trochę narzekania

Czasami czuję, jakby czyjeś gorące palce zaciskały się na mojej szyi, a ciężkie, twarde kolano ugniatało pierś, bardziej na lewo, jakby w okolicach serca. Ciężko mi wtedy oddychać i na chwilę świat zawirowuje i widzę go jak przez mgłę. Po chwili już tego nie ma, pozostaje tylko uczucie ciężkości w klatce piersiowej i napięcie w karku, którego nie mogę się pozbyć, od kiedy rozpoczął się ten cały remont.

Remont śni mi się po nocach. Boję się każdego przychodzącego smsa i każdego telefonu, bo może to oznaczać jakąś komplikację i konieczność twórczego rozwiązania problemu na odległość. Pieniądze się topią, już wiem na pewno, że mi ich nie wystarczy, teraz kwestia kombinowania dodatkowych funduszy.

Czuję, że przez ten stres jestem nie do wytrzymania. Więcej się ostatnio kłócimy. Właściwie nie wiem, czy można to nazwać kłótnią, po prostu kilka chwil się na siebie wydzieramy, chwilę poobwiniamy, a potem wszystko wraca do normy i jesteśmy tym samym starym dobrym małżeństwem. Czytałam ostatnio w jakimś mądrym psychologicznym piśmie, że jedną ze spoin trwałej relacji są rozmowy o zabarwieniu egzystencjalnym i uśmiechnęłam się do siebie, bo na całe szczęście dość często nam się zdarza rozmawiać o rzeczach ważnych. W ogóle bardzo dużo rozmawiamy, to chyba dość niezwykłe, jak na parę z takim stażem. Za to mało czasu razem spędzamy na czynnościach, które z kolei według owego pisemka są kolejną spoiną i gwarancją zachowania wzajemnego zainteresowania. Większość czasu spędzamy w domu i na załatwianiu spraw związanych z remontem, co z kolei wiąże się ze stresem, napięciem, pośpiechem… Chciałabym, żebyśmy gdzieś wyszli, tak razem, zostawiając troski za sobą. Spędzić razem trochę czasu, być i czuć się dobrze. Może gdzieś wyjechać, chociaż na dzień. Ale póki co są to tylko marzenia.

Zdrowie też zdążyło się znów posypać. Moje oczy i powieki znowu zapłonęły żywym ogniem i zeszłej niedzieli obudziłam się z oczami schowanymi w opuchliźnie jak rodzynki w bułce. Do tego powieki czerwone. W poniedziałek rano doszłam do wniosku, że nie ma mowy, żebym w takim stanie poszła do pracy, więc zadzwoniłam i powiedziałam, że mnie nie będzie, bo muszę iść do lekarza. Nie przewidziałam jednak tego, że teraz połowa dermatologów jest na urlopie i najbliższy termin dostępny jest za cztery dni. Tyle czekać nie mogłam, więc z wielkim bólem serca zapłaciłam 100 zł za prywatną wizytę. Znowu stwierdzono atak alergii, wyśmiano moją prośbę o zwolnienie lekarskie [„ludzie chodzą do pracy z gorszymi zmianami na skórze”] , ale po moim silnym naleganiu otrzymałam zwolnienie na dwa dni. Przepisano mi tabletki przeciwalergiczne i dwie maści do smarowania, i tak – lżejsza o kolejne 50 zł – poszłam do domu. Maści ze sterydami mają to do siebie, że działają błyskawicznie, tak więc już następnego dnia wyglądałam prawie normalnie, ale i tak do końca tygodnia chodziłam do pracy bez makijażu, przez co sprawiałam wrażenie chorej.

Trwa moja akcja eliminowania nadmiaru rzeczy w moim otoczeniu. Kolejno pozbywam się ubrań, których nie noszę, robiąc im ostateczny test i zakładając je po kolei na cały jeden dzień. Te ubrania, w których czuję się źle, lądują w worku. A worek w pojemniku na używaną odzież. Myślę, że spokojnie zredukowałam już swoją szafę o 50%. Proces trwa. Pozbywam się różnych rzeczy też z myślą o nadchodzącej przeprowadzce, która – mam taką wielką nadzieję – przebiegnie sprawniej, niż ta poprzednia.

No i znowu się odchudzam. Jestem na swojej ulubionej diecie low carb i już mi spadło kilka kilo, ale wiem, że na samej diecie i spacerach do pracy wiele nie zgubię, a zgubić wiele powinnam. Jak wrócę do Miasta Rodzinnego, to wrócę też do swoich wspinaczek po schodach w parku, które były moją ulubioną aktywnością fizyczną. Przynajmniej taki jest plan. Póki co żadnej kosmicznej aktywności nie mam.

Przeczuwam zmianę. I na coś czekam. Doczekać się nie mogę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „trochę narzekania

  1. gdyrozumspi pisze:

    Pomarudzić czasem każdy musi.

    I życzę, abyś jak najszybciej się doczekała.

  2. cicicada pisze:

    heh rozumiem… ale dacie radę! zobaczysz co swoje to swoje.. nawet jeśli nie bedzie wykończone dokładnie tak jak planowałaś… to i tak gwarantuję że będziesz się tam naprawdę dobrze czuła, bo widzę że wkładasz całe swe serce w remont :)
    Mam nadzieję, że się pochwalisz potem i wrzucisz jakieś zdjęcia nowego lokum :)

  3. linka85 pisze:

    Kiedy ma się tyle spraw na głowie i jest się zestresowanym, odreagowuje się to na innych, niestety. Moi rodzice też mają remont i nerwy zaczynają im puszczać, co do tej pory się nie zdarzało. Sama się z K. kłóciłam, kiedy urządzaliśmy mieszkanie. Ale to minie, jak już sytuacja się unormuje. I oby stało się to jak najszybciej. No i żebyś się doczekała tego, na co tak wyczekujesz :).

  4. bardziej pisze:

    To niech się wydarzy. To, czego wyczekujesz.

  5. postal pisze:

    Fajnie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s