i kamieni kupa

Mgła gęsta jak masło leniwie toczy się w dolinach. Pociąg tnie ją nożem wagonów, a ona krwawi złotymi kroplami z liści drzew w blasku poranka. Jelonki grupami pożywiają się na polanach pod lasem. Jest pięknie. Wschodnie wsi mają to do siebie, że o świcie budzą rozrzewnienie nawet w urodzonych mieszczuchach.
Ostatni czas był dla mnie jednocześnie trudny i szczęśliwy. Niedźwiadek wrócił z wesela chory, nie było więc czasu na cieszenie się powrotem, bo trzeba było jeździć po lekarzach i groziła nam wizja szpitala. Na szczęście wizja szybko się oddaliła, bo zapisane leki zadziałały i stan poprawił się błyskawicznie. Było potem trochę romantycznego witania się, ale że musiałam chodzić do pracy, to ciągle mi było mało. Nie ukrywam też, że przez ciężki stan Niedźwiadka moja psychika doznała uszczerbku, jak zawsze, kiedy muszę być silna za nas dwoje i radzić ze wszystkim sama. Ale najważniejsze, że to już za nami.

A potem znowu zachorowały mi oczy. Pomimo odstawienia kosmetyków i braku makijażu. W piątek w pracy łzawo szukałam w sieci dermatologa, który mógłby mi pomóc jeszcze tego samego dnia. Byłam gotowa wyjść z pracy, tak bardzo źle się czułam. Ale jak na złość żaden dermatolog nie chciał mnie przyjąć tego dnia, więc umówiłam się na poniedziałek, a dzień w pracy jakoś przecierpiałam. Weekend był słaby, bo czułam się tak źle, że nie mogłam się niczym cieszyć. Jedyne co poprawiało mi nastrój to to, że poprzysięgłam sobie nie iść do pracy w takim stanie, że zażądam zwolnienia dopóki nie będę znów przypominać człowieka. Niestety, ja i dermatolodzy się nie lubimy i już nigdy nie polubimy, bo ostatni raz byłam w poniedziałek u dermatologa, mówię serio. Ostatni raz. Po pierwsze znów zostałam wyśmiana, wydrwiono moje decyzje o leczeniu u innych lekarzy, podważono leczenie innego lekarza i ponownie zapisano mi to, co kiedyś. Nie brano pod uwagę żadnej innej opcji, nie było żadnego badania. I co najlepsze, jak poprosiłam o zwolnienie, to kobieta jakby się przesłyszała. Mówi, że ona nie daje zwolnień, co najwyżej zaświadczenie. I wtedy niestety coś we mnie pękło i się rozryczałam. Nie mogłam pojąć, dlaczego nie mogę dostać zwolnienia, kiedy wyglądam jak Quasimodo i prawie nie widzę na oczy. Baba chyba spanikowała, bo stwierdziła, że skoro taki dramat, to dostanę zwolnienie za dzisiaj. Wyszłam stamtąd roztrzęsiona, wyłam całą drogę do domu, a spanikowany Niedźwiadek nie mógł mnie pocieszyć. Wyłam, bo poczułam się poniżona, że pieprzony lekarz nie jest w stanie zrozumieć, co się dzieje, że takie schorzenie to nie jest kurwa nic, tylko coś, co utrudnia życie, uniemożliwia pracę i odbiera człowiekowi jakąkolwiek chęć do działania. Że męczę się już rok czasu, nasilenia są coraz gorsze, a ja zaczynam się po prostu bać, że nigdy nie wyzdrowieję, bo nic mi nie pomaga. Ciekawa jestem, co by jedna z drugą lekarka zrobiła, jakby miała taką mordę skapiszonowaną jak ja teraz. Kiedy już plamy mam na całej twarzy i szyi. Patrzę na siebie w lustrze i chce mi się wyć. I nieraz wyję. Bo nie dość, że mi bozia ciało dała koślawe, to jeszcze teraz ryj na dobitkę. Stwierdziłam, że pójdę do swojego lekarza rodzinnego po zwolnienie, bo nie jestem w stanie wrócić do pracy ani fizycznie, ani psychicznie, bo jestem po prostu wyczerpana ostatnimi wydarzeniami i ogólnym przebiegiem mojego życia. I jestem teraz na zwolnieniu do końca tygodnia z czego bardzo, bardzo się cieszę. Zapisane przez panią dermatolog lekarstwa nie działają, ale nie mam czasu na rozpaczanie. Bo w międzyczasie trzeba kombinować z remontem.

Remont sam w sobie jest już skończony. Mieszkanie wygląda cudownie, jak nowe. Nowoczesne, czyste, przestronne. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że za kilka dni w nim zamieszkam, że jest moje. Jedynie okna pozostały po starym mieszkaniu, ale one na wymianę mogą jeszcze zaczekać ze dwa lata. Może wtedy wyjdziemy na prostą i będzie nas stać. Póki co finansowo jesteśmy w dupie, ale nie ukrywam, że efekt wart był tych pieniędzy. Prawie cały okres zwolnienia spędziłam tam z Niedźwiadkiem, bo po remoncie trzeba też posprzątać, zamontować żyrandole i inne takie cuda. Jeszcze czekamy na meble kuchenne i najprawdopodobniej w przyszły weekend będzie akcja przeprowadzka. Przeprowadzka do pustego domu, bo mebli nie mamy żadnych [prócz kuchennych], jedynie dostaniemy od rodziców starą kanapę na początek, żeby było gdzie przekimać. A tak to będzie pusto. Trudno mi sobie wyobrazić, jak i kiedy zorganizujemy inne meble i jak życie choćby bez szafy będzie wyglądać, no ale to już detale. Próbuję też nie wyobrażać sobie, jak bardzo wykańczające będą dalekie dojazdy do pracy, najpierw pociągiem a potem autobusem. W obie strony. Trochę się ich boję, ale nie będzie wyjścia. Rozglądam się wprawdzie za pracą w Mieście Rodzinnym, byłam nawet na jednej rozmowie, no ale warunki finansowe są tak tragiczne, że już wolę męczące dojazdy. Także aktualnie stresuję się przeprowadzką, dojazdami i swoim zdrowiem, z którym pojęcia nie mam co będzie dalej i gdzie się teraz udać po pomoc. Jest źle. Łykam tabletki i wierzę, że może na efekt trzeba po prostu zaczekać dłużej. Bo nic mi więcej nie pozostaje, tylko ta naiwna wiara. Jak mi to gówno z twarzy nie zejdzie to po prostu nie wiem, co zrobię.

Na deser matka z ojcem męczą mnie o ślub z Niedźwiadkiem. Robią nieprzyjemne uwagi, tak jakby nie wiedzieli, że takim działaniem mogą osiągnąć odwrotny efekt. Ja rozumiem, że chcą dla mnie dobrze, ale teraz mam naprawdę milion ważniejszych rzeczy na głowie niż jakiś ślub. Zresztą, znając życie, jak już przeprowadzimy się do MR, pójdziemy do urzędu i zaklepiemy najbliższy termin. 15 minut, dwóch świadków i będzie z głowy. No chyba, że nabiorę chęci na świętowanie, ale póki co to mnie się nie wydaje. Teraz to ja chcę tylko świętego spokoju. Nic więcej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „i kamieni kupa

  1. gdyrozumspi pisze:

    Madź chciałabym Cię pocieszyć, ale wiem, że ciężko. Mam nadzieje, że jak najszybciej ta choroba minie i będziesz mogła odetchnąć z ulgą, cieszyć się skończonym remontem. Nabrać nowej siły, optymizmu.
    A rodzinny nie może Cie gdzieś skierować na badania??musi iść to przez dermatologa?
    Może z googluj polecanego jakiegoś, może prywatnie. Nie wiem, ale gdzieś musi istnieć jakiś dobry dermatolog,ludzi. O losie. W tym kraju to nie można zachorować. Siedzą tam, płacą im za wykonywaną pracę, nie wiem skąd przeświadczenie, że mogą tak ludzi traktować. Ręce opadają.

  2. gwiazdka pisze:

    Madzia jesli chcesz to odezwij sie do mnie na maila oilpaintingsnyc@gmail.com, jestem farmaceutka, wiec moze akurat cos wykombinujemy z tymi oczami :-)

  3. linka85 pisze:

    Biedna jesteś, że też te problemy z oczami nie mogą się raz na zawsze skończyć. Za taką dermatolog to ja dziękuję bardzo, wcale się nie dziwię, że poczułaś się po wizycie u niej jeszcze gorzej! Ale uważam tak jak Justynka – powinnaś się rozglądnąć za lepszym, polecanym dermatologiem. Gdzieś na pewno taki jest i nawet jeśli będziesz musiała zapłacić za wizytę, to dla zdrowia warto… Gdyby ktoś Cię dobrze zdiagnozował, na pewno przepisałby bardziej skuteczny lek i zapomniałabyś o tym koszmarze.
    Całe szczęście, że Niedźwiadek jest już przy Tobie. To największa pociecha w tak trudnym okresie. Mam nadzieję, że w nowym, wyremontowanym mieszkanku będzie Wam naprawdę dobrze – pomimo braku mebli na początku :).

  4. Anonim pisze:

    Tak nieśmiało może zasugeruje tylko (bo nigdy nie zostawiałam żadnych komentarzy chociaż czytam Cię na bieżąco od.. od bardzo dawna), że może powinnaś wybrać się do okulisty a nie do dermatologa? Miałam tak kiedyś, okulista przebadał mi oczy kilkoma różnymi urządzeniami, stwierdził, że mam delikatne worki spojówkowe,które mogą reagować zapaleniem czasami nawet przez drobny pyłek który dostanie się do oka (czyli zmiana kosmetyków też nie pomogła). Często niestety to zapalenie spojówek mi powraca ale przepisał mi przynajmniej dobre leki i krople po których szybko mi przeszło. Może warto spróbować? Trzymam kciuki za powrót do zdrowia!

  5. kardiowersja pisze:

    wiem że to żadna pociecha, ale od tego się nie umiera
    wróż Maciej zapewne by wyciągnął 3 karty tarota – okulista, alergolog i psychiatra, co oznacza kolejność udania się gdy pierwszy i drugi z nich nie pomoże…. na szczęście tym razem nie wylosował patologa

  6. Wpadłam tutaj zupełnie przez przypadek (o ironio! ostatnio u mnie same przypadki!) – zaczęłam czytać i sama zaraz spóźnię się do lekarza. Praca kompletnie rozłożyła moje plecy na łopatki. Nie martw się, ja też usłyszałam, że pomimo tego, że nie mogę się schylać ani nic podnosić – mogę chodzić do pracy. Przecież to nic, że dźwigam sterty lamp, miliony kartonów i dwunastoosobowe serwisy obiadowe… :) Na szczęście – zmieniłam lekarza!
    +całe szczęście, że Twoje oczy jeszcze dają radę czytać te wszystkie blogowe wypociny, ZDROWIA!

  7. Anea pisze:

    Nawet jak teraz jesteś w chwili załamania podobnie jak pisza inni – nie poddawaj się, jesteś chora i absolutnie należy ci się fachowa opieka i zwolnienie i nie ustawaj w poszukiwaniach takiego lekarza, który naprawdę nim jest, nie tylko z nazwy. To konieczne aby dobrze się zająć sobą,jak wypłaczesz emocje ruszaj dalej; choć też rozumiem jak strasznie przykre i bolesne w chwili gdy człowiek liczy na zrozumienie i empatię w swoim cierpnieniu jeszcze ten niby powołany do pomocy unieważnia Twoją dolegliwość i ból, cholerni lekarze!

  8. serdunio pisze:

    inny lekarz. a ten u ktorego bylas wczesniej? naprawde, oczy nie wlosy w mordke… trzymaj sie!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s