norwegian wood

Piękny czas nastał, czas długo wyczekiwanego wolnego, trwającego więcej niż cztery dni. Cały rok na to czekałam i się doczekałam. Wprawdzie wolnego mam 9 dni, nigdzie też nie wyjeżdżam na wypoczynek [oprócz kilkukrotnego wyjazdu do mieszkania, które ma być wkrótce wyremontowane w celu sprzątania go i zrywania podłóg], nie mam też żadnych fascynujących planów na spędzanie wolnego czasu, ale całkowicie zadowala mnie to, co będę miała.

Z okazji urlopu, a także z okazji potłuczenia wszystkich fajnych kubków w domu, wyjęłam z szafy [z tak zwanej „zzaszyby”] komplet filiżanek, które kiedyś dostałam od Sis. Takie ładne, eleganckie i delikatne. I zrobiłam nam w nich kawę. Się poczułam jak angielska dama prawie że. Jakby tak jeszcze zamienić dresowe szorty i przymałą podkoszulkę na coś bardziej stylowego, odjąć kilkadziesiąt kilo, to mogliby mnie wziąć do reklamy dżakobsa. Celebruję te chwile, jak mogę najbardziej.

Bo praca przytłacza i powoli zaczyna wysysać ze mnie życie. Korpo zawsze korpem pozostanie, można się zapierać wszystkimi siłami, ale i tak wessie człowieka w swoje niecne trybiki, uczyni poddanym, przeżuje, a na koniec wypluje. Tak mniej więcej się ostatnio czuję, jak ofiara czyjegoś układu trawiennego. Niby zmieniły mi się godziny pracy, niby mam wolne weekendy, lepsze pieniądze, ale psychiczne obciążenie zostało na mnie narzucone na zupełnie innym poziomie. Trudno to wytłumaczyć bez podawania konkretnych przykładów, ogólnie tylko nakreślę, że natrafiłam na okres wielkich zmian w swojej firmie i bardzo boleśnie odbijają się na moim zespole. Duża presja, duża frustracja i brak zrozumienia uczyniły moment przestąpienia rozsuwanych szklanych drzwi tej fabryki ogromnie nieprzyjemnym.

Bo oprócz pracy wszelkie chwile są naprawdę przyjemne. Lubię wstawać rano, myć się i poprawiać swoją twarz makijażem [na ile ta poprawa działa trudno powiedzieć, bo w lustrze wydaje się być ok, ale zrobiłam kiedyś eksperyment i zrobiłam sobie od razu zdjęcie i zdałam sobie sprawę, że w lustrze widzę siebie znacznie lepiej niż jest to w rzeczywistości :D], lubię wyjść w ciepły, aczkolwiek chłodzący orzeźwiającym wiaterkiem poranek i wędrować do pracy przez długi park w wąwozie, mijając truchtających ludzi i spacerujących właścicieli psów. Uwielbiam wtedy słuchać audiobooków. Z rana są dla mnie lepsze niż jakakolwiek muzyka.

Aktualnie słucham „Norwegian Wood” Murakamiego i jak na razie czekam w napięciu. Nie wiem, jak inni czytacze tego autora, ale ja do tej pory w każdej jego książce doświadczyłam takiej sceny, która swoim mrokiem, brutalnością i dziwnością rozwaliły mi głowę na długie tygodnie. Ta książka w porównaniu z innymi wydaje się nadzwyczaj… jasna i przytulna. Dlatego przewiduję, przeczuwam, że to mroczne pierdolnięcie uderzy mnie w najmniej spodziewanym momencie. Wnikam w historię z pewną dozą ostrożności, wciąż czujnie czekając na ten moment. Nie sądzę, żeby ktoś rozumiał, o co mi chodzi, ale to uczucie jest dla mnie niezwykłe, nieczęsto udaje się historiom zająć moje myśli w taki sposób. Do tego autora podchodziłam z rezerwą, obawiałam się, że różnice kulturowe utrudnią mi wejście w świat przedstawiony, ale okazuje się, że to właśnie różnice kulturowe sprawiają, że ten świat tak niezwykle obnaża człowieka, pozwala lepiej poznać samego siebie. Nie wiem, czy to nie będzie jakaś nadinterpretacja [nie analizowałam dzieł Murakamiego ani nie czytałam żadnych analiz jego twórczości], ale ja odbieram jego świat, jako odbicie koncepcji yin i yang, gdzie nie ma absolutnego dobra ani absolutnego zła, gdzie w ogóle te dwa pojęcia nie są używane w taki sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Ludzie, zjawiska, rzeczy po prostu są. Są jakie są, bez klasyfikowania, bez poddawania jednoznacznej ocenie moralnej. Może dlatego tak niezwykle jest go czytać, a potem mieć ochotę się tym dzielić z innymi.

Dzięki temu, że w pracy wygrywam od czasu jakiś bilet do kina, bywamy też i w kinie. Ostatnio byliśmy na „Czarownicy” z Angeliną Jolie. I tak sobie myślę, że bawiłabym się zdecydowanie lepiej, gdybyśmy nie byli JEDYNYMI dorosłymi na sali. Pojęcia nie mam, skąd pomysł, że ten film nadaje się dla dzieci poniżej 10. roku życia, no ale rodzice się nie zastanawiają za długo, ważne, żeby pozbyć się gnojka na dwie godziny i iść na zakupy. To raz. A dwa, że dzieci mnie zwyczajnie denerwują swoją głośną obecnością, nie zważającą na obecność innych ludzi, nie robiącą sobie nic z różnicy wieku, dzielącej je od sąsiada z fotela obok. Po takich dwóch godzinach w otoczeniu dzieci i podlotków, którym zaczyna rosnąć biust i są z tego powodu bardzo nieprzyjemne dla otoczenia, przebiegają mi przez głowę myśli, żeby sobie takich przypadkiem nie zrobić, bo miłość ma swoje granice, a ja im starsza, tym bardziej nerwowo reaguję na niekomfortowe sytuacje ;) No ale film całkiem OK, Angelina w formie, im starsza tym lepsza.

Ominęła mnie też wizyta rodziny z Ameryki, ale akurat z tego faktu byłam bardzo, bardzo zadowolona. Ciotka z USA jest dla mnie obcym człowiekiem, więc nie miałam zbytnio ochoty na bycie w jej towarzystwie, poza tym niezbyt też szanuję ją jako człowieka z bardzo osobistych przyczyn. Jest jedną z tych osób, które całkowicie skreśliłam z listy ludzi, których chcę znać, bo wolę to niż udawać, że nic się nie stało.

Za kilka dni Niedźwiadek kończy 30 lat. I jego trzydziecha przeraża mnie bardziej niż te moje skończone 28. Jak te lata lecą… Jak szalone. Niedźwiadek dostał już pierwszą część swojego prezentu: w ramach pielęgnowania w sobie chłopca kupiłam mu GTA 5 i od tego czasu spędza każdą wolną chwilę przy konsoli, hehe.

Mam dziwne wrażenie, że chciałam Wam napisać o czymś jeszcze, ale zapomniałam o czym. Jak sobie przypomnę, to na pewno napiszę – mam teraz tyyyyle czasu :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „norwegian wood

  1. stalmuska pisze:

    norwegian wood bardzo nostalgiczne, romantyczne i kiedyś oglądałam film na podstawie tej książki, też jest świetny…
    no i najwidoczniej uwielbiamy się czytać wzajemnie, chociaż moja niezgrabność w pisaniu często mnie przeraża

  2. linka85 pisze:

    Odpoczywaj, kochana, i ciesz się tymi nielicznymi chwilami wolności! Mój urlop, który musiałam wykorzystać, pomimo przebywania męża w pracy, też spędzałam sama w domu, ale bardzo sobie te chwile spokoju ceniłam. Przykro mi, że znowu zaczynasz się czuć przytłoczona przez pracę… W sumie jednak chyba należało się tego spodziewać. Tak jak zauważasz, korporacja rządzi się własnymi prawami, dość okrutnymi. Mam nadzieję, że dzięki tym 9 dniom naładujesz się pozytywną energią i zdystansujesz od tego, co czeka Cię w pracy. Mój K. też skończył 30, w co aż trudno mi uwierzyć, bo przecież tak niedawno dopiero co byliśmy na studiach, poznaliśmy się itd…. A teraz już tacy starzy jesteśmy :P! Uważaj, żeby Niedźwiadek Cię przez tę konsolę nie zaniedbywał :P!

  3. żmijka pisze:

    wiesz, że tak samo mam. z tym lustrem. w sobotę zmieniłam fryzurę. i w łazienkowym lustrze w mocniejszym niż na co dzień makijażu, pierdylnęłam sobie focię. chciałam Loff wysłać. i dupa. ani make up , ani fryzura tego w lustrze nie przypominała. hm….
    ja to sobie tłumaczyłam kiepską jakością zdjęcia….. załamać się taraz czy jak ? :)

  4. napiecyku pisze:

    Twoje 28 lat, przy moich 46 to pestka, a raczej pesteczka, ale jeszcze wszystko przed nami :)

  5. jestesczesciamnie pisze:

    Mi w lustrze też się wydaje, że wyglądam lepiej niż np na zdjeciu :D

    Odpoczywaj Kochana, korzystaj ile się da! :)

  6. gdyrozumspi pisze:

    W pewnym momencie każda praca zaczyna człowieka przeżuwać i wypluwać. Wolne jak najbardziej wskazane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s