wyszłam z poczuciem dobrze odwalonych 4 godzin rekrutacji [bo dokładnie tyle to trwało]. Pełna profeska :D Ale może dlatego, że w czymś dość podobnym przepracowałam minione prawie 7 miesięcy, więc doświadczenie robi swoje.

W drodze do domu dopadły mnie wątpliwości, czy to na pewno będzie praca dla mnie. Ale w sumie, dopóki nie zadzwonią, to nie mam się czym przejmować. Wróciłam do domu z wielkim bólem głowy, wymęczona. Emocje opadły. Tabletka na ból głowy i można się rozsiąść w fotelu, żeby pooglądać Californication. Zadzwonił telefon. Pani informuje mnie, że firma wyraża chęć zatrudnienia mnie i mam przyjść jutro po skierowanie na badania. Ha. wiedziałam. Nie dość, że nie zadzwonili jutro, tylko tego samego wieczoru, to jeszcze po tej rozmowie moja przyszła szefowa zadzwoniła do mnie jeszcze raz. Powiedziała, że usłyszała w moim głosie wahanie i czy może mi jakoś pomóc rozwiać wątpliwości. Po czym usłyszałam o sobie tyle miłych i pozytywnych słów, że poczułam, że firmie na mnie ZALEŻY. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, żeby pracodawcy zależało, żeby mieć mnie w zespole. Mówiła o mnie tyle dobrego, że aż mi dziwnie było, bo mój aktualny przełożony chyba jeszcze nigdy mnie nie pochwalił. Za nic. W każdym razie wyraźnie powiedziała mi, że jej zdaniem doskonale poradzę sobie z powierzonymi zadaniami, że idealnie pasuję do profilu grupy i jest pewna, że będę w tym świetna. Podbudowała mnie i umocniła w przekonaniu, że warto spróbować. No i jeśli mogę coś jeszcze dodać, to na to stanowisko były 2 wolne miejsca, na rekrutacji było około 20 osób. Niedźwiadek twierdzi, że powinnam być z siebie dumna, hehe. No, może trochę ;)

Następny dzień miał być znów intensywny. Umówiłam sobie dżina na popołudnie, bo mi się tablety skończyły, no i warto by było też sprawdzić, czy podwozie i hydraulika ok. Rano poleciałam po skierowanie na badania, zobaczyłam przyszłe miejsce swojej pracy, wygląda obiecująco, hehe. Dowiedziałam się o czekających mnie perspektywach rozwoju i jeszcze bardziej przekonałam się, że warto spróbować. Potem od razu do medycyny pracy, ale mogli mnie zarejestrować dopiero na 11.30, więc jeszcze wróciłam do domu na godzinę. Samo badanie było równie szczęśliwe, jak większość moich kontaktów z lekarzami. Lekarze mnie nienawidzą, bo jestem gruba, to jest mój jedyny wniosek, jaki mi się może nasunąć. No bo jak to inaczej wytłumaczyć, skoro tylko 1 na 4 kontakty z lekarzami nie kończą się na chamskich uwagach dotyczących mojej tuszy? A ta baba z wczoraj to już w ogóle przesadziła. Usiłowała mi udowodnić, że przez swoją otyłość jestem nieszczęśliwa i chora. Ale się suce nie udało :D Zaczęła od tego, że czasy Rubensa już dawno za nami i żebym sobie pooglądała w gazetach, jak powinna wyglądać dzisiejsza kobieta. Że takie ciało jak moje jest nieatrakcyjne i czy ja w ogóle o tym nie myślę. Potem zapytała, z kim mieszkam, po czym dopełniła pytanie: z rodzicami? dziadkami? Na co ja jej nie bez satysfakcji odpowiedziałam, że NIE, bo z NARZECZONYM. Zmieszała się i powiedziała, że skoro jemu to nie przeszkadza, to ona się bardzo cieszy, ale w takim razie kiedy robiłam morfologię i jakie wyniki, bo jest pewna, że tragiczne. Na co ja jej, że pół roku temu i wszystko w super normie. Widziałam, jak się wkurzyła wewnętrznie, hehehe. Po czym powiedziała, że zmierzymy mi ciśnienie i zobaczymy. A tu ciśnienie W NORMIE! Hahahh. Ale oczywiście musiała powiedzieć, że to górna granica, więc żebym się opanowała. Na koniec, skoro jej plan z udowodnieniem mi totalnego rozwalenia organizmu przez nadwagę, powiedziała, że NA PEWNO WYSIĄDĄ MI STAWY :D Echhh, szkoda, że lekarze nie zdają sobie sprawy, że takim gadaniem wcale nie sprawią, że ktoś nagle się otrząśnie i zacznie intensywnie odchudzać. To ma wręcz odwrotne skutki. Ja rozumiem też, że taka jest powinność lekarza: palaczowi powie, żeby rzucił palenie, pijakowi, żeby przestał pić, a grubasowi, żeby schudł. Ale można to zrobić kulturalnie i życzliwie, a nie jak ta stara, która usiłuje udowodnić Ci, że skoro jesteś gruby, to nie przedstawiasz sobą żadnej wartości. Nie tędy droga. No ale starego psa nie nauczysz nowych sztuczek.

W poczekalni spotkałam kolegów i koleżanki z rekrutacji, pogratulowaliśmy sobie [oni dostali się do innego działu i z naszych rozmów wynika, że tam gdzie ja się dostałam to jakaś elitarna grupa :D], z jednym kolegą przegadaliśmy całą godzinę. I tutaj zastanawiam się, jak bardzo odmieniła mnie ta praca w trudnych warunkach. Kiedyś sytuacja rozmowy z niemal obcą osobą wywołałaby u mnie silne złe samopoczucie. Dzisiaj – choć nie jest to też najbardziej komfortowa sytuacja – mogę rozmawiać niemal z każdym, kto ma również ochotę otwierać do mnie usta. Nie ma co gadać, nic w życiu nie dzieje się przez przypadek, okropna praca bardzo mnie zahartowała. Zmusiła mnie to otworzenia się na ludzi, do nauczenia się rozmowy z KAŻDYM, no i zmusiła do wyrobienia sobie takiego poczucia własnej wartości, żeby w tych kontaktach nie czuć się kimś gorszym. Spośród wszystkich minusów tamtej pracy z perspektywy czasu udało się wyłonić jakieś plusy. No proszę. Poza tym nie ukrywam, że poprzednia praca uczyniła mnie jedną z lepszych osób na rekrutacji, bo ja codziennie musiałam robić z siebie takiego pajaca, jakiego robiłam podczas tych 4 godzin :)

Po tej wizycie byłam już tak wyczerpana, a tu jeszcze trzeba było do dżina jechać. No ale skoro już wzięłam to L4, to trzeba je maksymalnie wykorzystać, bo potem nie będzie kiedy. A przychodnia to był jakiś relikt z poprzedniego ustroju. Byłam pewna, że rejestrowałam się na 15.00. Okazało się jednak, że od 15.00 to przyjmuje lekarz, a przyjmuje w kolejności przyjścia.Tak więc posiedziałam w poczekalni ponad 2 godziny… I była łazienka, do której kluczyk leżał w rejestracji. Masakra. No ale przynajmniej dżin zrobił, co do niego należy i nie psuł mi dodatkowo humoru atakami na grubasa. A potem jeszcze zakupy i w końcu do domu. Byłam wymęczona straszliwie tym dniem. Naprawdę.

W ogóle ostatnie dni mnie wymęczyły. Dobrze zrobiłam, że wzięłam L4, bo inaczej byłoby niemożliwym zrobić to wszystko, a poza tym, jakbym miała tak z buta uderzyć do nowej pracy bez dnia odpoczynku, to nie wiem, czy mogłabym zrobić dobre wrażenie. Jeszcze mnie czeka załatwienie rozwiązania umowy za porozumieniem stron w poprzedniej pracy. Już dzwoniłam i pytałam, jak to zrobimy, z tego co się dowiedziałam, to nie będzie żadnego problemu. Jutro tam pojadę i załatwię. Ależ to będzie przyjemne, tak swoją drogą :D Sama świadomość, że już NIGDY tam nie przyjdę, na to ostatnie piętro i już NIGDY nie dostanę maila, że mam zostać w pracy dłużej albo że dodatkowa zmiana… Achhhh… Radość w mym sercu.

Jeśli chodzi o nową pracę, to w charakterze będzie dość podobna do poprzedniej, ale warunki zmienią się na lepsze. Przynajmniej tak myślę, bo jak już wspominałam, ja naprawdę grymasiłam i przez telefon, i na rozmowie. A jak będzie naprawdę, to się dopiero okaże. Od poniedziałku zaczynam tygodniowe szkolenie, a potem praca pełną parą. A najlepsze jest to, że tam będzie warto się starać, bo z tego co widzę, premie są w zasięgu ręki. No i też zmieniam branżę. Z telekomunikacyjnej idę w bankowość. I tak sobie myślę, że ma to sporo sensu. Chyba się naprawdę cieszę. Oby nowa praca okazała się lepsza od poprzedniej.

Stoję też u progu podpisania umowy o kredyt, na dniach się to chyba odbędzie. Tyle zmian w tak krótkim czasie, się czasem zastanawiam, jak ja temu wszystkiemu podołam. No ale bez wysiłku zmian nie będzie.

A teraz niech mnie ktoś zmusi do spięcia pośladów i posprzątania mieszkania, bo czuję totalny, ale to totalny brak mocy. Najchętniej przesiedzę w fotelu cały dzień. Mogę? ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „zmieniam pracę :)

  1. Możesz :)

    I – gratulacje! Kończenie pracy w miejscu, którego się nie lubiło, to jedno z przyjemniejszych uczuć w życiu :>

  2. grafomanka pisze:

    Możesz.
    Też gratuluję i trzymam kciuki. Fajnie masz!

  3. Możesz, a nawet powinnaś :D Gratuluję! Cieszę się, że tak się u Ciebie pozmieniało na lepsze:)

  4. gdyrozumspi pisze:

    Misiu cieszę się niezmiernie !!

  5. Helen pisze:

    Taaa… Życie to bezustanna wojna. Dobrze, że chociaż niektóre bitwy udaje nam się wygrywać:)
    Ale zaskoczyły mnie te uwagi na temat tuszy. Pierwszy raz słyszę o takiej bezczelności. Zatrzymałam się na dokuczaniu grubszym kolegom w podstawówce, ale żeby dorosłym, i to na taką skalę…? Jesteś silna, nie powiem:)

  6. cicicada pisze:

    aaaa!!! Alez jestem z Ciebie dumna droga M!!! Brawo brawo brawo!!! Zycze zeby ta nowa praca byla o niebo lepsza. Zdolne z Ciebie dziewcze :) az sie sama buzia usmiecha!

  7. Anna pisze:

    Pogratuluję, kiedy już zasiądziesz na swoim nowym, lepszym miejscu by nie zapeszać.
    Bank tylko poinformować byłoby warto o zmianie warunków zatrudnienia, żeby nie było żadnych niespodzianek, jakby co.

  8. Paulina pisze:

    Cieszę sie razem z Tobą i gratuluję z całego serca!

  9. linka85 pisze:

    Nie tylko możesz, ale wręcz powinnaś przesiedzieć w fotelu cały dzień!! Należy Ci się po takiej harówce non stop! Tak się cieszę, że znalazłaś nową pracę! Trzymam kciuki, żeby spełniła Twoje oczekiwania, ale sądzę, że będzie dobrze :). Widać, że im naprawdę zależy, żebyś dołączyła do zespołu :). Gratuluję, powinnaś być z siebie dumna :).

  10. Gratuluję!!! Fantastyczne wieści :D

  11. jestesczesciamnie pisze:

    Oj gratuluję! :) Oby ta praca była lepsza od poprzedniej :))

  12. bardziej pisze:

    Gratuluję! Czytałam Twoją wiadomość z zapartym tchem. To świetnie!

  13. żmijka pisze:

    rewelacja! gratuluję. a tak bardzo ktoś w siebie, jeszcze jakiś czas temu, nie wierzył :) widzisz otyła :P babo jak bardzo się myliłaś!!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s