.

Za oknem leje i gwiździ, Niedźwiadek śpi po nocce, a ja popijam owocową herbatę. Mieliśmy dzisiaj iść na randkę, ale chyba nici z tego, bo pogoda za oknem nie zachęca. Tak pomyślałam, że może coś napiszę, bo daję radę robić to tylko wtedy, jak mam spokój, a spokój mam jak jestem sama w domu albo Niedźwiadek śpi, hehe.

Nie wiem, jak radzić sobie z nieustającym napięciem, które wiąże się z remontem. Wystarczy jeden telefon od fachmanów, że coś tam jest nie tak i będzie trzeba zrobić to tak, a oni sobie za to policzą tyle. I już jestem wytrącona z równowagi, i już znowu się boję i nie mogę spać. I jeszcze do tego wszystkiego brat Niedźwiadka za miesiąc się żeni, a Niedźwiadek ani garnituru nie ma, ani butów, ani nawet koszuli. Czyli znowu kolosalne wydatki. Naprawdę spędza mi to sen z powiek… Na wesele do Niedźwiadkowego brata nie jadę. Nawet nie z braku kasy, po prostu nienawidzę wesel, a Niedźwiadek nie naciska.

W pracy miałam spięcie z jedną laską i potem długo robiłam sobie wyrzuty. Jestem człowiekiem, który – nawet jeśli walczy o swoje – już kilka minut później tego żałuje. Nawet jak sprawa słuszna. Bo zaraz mi się wydaje, że wyolbrzymiam, że przesadzam, że niepotrzebnie. Że może za ostro ją zaatakowałam, że mogłam tylko delikatnie zwrócić uwagę albo w ogóle inaczej to rozegrać. Takie ustalanie reguł we współżyciu z innymi przychodzi mi z trudem. Ale może też dlatego, że mnie aktualnie wszystko przerasta, może nie patrzę już zbyt trzeźwo na świat, tylko wszystko zakrzywia mi ta soczewka z obaw i napięć. Chciałabym, żeby remont się już skończył, żeby kasy wystarczyło w sam raz i żeby moim jedynym zmartwieniem było ustalenie daty przeprowadzki.

Bo już zdecydowaliśmy, że wracamy. Nie miałabym serca oddać odpicowanego i zrobionego po mojemu mieszkania obcym na zdewastowanie, szczególnie po tylu nerwach i niepokojach. Oczywiście pracować nadal będę w Mieście, bo zarobki są na tyle dobre, że warto męczyć się z dojazdami. I ta wizja właśnie, mieszkania w pięknym, nowym mieszkaniu, dodaje mi sił w starciu z tą ostatnimi czasy słabą codziennością.

Dowiedziałam się też kilku rzeczy, o których chyba wolałabym się nie dowiedzieć. Ktoś bardzo bliski zdradza i rani kogoś innego, a ja się zastanawiam, czy ten ktoś bardzo bliski jest tym samym kimś, za kogo go miałam. I tak myślę, że nie. Zresztą, wiem to właściwie od dawna, ta wiadomość tylko mnie w tym utwierdziła. Nie mam prawa oceniać nikogo za nic, ale myślę, że mam prawo nie przyklaskiwać wszystkim decyzjom tej osoby. Więc nie przyklaskuję, tylko jakoś dziwnie mi smutno i nieswojo. Udaję, że nic nie wiem. Tak jest najłatwiej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „.

  1. gwiazdka pisze:

    heh Madzia, czasem jak czytam co u Ciebie to mam wrazenie, ze zyjemy wg tego samego scenariusza. Wczesniej przechodzilam to samo z praca /wlasciwie obozem pracy/, teraz remont trwajacy od kilku miesiecy, pozerajacy cale wyplaty no i ta zdrada popelniana przez bliska osobe… przechodzilam przez to rok temu. Niby nie moja sprawa, niby kazdy jest kowalem swojego losu, ale przezywalam to bardzo i od tamtej pory juz nie potrafie patrzec na ta bliska mi osobe tak samo i nasze relacje niestety ulegly pogorszeniu. W kazdym razie trzymam kciuki za remont, wiem jak to jest wyczekiwac konca i zyc nadzieja, ze w koncu, ktoregos pieknego dnia mozna bedzie sobie spokojnie wypic kawe w czysciutkim, fajnie urzadzonym mieszkanku ;-)

  2. innam pisze:

    Gwiazdka, czy Ty gdzieś pisujesz? Bo chętnie bym poczytała, co u Ciebie…

  3. linka85 pisze:

    Co się stało, to się nie odstanie i chyba nie warto tego rozpamiętywać. Uważam, że to dobrze, że potrafisz walczyć o swoje racje. Ja mam z tym problem, więc widzę to z innej perspektywy. Jeśli nawet ktoś poczuł się urażony, trudno. Dopóki wiesz, że masz podstawy do takiego osądu, to wszystko jest ok. Na pewno stres związany z remontem ma spory udział w Twoim obecnym zachowaniu, człowiek jest tylko człowiekiem i trudno odciąć się od własnych emocji w stresujących sytuacjach. Wszystko się nawarstwia, wiadomo…
    Przykra sytuacja z tą bliską osobą. Najgorsze jest to, że pewnie też bym udawała, że nic nie wiem, bo nie miałabym serca przekazywać komuś tak okropnych wieści. Choć nie jest to najlepsze rozwiązanie.
    Trzymaj się, kochana. Jeszcze trochę i będzie po remoncie. Wtedy odetchniecie i zaczniecie się cieszyć tym, że jesteście na własnym :).
    A wiesz, że ja całe życie nie znosiłam wesel, a w tym miesiącu byłam na dwóch i doszłam do wniosku, że zaczynam je lubić :)?

  4. gdyrozumspi pisze:

    Zgadam się z Ewelinką. Ona wie co zawsze powiedzieć.
    Ja byłam 2krotnie w sytuacji, że wiedziałam, że osoba jest zdradzana. W obu przypadkach przemilczałam. Jak się skończyło:
    I przypadek: taa osoba sama to odkryła i wybaczyła.
    II przypadek: zdradza osoba zwróciła się do mnie, że jeśli wiedziałam to powinnam reagować. Z racji koleżeństwa powinnam być szczera, bo zasługiwał na prawdę, a nie na cały koszmar i jak ja bym się czuła. Na obecną chwilę z tymi osobami nie mam kontaktu. Jednak myślę teraz, że bym rozważyła jaka relacja łączy mnie ze zdradzaną osobą. Jeżeli by to była mi na prawdę bliska osoba bym powiedziała. Czasem wydaje mi się, że bolesna prawda jest lepsza niż życie w kłamstwie.

    Jeżeli tu chodzi o rodzinę, takie mam ciut odczucie. To zdecydowanie nie mieszaj się. Dodatkowy koszmar nie jest Ci potrzebny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s