oby na zawsze

Drogi blogusiu.

Piszę dzisiaj dużo spokojniejsza niż wcześniej. I nie wiem, czy to dlatego, że rzeczywiście się uspokoiłam, czy po prostu to moje nowe leki.

Od poniedziałku bujałam się po rozmaitych lekarzach, w końcu w akcie rozpaczy poszłam do swojej rodzinnej i… dostałam skierowanie do szpitala. Zmroziło mi to krew w żyłach, bo moje szpitalne doświadczenia wieku dziecięcego odcisnęły trwałe piętno na mej psychice i budziło głębokie przerażenie. Ale po chwili stwierdziłam, że jestem już tak zdesperowana, że ten pobyt w szpitalu nawet nie będzie taki zły, może mnie chociaż kompleksowo przebadają i dojdą do tego, co mi jest i jak to leczyć. W końcu w mojej rodzinie tylko ojciec nie ma jakiejś autoimmunologicznej choroby, więc może i mnie jakieś dziadostwo tego typu bierze?

[przerwa na ubranie grubych dresów i skarpetasków – zimno się zrobiło, co?]

Potem pomyślałam, że przyjęcie do szpitala byłoby bardzo słabym rozwiązaniem na ten moment, bo przecież DO KOŃCA TYGODNIA MUSZĘ SIĘ WYPROWADZIĆ! No ale spakowałam szpitalną torbę za radą rodzicielki i następnego dnia o 6.00 stawiłam się w dermatologicznej izbie przyjęć z myślą, że prawdopodobnie i tak mnie nie położą na oddział, bo jest mega przepełnienie, a ja nie jestem umierająca. Okazało się, że kazali przyjść na 6.00, żeby zaklepać sobie kolejkę do rejestracji. Rejestracja jest od 7.00, a lekarz przychodzi na 9.00. Polska służba zdrowia cudna jest. Ja nigdy za dużo po lekarzach nie chodziłam, zanim mi się z pyska nie zrobiła jesień średniowiecza, więc byłam nieco w szoku, jak zobaczyłam, co i jak się tam odbywa. Ludzie się awanturują, wściekają, wydzierają, wykłócają… Na to, żeby zobaczyć lekarza, czeka się po 5 godzin. Kilka pierwszych godzin był ze mną Niedźwiadek, ale potem musiał jechać do MR, żeby wpuścić panów od montażu mebli kuchennych i nadzorować pracę. Zostałam więc sama i bałam się jak mała dziewczynka pobierania krwi i innych dziwnych badań. Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, okazało się, że nawet mowy o przyjęciu do szpitala nie ma. Ale za to lekarz po raz pierwszy w przemyślany sposób dobierał mi leki. Porozmawialiśmy sobie szczegółowo o tym, co dotychczas było mi proponowane. Podtrzymał teorię o alergii, z tym że z bardzo silnymi objawami. I zapisał bardzo mocne leki przeciwalergiczne oraz dwie maści, w tym jedną na atopowe zapalenie skóry. Mam też zwolnienie z pracy do końca tego tygodnia, także całe szczęście będę mogła na spokojnie się przeprowadzić i spróbować chociaż częściowo zadomowić.

Młody też trafił do szpitala w Mieście Studenckim, więc codziennie – nawet po kilka razy – go odwiedzam. Było podejrzenie rzutu, bo zaniewidział na jedno oko, ale teraz jest podejrzenie jednak chorego narządu wzroku, więc położyli go na oddział okulistyki. I badają. Trzyma się dużo lepiej niż ja z samą myślą o pobycie w szpitalu, prawdziwy twardziel. Mam nadzieję, że szybko przyjdzie poprawa i go wypiszą.

Niedźwiadek walczy w MR z instalacją mebli kuchennych, bo firma okazała się być mniej profesjonalna niż się reklamowała. Problemem zaczęło być też podłączenie zmywarki, bo rurki nie takie, bo coś tam. Remont to chyba jedna z najbardziej stresujących spraw w życiu, serio… Ale może dzisiaj się już zobaczymy, bo znowu dwa dni byliśmy odseparowani przez koleje losu. A potem trzeba będzie pakować manatki i wracać tam, skąd nas przywiało :)

Co do leków, jakie zostały mi przypisane, to jestem dobrej myśli. Wzięłam je wczoraj wieczorem, wsmarowałam też tę maść na atopowe zapalenie skóry, która momentalnie dała tak błogie uczucie ukojenia, że myślałam, że się popłaczę z rozkoszy. Człowiek w pewnym momencie tak przyzwyczaja się do dyskomfortu, że go prawie nie czuje, więc jak przyjdzie ułagodzenie, to nie może w nie uwierzyć. Tak też było ze mną. Przed 22.00 poszłam spać i… miałam poważne trudności z obudzeniem się. Siłą woli otworzyłam oczy koło 9.00 z mocnym postanowieniem wstania z łóżka i było to naprawdę bardzo trudne. Mam podejrzenie, że leki działają jakoś nasennie i uspokajająco na mnie, bo cały dzień dziś jestem rozwalona taka i senna. Ale, ale… Jak już otwierałam oczy, to pomacałam sobie gały. Czułam, że nie mam opuchlizny, co było pierwszym dobrym sygnałem. A potem spojrzałam w lustro i miałam ochotę zaśpiewać. Zmiany na twarzy tak bardzo złagodniały, że mogłabym wyjść na ulicę i nie zwracać swoją mordą uwagi. Czerwone plamy zmieniły kolor na jasnobrązowy, zniknęła skorupa a zostały tylko łuszczące się płaty skóry, które systematycznie w ciągu dnia mi odpadają, a pod spodem skóra jest zupełnie normalna w dotyku, tylko lekko odbiega kolorystycznie od reszty. Jedynym dyskomfortem jest uczucie takiego rozgrzania, jakby zdrową skórę natrzeć spirytusem. No ale może to jest właśnie uczucie dochodzenia do zdrowia. Natychmiast zrobiłam zdjęcie swojej twarzy i wysłałam Niedźwiadkowi z podpisem, że to chyba cud. Dawno z niczego się tak nie cieszyłam, a jak tak dalej pójdzie to za dwa dni nie będzie śladu po potwornym wyglądzie. I tylko trzymam kciuki, żeby efekt był trwały. Dostałam też znowu skierowanie do alergologa, do którego zgłoszę się chyba dopiero po przeprowadzce. Co za ulga… A jeszcze wczoraj dzieci na ulicy się mnie bały, a gówniarze w autobusach robili zdjęcie komórkami, jak freakowi w cyrku. Swoją drogą tylko czekam na status gwiazdy internetu, bo coś mi się widzi, że fotka poszła prosto na fejsika :)

Zbieram właśnie swoją wewnętrzną moc, żeby wstać i posprzątać co nieco, bo przeprowadzka zbliża się wielkimi krokami, a ja jestem jeszcze w lesie. Po tych wszystkich silnych emocjach i stresach jestem jak balonik bez powietrza. A tu trzeba się napompować, żeby dać radę jeszcze z kolejnymi krokami w drodze do celu… Trzymajcie za mnie kciuki!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „oby na zawsze

  1. wszystkiego cudownego w nowym miejscu! życzę, żeby Ci nie wypadł z rąk na ziemię żaden karton ze szklanymi rzeczami ;)

  2. serdunio pisze:

    trzymam jak najbardziej, natomiast co do uczulenia takie platy wielkie, wybrzuszone i czerwone i niemilosiernie swedzace na calym ciele z przewaga nog mialam po pierwszym porodzie. podejrzewam nadmiar oksytocyny.
    drugi raz cos podobnego dostalam po operacji na osemki. nie wiem do dzis czy to reakcja na silny srodek przeciwbolowy czy na antybiotyk… w kazdym razie nie zazdraszczam i ciesze sie ze nowe leki przynajmniej wyglada na to ze zadzialaja!!! :)

  3. żmijka pisze:

    trzymam bardzo mocno.
    też ulgę poczułam czytając o poprawie. jakbym przynajmniej sama miałą alergię :)
    zdrówka i wszystkiego dobrego na nowym/starym!!!

  4. gdyrozumspi pisze:

    trzymać kciuki będę !

  5. linka85 pisze:

    Trzymam kciuki, mocno :). Wygląda na to, że lada moment zapomnisz o tym, co najgorsze i wpłyniesz na spokojniejsze wody :), czego Ci z całego serca życzę. Najważniejsze, że jesteś na dobrej drodze do wyleczenia oczu :).

  6. jestesczesciamnie pisze:

    Kciuki trzymam! I cieszę się, że z tą alergią już lepiej :)

  7. zamyslony pisze:

    Ludzie bywają okropni…
    A jeżeli chodzi o NFZ. Wczoraj byłem z bratem w szpitalu, rozciął paskudnie palec, krew lała się ciurkiem, czekaliśmy 5 godzin na szycie. Cieszę się że zmiany się tak szybko zmniejszyły.
    Tak z ciekawości, na atopową skórę to jaką maść dostałaś? Mój brat ma to samo, jedne leki bardziej pomagają inne mniej. Bezpieczne są te co masz?

  8. bardziej pisze:

    Szpitale śmierdzą. W życiu nie uwierzę, że chodzi tam o dobro pacjenta. Zresztą wydaje mi się, że jakieś 80% osób pozbyło się w swoim organizmie tego czegoś, co odpowiada za życzliwość względem innych osób. I te składki na ubezpieczenie zdrowotne! Jak bardzo wolałabym je zapłacić gdzieś indziej w zamian za lepsze traktowanie.
    Dobrze chociaż, że lekarz wykazał się intuicją. Wracaj do zdrowia! Udanej przeprowadzki.

  9. innam pisze:

    Dostałam teraz Protopic. Bezpieczny, bo nie sterydowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s