nibyrecenzje

Zaczął się maj, mój ulubiony miesiąc w roku. W maju wypadają dwie rocznice – rozpoczęcia mojej blogowej działalności oraz moich urodzin, które zresztą są bardzo zbliżone datą. Nazbierałabym jeszcze z dwie rocznice do tego, ale to już takie bardzo osobiste, które wolę pozostawić dla siebie. Miesiąc rozpocząłby się pięknie, gdyby nie moje wyjątkowo złe samopoczucie z powodów kobiecych. Boląca głowa [do tego stopnia, że chciało mi się wymiotować i miałam myśl, żeby iść do sąsiada po przeciwbólowe :D oczywiście nie poszłam], brzuch i opryszczka na twarzy skutecznie mnie zniechęcają do jakiejkolwiek aktywności, tak więc wczoraj np. cały dzień [po sprzątnięciu domu w bólach i trudach, no ale wolę ból i trud niż syf w wolne dni] oglądałam filmy, które zgromadziłam przez ostatni czas jako polecane przez różne miejsca i osoby [a że uwielbiam filmy z polecenia, to zawsze, ale to zawsze notuję sobie, kiedy komuś coś się spodobało – jak coś Wam przychodzi do głowy to też się nie krępujcie ;)], a potem oczywiście odnotowywałam swoją opinię na filmwebie, bo takie mam hobby :D Tym bardziej, że całą dobę byłam sama w domu, tylko z parą chwilami nadpobudliwych futrzaków. Dzisiaj rano na szczęście wrócił do mnie Niedźwiadek i, mimo że teraz śpi, od razu czuję się lepiej.

W pracy trochę ścięłam się z Kierownicą, a potem Kierownica była bardzo wściekła i słabo mnie nastroiła na długi weekend. Ale wystarczyło, żeby Niedźwiadek przyszedł po mnie do pracy, wystarczyło mi go objąć, a później wciąż dotykając – czy to dłoni, czy trzymając pod rękę – wracać razem do domu, żeby poczuć rozlewającą się po całym ciele błogość. Nie chcę brzmieć jak w kiepskiej powieści dla młodzieży, ale on jest najbardziej niezwykłą osobą, jaką znam. Nikt na mnie tak nie działa, niczyj dotyk tak nie koi i nie rozluźnia. Przy nim jestem tak bardzo sobą, jak wtedy, kiedy jestem sama. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę mogła się cieszyć tego typu bliskością. Rozmyślałam trochę o nas i doszłam do wniosku, że dużo ciężkich chwil już za nami. Że jestem już na etapie akceptacji różnych – wcześniej trudnych do zaakceptowania – wad mojej miłości, dzięki czemu nasza relacja stała się dla mnie jeszcze cenniejsza i bardziej satysfakcjonująca. Czuję, że działa to też w drugą stronę: Niedźwiadek nauczył się akceptować u mnie rzeczy, które wcześniej wydawały mu się na to za trudne. Dzięki temu jesteśmy teraz dużo szczęśliwsi. Jak tak dalej pójdzie, to z każdym rokiem będziemy w tym wszystkim coraz lepsi ;)

Może to głupio zabrzmi, ale doceniam nasze życie jeszcze bardziej po obejrzeniu paru odcinków „Chłopaków do wzięcia”. Serial rekomendowany przez Sis, a potem nawet Martynia mi mówiła na fejsbuczku, że poleca swoim studentom. Więc oglądałam z ciekawością i na początku ogarnął mnie głęboki szok, że tacy ludzie istnieją. Nie mówię tutaj o biedzie. Biedę znam, widziałam, doświadczyłam. Chodzi mi raczej o świat, w jakim żyją i jakim go postrzegają tytułowe chłopaki. Byłam przerażona. A potem z każdym odcinkiem ogarniało mnie coraz większe współczucie, bo z tego wszystkiego wynika prosty wniosek: to nie bieda i trudne warunki są przyczyną nieszczęścia tych ludzi, tylko brak bliskiej osoby. Okazuje się bowiem, że samotność boli dużo bardziej niż brak samochodu czy sklepana z desek chałupina bez prądu. Razi w oczy też co innego. Sposób, w jaki chłopaki postrzegają kobiety. Wszyscy, co do jednego, mają co do swojej przyszłej wybranki bardzo wysokie wymagania, szczególnie fizyczne, a sami… mają się oczywiście za przystojnych, takich co to im niczego nie brakuje [o tym, czy bardzo mijają się z prawdą to już się trzeba przekonać samemu]. Że już nie wspomnę o tym, do czego jest też taka kobieta potrzebna. Niemal każdego boli, że musi sam gotować, prać i sprzątać. Ja jestem ciekawa, jakie aktywności życiowe by im pozostały, gdyby już ta kobieta była i rzeczywiście to wszystko za te śmierdzące lenie robiła :) W każdym razie oglądam serial dalej, jeszcze mi zostało sporo odcinków, polecam jak ktoś się nudzi i chciałby poznać trochę świata, którego istnienia może się nie spodziewać. Ciekawe doświadczenie.

A jeśli chodzi o książkę Hołowni i Prokopa, o której wspominałam wcześniej, a nie rozwinęłam tematu… O moim światopoglądzie i aktualnym stanie duchowym pewnie należałoby machnąć całą notkę. Że niby skąd, dlaczego, na jakiej podstawie. Ale wydaje mi się to pozbawione sensu. W skrócie napiszę, że moje wrażenia podczas obcowania z tą książką są takie, że temat został potraktowany bardzo płytko i powierzchownie. Zarówno od strony ateisty Prokopa, jak wierzącego Hołowni. Generalnie książka polega na sporze: ateizm kontra wiara. Niestety żadna ze stron jakoś szczególnie w tym sporze nie zabłysła, takie tam sprzeczki dwóch kolegów, coś jak „która drużyna jest lepsza”. Pozycja raczej dla ludzi bardzo młodych, dopiero się kształtujących, może dać jako taki obraz na tę różnicę poglądów.

Nie wywołała burzy w moim światopoglądzie, utwierdziła jeno w przekonaniu, że nie wierzę w boga, nie mam nic wspólnego z kościołem i raczej już nigdy nie będę niczyją owieczką. Co nie zmienia faktu, że darzę szacunkiem ludzi, którzy myślą inaczej. Prawda jest taka, że moi najbliżsi przyjaciele w dużej części są osobami głęboko wierzącymi i żyjącymi wg swojej wiary, także byłabym hipokrytką, gdybym miała kogoś z powodu odmienności poglądów nie szanować albo znielubić ;) Szczególnie, że oni też znają mnie i mnie za to nie znielubili. Także to tyle z mojej prawdy, na więcej nie czuję się na siłach, bo ani ze mnie jakiś szalony wyznawca niewiary, ani osoba na tyle mądra, żeby tutaj błyszczeć w tej kwestii. Kot mnie gryzie w rękę, czas kończyć temat :D

Życzę wszystkim udanej majówki, a sama idę zrobić kawę i poczytać, co u Was.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „nibyrecenzje

  1. bardziej pisze:

    Przeczytałam zaległe notki i powiem ci, że bardzo się cieszę, że umiesz opisywać takie rzeczy, swoje życie. Ja tej zdolności nie mam, więc tym chętniej czytam Twoje.
    Pozdrawiam!

  2. linka85 pisze:

    To jest właśnie niezwykłe – wystarcza nam sama świadomość, że ukochana, bliska nam osoba jest obok – i już świat jest piękniejszy i wszystko łatwiejsze. Ja nie lubię nawet zasypiać bez Męża przy boku. Możemy być zajęci swoimi sprawami i nawet nie mieć możliwości porozmawiać, ale cieszy mnie sama myśl, że jest tuż obok, za ścianą. Lubię o Was czytać, zwłaszcza takich szczęśliwych i bliskich sobie :).

  3. stalmuska pisze:

    to ja na gorąco coś polecę – obejrzałam wczoraj całkiem dobry film
    http://vod.pl/wojna-domowa,80703,w.html?utm_source=vod.pl&utm_medium=vod.pl&utm_campaign=wojna-domowa-driver

  4. napiecyku pisze:

    Miałam okazję przejrzeć tą książkę…masz rację sprzeczka kolegów z klasy : )

  5. gdyrozumspi pisze:

    I na tym polega dojrzała miłość: na pracy nad związkiem, komunikacji i akceptacji. Chemie czuć od Was nawet wirtualnie. Masz rację pielęgnujcie:))

  6. serdunio pisze:

    ja w Boga wierze i jestem owieczka i tak dalej, co nie zmienia faktu ze do Prokopa i Holowni sie zabieram jak do jeza. tacy krzykacze (wszystko jedno z ktorej strony) zawsze mnie odstraszali i dalej odstraszaja ;)
    buziory! bo dawno mnie tu nie bylo!!! :D

  7. majkamb pisze:

    wow, akceptacja niedoskonałości :) nieźle bo ja po 9 latach małżeństwa ciągle tkwię na etapie maskowania (poza zdobytym w tym czasie tłuszczyku na brzuchu – tego sie juz nie da zamaskować) :D

  8. Łucja C. pisze:

    Serialu, o którym wspominasz nie znam , ale jak już uporam się z sesją [trzeci rok, więc kurde powinni nas przynajmniej przepchnąć bo przy licencjacie jakoś szalenie dużo czasu na naukę nie ma, a czekają mnie trzy mega trudne egzaminy a wcześniej cała góra beznadziejnych kolosów. No nic.] W każdym razie – zapamiętam.

    Z filmów, które ostatnio obejrzałam i zaliczam do tych nietypowych, niegłupich i mega życiowych jest film „Jestem”, polska produkcja, bardzo dobitny; Wbija się w serducho na stałe. Drugim, o innej tematyce, ale też zastanawiający jest „Dziewczyna z szafy” Bodo Koxa [także polski]. Polecam prze-bardzo oba. Tylko nie jeden po drugim, raczej w odstępach. Są mocne.

    A jeśli chodzi o wiarę i niewiarę to po takie książki nawet nie sięgam. Religia wydaje mi się tylko świetnym sposobem na manipulację ludźmi przez wielką instytucję, chyba najstarszą na świecie tj. kościół.

    Jednakże, podobnie do Ciebie, nie potępiam tych wierzących. Po prostu olewam tę część ich osobowości :p Nie dyskutuję o tym. Z resztą jakby się tak zastanowić to wśród moich znajomych przeważająca część należy do tzw. sceptyków.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Ł. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s