ponad siły

Moje życie stało się zbyt intensywne do zniesienia. Od miesiąca nie napisałam nic na blogusiu ani nie odwiedzałam blogusiowych znajomych, co tylko dowodzi, że brak mi było spokojnej chwili na to, żeby usiąść i pomyśleć.

Remont pochłaniał do tej pory każdą moją myśl. Kalkulacje, wybory, obliczenia, załatwianie, kombinowanie, organizowanie… I do tego od trzech miesięcy prawie każdy weekend spędzony na odgruzowywaniu mieszkania, żeby ekipa mogła wejść i robić swoje. Praca ponad siły dla kobiety. Jak bardzo ponad siły, okazało się tydzień temu oraz wczoraj. Mój organizm zaprotestował. Tydzień temu po intensywnej pracy, m.in. zdzieraniu posadzki, poczułam największy ból mojego życia. Bolały mnie ręce tak bardzo, że w nocy wyłam z bólu, wyłam i płakałam. Nie mogłam nimi ruszać. Nie mogłam spać. Nie mogłam nic. Na całkiem poważnie przeszło mi przez myśl odrąbanie sobie rąk, żeby tylko się od tego uwolnić. No ale potężna dawka leków przeciwbólowych pozwoliła mi odpocząć kilka godzin bez wycia i płaczu. A żele przeciwbólowe to sobie można wsadzić wiecie gdzie ;)

No, a ja jestem od wczoraj na urlopie. W niedzielę pożegnaliśmy Kociaste, zostawiliśmy im kilka miseczek wody i michy z jedzeniem wypełnione po brzegi i ruszyliśmy na 1,5 doby do Miasta Rodzinnego załatwiać sprawy. Spotkaliśmy się z ekipą, ustaliliśmy parę rzeczy. Potem spotkaliśmy się z Sis i mężem, wypiliśmy kilka piwek i poszliśmy przekimać u rodziców. Z samego rana ciężka praca przy kończeniu sprzątania przed wejściem ekipy. Po kilku godzinach prysznic, a potem wizyta w salonie kuchni, żeby dogadać szczegóły naszych mebli kuchennych. Z którymi zresztą też były przeboje, ale wiecie, nawet mi się nie chce opisywać. Myślę, że każdy, kto przechodził generalny remont domyśla się, jakie problemy mogą się po drodze zdarzyć. Może tylko dodam, że ja przez cały ten czas przygotowań chodziłam jakby mnie życie opuściło. Przygnębiona i wściekła jednocześnie. No a po załatwianiu kuchni była upalna podróż do domu, trzygodzinna. Wieczorem zrobiło mi się słabo. Myślałam, że to może z gorąca, więc poszłam pod prysznic się schłodzić. Ale chwilę potem zrobiło mi się jeszcze gorzej, więc padłam na łóżko. Poleżałam chwilę, a potem zaczęłam wymiotować. I jak już zaczęłam, tak z godzinnymi przerwami wymiotowałam całą noc. Najgorsze było to, że z wysiłku wymiotami popękały mi naczynka w oczach i NA POWIEKACH, więc teraz wyglądam jak

a) ofiara przemocy w rodzinie

b) ofiara wirusa ebola (to porównanie wymyślił Niedźwiadek)

Wygląda to naprawdę paskudnie, a popękało mi tak dużo naczyń, że na prawe oko trochę źle widzę. Mam nadzieję, że jak się to wchłonie to wzrok wróci do normy. No i że te wybroczyny też się wchłoną, bo na razie wygląda to naprawdę bardzo źle ;( Że też takie rzeczy muszą się przydarzać akurat, jak jestem na urlopie. U lekarza nie byłam, ale przypuszczam, że dopadł mnie udar cieplny po prostu, czy jak to się tam fachowo nazywa. Teraz już czuję się lepiej, chociaż zmęczona całonocnymi wymiotami, ale wyglądam fatalnie i wstydzę się wyjść z domu. Może jutro, jak już trochę zejdzie opuchlizna i wchłonie się krew, będzie można to zakryć jakimś makijażem…

A Kociaste się obraziły za zostawienie ich w domu na tak długo. Tak właściwie to była ich pierwsza, pełna, samotna noc i kawał dnia. Obrażenie przeszło im dopiero po kilku godzinach.

No ale w każdym razie remont się rozpoczął, ekipa pracuje jak szalona, a mi zostało jeszcze do zamówienia tylko kilka rzeczy i pozostanie mi tylko czekać na efekt. I modlić się, żeby wystarczyło mi na wszystko pieniędzy, bo niestety – jak to zwykle bywa – człowiek planując remont nie zdawał sobie sprawy z tysiąca kosztów dodatkowych. Np. z tego, że koszt remontu podwyższa fakt, że mieszkanie mieści się na czwartym piętrze bloku bez windy. No ale nie mogłam tego przewidzieć, skąd mogłam wiedzieć.

W pracy szambo, ale teraz jak już mam te kilka dni urlopu i okazało się, że nie będę tych kilku dni musiała spędzać na ostrym fizycznym zapierdzielu, wolę o pracy nie myśleć, tylko skupić się na odpoczywaniu i regenerowaniu swojego wymęczonego ciała i ducha. Także oddalmy się od tematu, jeszcze zdążę Wam opowiedzieć o nowościach i zmianach.

A tymczasem ugotowałam kompot z jabłek i rabarbaru z dodatkiem cynamonu i się rozkoszuję naturalnym smakiem. I mam wielką nadzieję, że fala upałów dobiega końca, bo są dla mnie naprawdę zabójcze. Tulę koty, oglądam seriale jednym okiem i mam nadzieję, że może jutro gdzieś razem pójdziemy z Niedźwiadkiem, jeśli uda mi się zakryć makijażem wybroczyny pod oczami. Porzucałabym piłką do kosza. I czekam aż Niedźwiadek przyniesie mi lody. Jak nie zapomni ich kupić to będę w niebie.

PS: Dzięki Iwcia za mobilizację.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „ponad siły

  1. kardiowersja pisze:

    no to się zajechałaś kobito tym remontem
    i jak nic udar cieplny…

  2. gdyrozumspi pisze:

    Mam nadzieje,że ten remont u Was skończy się jak najszybciej. Wydaje mi się, że nie powinnaś doprowadzac do sytuacji kiedy juź Twoje ciało mówi dość, może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Rozwaga przede wszystkim. Uważaj Kochana na siebie :-*

  3. linka85 pisze:

    Ojej, kochana, przegięłaś na maksa! Oszczędzaj się, kobieto, bo w końcu tak często zajeżdżany organizm na poważnie odmówi Ci posłuszeństwa. Nie wyobrażam sobie takiej harówki – zdzieranie posadzki, o matko! Teraz musisz zdecydowanie odpocząć. Sama przeżyłam chwile strachu, kiedy K. dostał coś podobnego do udaru cieplnego, a u niego to naprawdę grozi poważnymi komplikacjami. Na szczęście jest ok. Ale stanowczo domagam się, żebyś zaczęła szanować swój organizm!! Życzę Ci, żebyś jak najszybciej doszła do siebie i mogła pocieszyć się dniami wolnymi.

  4. cicicada pisze:

    Dbaj o siebie M!

  5. W. (vel Książę...kiedyś) pisze:

    Widzę, że u Ciebie M. nadal ostro. O szalonym, zawrotnym tempie coś wiem… Choć czasem tu zaglądam, nie zostawiam śladów, dziś wyjątek. Trzymam kciuki za powrót do zdrowia, pełni kondycji i udany remont. Pozdrawiam.

  6. jestesczesciamnie pisze:

    To faktycznie ciągle coś się u was dzieje – ale pamiętaj, żeby czasem zadbać o siebie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s