może ciąża? ;)

Gdyby nie to, że od lat jestem na pigułach, pomyślałabym, że jestem w ciąży. Dziwne rzeczy się ze mną dzieją ostatnio. Po pierwsze i najważniejsze: zaczęłam wstawać o świcie. Budzę się tuż przed piątą i czasem daję radę zmusić się, żeby spróbować jeszcze poleżeć z nadzieją na sen, ale czasem po prostu się nie da i muszę wstać. Dzisiaj było to samo, z tym, że wstałam dopiero tuż przed siódmą. I to się dzieje w moje WOLNE DNI, kiedy powinnam spać do oporu. Zamiast tego wstaję, ogarniam cały dom, siebie, karmię koty, robię śniadanie, jest 9.30 a ja mam za sobą to wszystko i dwie tury prania. Zaraz jeszcze może trzecie wrzucę, jeśli będzie miejsce na suszarce. Po drugie mam smaka na ryby. Jem bardzo dużo ryb w każdej postaci i niesamowicie mi smakują. Mój dom śmierdzi paskudnie dorszem i nie mogę tego smrodu się pozbyć, ale chęć na spożywanie ryb wygrywa z nieestetyczną wonią. Swoją drogą macie sprawdzone sposoby na zabicie zapachu ryb w mieszkaniu? :D A po trzecie jestem mocno rozbudzona ekhm… fizycznie. If you know what I mean. I to wszystko naraz skłania mnie do myśli, że w moim organizmie dzieją się jakieś zmiany. Ciąża jakoś dziwnie pasuje, ale jest całkowicie niemożliwa, no chyba że cud, poza tym obawiam się, że przy moich tabletach i tak doszłoby do samoistnej naturalnej aborcji po kilku tygodniach ;) Tak sobie myślę, że może ja po prostu odżywam po zmianie pracy. Co jak co, mój styl życia bardzo się zmienił. Przede wszystkim żyję regularniej, wstaję codziennie o tej samej porze, do i z pracy chodzę na piechotę dla zdrowotności, mam wolne weekendy, także mogę odpocząć jak normalny człowiek. Dużo zmian na lepsze. Tylko w pracy sporo stresu i może dlatego kiepsko i krótko śpię. Za dużo informacji, co? No ale w końcu to mój bloguś, pokój zwierzeń, można mi.

Przykro mi trochę z myślą, że dzisiejszy dzień spędzamy z Niedźwiadkiem osobno, ale co zrobić, taki lajf. Przykro mi też, że jutro już znowu trzeba iść do pracy i będzie to dość nieprzyjemny powrót. I że jeszcze dzisiaj powinnam poczytać notatki ze szkolenia, bo mam zaległości w niektórych tematach. Tak strasznie nie lubię, kiedy praca atakuje mnie w domu, a szczególnie podczas jakichś świąt. Ale pocieszam się myślą, że właściwie cały dzień przede mną, dwie godziny na powtarzanie wiadomości już odrobiłam wstając dzisiaj przed siódmą. Przyjemnie mi za to na myśl, że poczytam dzisiaj trochę blogusiów i pooglądam durnoty podczas prasowania.

A niedziela świąteczna upłynęła w porządku. Na dworcu pkp nasza kolej po znów udowodniła, że cały kraj się zmienia, ale nie ona. Trzy dziewczyny z zagranicy prawie się popłakały przy okienku, bo pani nie umiała po angielsku ani słowa, a do odjazdu pociągu zostało 5 minut. W zakupie biletów pomógł jakiś pan, a potem ja – widząc te łzy w oczach – zapytałam, czy nie potrzebują pomocy. Potrzebowały. Żeby pani z okienka szybciej sprzedała im bilet, bo pociąg odjeżdża za 3 minuty. Powiedziałam, że bardzo mi przykro, ale tak to tutaj wygląda i niestety w tym im nie pomogę. Życzyłam powodzenia i poszłam. Na szczęście już przez okno pociągu widziałam, jak przeciskają się korytarzem w naprzeciwległym wagonie i ucieszyłam się szczerze, że zdążyły. One zapewne mają traumę, a ja nigdy nie zapomnę uczucia zażenowania tym, że tej kobiecie w okienku nawet minimalnie wstyd nie było, że nie potrafiła ludzi obsłużyć. W każdym razie trafiliśmy do rodziców na mały armageddon, ale na szczęście sytuacja została zażegnana i nikomu nic się nie stało. Dziadzio jest jeszcze bardziej bezradny niż poprzednio. Potrzebuje pomocy we wszystkim. Jestem pełna podziwu i szacunku dla moich rodziców, że dają sobie z tym radę, bo naprawdę odwalają kawał dobrej roboty z uśmiechem na ustach i świętą cierpliwością. Młody też nie czuje się najlepiej, cierpi, a przez to jest marudny i trudny, więc tym bardziej podziwiam moich rodziców, bo nie mają teraz łatwego życia. Myślę często, że powrót do miasta rodzinnego mnie i tak nie ominie, bo ktoś się moimi rodzicami i Młodym będzie musiał zaopiekować, kiedy oni będą starzy i bezradni jak teraz Dziadzio, a podwójnie teraz czuję, że to mój psi obowiązek i powinność, którą spełnię choćby ze względu na to, że oni dają mi najlepszy przykład, że jest to właściwa rzecz do zrobienia. Pierwszy raz w życiu wczoraj wyobraziłam sobie mojego ojca, jako niedołężnego starca i wiem na pewno, że nie zostawię go tak samego. Że muszę i będę tam dla nich, bo jestem im to winna za całe życie poświęcenia.

Świąteczny dzień minął w dobrej atmosferze rodzinnej, czuję, że Niedźwiadek został przyjęty do rodziny nawet pomimo tego, że ślubu nie ma. On też czuł się dobrze u moich rodziców, więc wnioskuję, że wszystko wskoczyło na dobre tory. Często też myślę o tym, jak bardzo jestem szczęśliwa, że odnalazłam Niedźwiadka w moim życiu. Że jest przy mnie od tylu lat, że oboje nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej. To najlepsze, co mogło mi się zdarzyć.

Jeszcze tylko bym chciała pojechać z Niedźwiadkiem nad morze. Choćby na kilka dni. Nie wiem, kiedy to będzie możliwe.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „może ciąża? ;)

  1. cicicada pisze:

    i bardzo pozytywnie. Dobrze czytać, że zaczynasz znów żyć. Keep doing!

  2. eulalia87 pisze:

    Ciąża, albo to drugie na K.. ;) – jak wczoraj poprosiłam o otwarcie okna u Teściowej, wszyscy parskneli śmiechem, że klimakterium mnie dopadło… bo jak świat, światem za gorąco to mi jeszcze nigdy nie było ;)

  3. gdyrozumspi pisze:

    Czuć dobrą aurę . Oby tak dalej, az milo sie czyta :-)

  4. purplehair pisze:

    O, wreszcie zaczynam dostrzegac miedzy nami jakies roznice. Znaczy sie, czytam Cie zawsze jak dobra powiesc i utozsamiam z glowna bohaterka :) Dzis jednak nie. Tzn jesli chodzi o rodzinne spotkania to tak, ale z praca juz mniej. Bo ja to jednak lubie znac ogolniki dotyczace wspolpracownikow. Nikomu w smieciach nie grzebie ;D ale jak sobie kase pozyczamy [czy ktos jest prawdomowny i slowny?] albo chcemy jakies wolne [co powoduje ze reszta musi wykonac czyjes obowiazki i wypracowac 150% normy albo i 200 zamiast 100 w tym samym czasie], to bywa problematyczne. Naucz sie sciemniac, ze juz dawno masz zaklepany pociag i po problemie ;) Bo niestety takie sprawiedliwosci zawsze mialy i beda mialy miejsce, obawiam sie. I z tym ze fajnie jest jest wyrabiac 3x tyle co inni tez sie nie zgodze, po co, skoro zaplaca Ci tyle samo, jedynie Twoi wspolpracownicy zaczna patrzec na Ciebie z zawiscia? Chyba ze w gre wchodzi wynagrodzenie materialne, to nie ma przebacz i niech sie ciskaja.

    Btw jestem z Ciebie dumna, ze pomoglas tym turystkom. Normalnie wstyd mi, ze nasze PKP wyglada, jak wyglada. I ze obluga w takich miejscach [dotyczy rowniez poczty polskiej] pozostawia tak wiele do zyczenia.

    Mam nadzieje, ze wypoczeliscie przez Swieta i naladowaliscie akumulatory.
    Pozdrowionka.
    fioletowa

  5. linka85 pisze:

    Och, aż miło czytać tak pozytywną notkę :). Cieszę się, że wiele spraw, w tym przede wszystkim zawodowych, się naprostowało. Wreszcie możesz żyć jak człowiek :). I super, że atmosfera w Twoim domu rodzinnym jest już taka, jak być powinna. Oby to nadal zmierzało wyłącznie w dobrym kierunku :). Rozbudzona fizycznie, hmm… Nie zajedź tam biednego Niedźwiadka ;D!
    Sprawowanie opieki nad osobą starszą czy chorą zawsze jest trudne. I dlatego darzę ogromnym szacunkiem tych, którzy się w to angażują. Wiem, co moi rodzice przeżyli podczas choroby siostry… I wyobrażam sobie, jak to musi doskwierać Twoim. Jestem rodzicom wdzięczna za tak wiele rzeczy, że również nie mogłabym ich zostawić w potrzebie na pastę losu. Poza tym zwykłe poczucie przyzwoitości by mi na to nie pozwoliło.
    Pojedziecie nad to morze, na pewno. Życzę Wam, żeby Wasza cierpliwość nie była wystawiona na zbyt dużą próbę :).

  6. linka85 pisze:

    Och, aż miło czytać tak pozytywną notkę :). Cieszę się, że wiele spraw, w tym przede wszystkim zawodowych, się naprostowało. Wreszcie możesz żyć jak człowiek :). I super, że atmosfera w Twoim domu rodzinnym jest już taka, jak być powinna. Oby to nadal zmierzało wyłącznie w dobrym kierunku :). Rozbudzona fizycznie, hmm… Nie zajedź tam biednego Niedźwiadka ;D!
    Sprawowanie opieki nad osobą starszą czy chorą zawsze jest trudne. I dlatego darzę ogromnym szacunkiem tych, którzy się w to angażują. Wiem, co moi rodzice przeżyli podczas choroby siostry… I wyobrażam sobie, jak to musi doskwierać Twoim. Jestem rodzicom wdzięczna za tak wiele rzeczy, że również nie mogłabym ich zostawić w potrzebie na pastę losu. Poza tym zwykłe poczucie przyzwoitości by mi na to nie pozwoliło.
    Pojedziecie nad to morze, na pewno. Życzę Wam, żeby Wasza cierpliwość nie była wystawiona na zbyt ciężką próbę :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s