bez tytułu

Swoje samopoczucie mogę podsumować tylko w jeden sposób: jestem wykończona.

Cały tydzień dojazdów i sprintów do autobusów o poranku, stres w pracy, a potem cała sobota pełna aktywności po prostu mnie dobiła. Jestem dzisiaj nie do życia i strasznie boli mnie, że jutro jest już poniedziałek i cały kołowrót zaczyna się od nowa.

Niewątpliwym plusem jest to, że przyszła całkiem przyzwoita wypłata, dzięki czemu mogę coś tam do domu kupić. Zaczęłam od rolet do głównego pokoju, w którym spędzam swój wolny czas. W poszukiwaniu rolet wsparli mnie rodzice, a tata posłużył radą i złotą rączką, dzięki czemu rolety już wiszą w miejscu przeznaczenia i dzięki czemu mogę siedzieć tutaj i pisać. Gdyby nie one, w tym pokoju nie dałoby się teraz wysiedzieć. W ogóle spędziłam wczoraj z ojcem sporo czasu, chcąc nie chcąc, bo pojechaliśmy do myjni, gdzie przymusowo przesiedzieliśmy dwie godziny. Pogadaliśmy sobie o rzeczach ważnych i błahych. Od kiedy rodzice zaczęli poważnie traktować mój związek z Niedźwiadkiem i akceptować fakt, że jestem dorosła, zaczęłam doceniać ich obecność w moim życiu. Nienachalną i w odpowiednich dawkach. Dobrze być blisko nich.

Wczoraj wysprzątałam na błysk całą chałupę i zrobiłam przemeblowanie. Kanapa stoi w dużym pokoju, a my śpimy na materacach od rodziców.

Niestety mój bezruchowy tryb życia daje o sobie znać, czuję się jak stara. Bardzo dokucza mi ból pleców, zarówno w dzień, jak i w nocy, podczas snu. Właściwie to utrudnia sen, dzisiaj zamiast się porządnie wyspać, to się rzucałam z boku na bok. Doszło nawet do tego, że przebudziłam się i zaczęłam robić kocie grzbiety i inne takie, żeby sobie ulżyć w cierpieniu. Nie na wiele się to zdaje. Wymasowałam sobie wczoraj plecy dziadziowym masażerem, pomogło na parę godzin, ale niestety ból powrócił. Intensywnie szukam pracy w miejscu zamieszkania, bo dosłownie czuję, że dojazdy mnie zabijają. Po pierwsze tym, że 80% czasu spędzam siedząc, a po drugie, że nie mam czasu na absolutnie nic po pracy, oprócz prysznica, jedzenia, przygotowania na następny dzień i spania. Soboty są jedynym dniem, kiedy mogę coś załatwić, a w niedzielę padam na pysk tak jak dzisiaj. Zakwasy w całym ciele po intensywnym sprzątaniu i chroniczne niedospanie.

Mimo kiepskiego samopoczucia mam pełną świadomość tego, jaką jestem szczęściarą. Mam własne, pięknie odremontowane mieszkanie. Mam całkiem niezłą pracę, w której całkiem przyzwoicie zarabiam. Mam swoją drugą połówkę i parę pięknych kotów. Samo szczęście.

Tylko trochę smutno mi, bo czuję, że nie mam czasu na miłość. Z Niedźwiadkiem widuję się na dwie godziny dziennie, przy czym mało mam siły na rozmowy i czułości, przez co cierpi nasza relacja. Myślę, że jak tak dalej pójdzie, to zupełnie zapomnę, co to znaczy bliskość. Zarówno emocjonalna, jak i fizyczna. To również bardzo istotny powód, dla którego po prostu muszę zmienić pracę. Chcemy przecież wziąć ślub i być razem na zawsze, a jak mamy to zrobić, skoro się od siebie oddalamy?

A z małych plusów, to mama kupiła mi wielki kuban. Taki, co mieści 750 ml. Dzięki niemu teraz odpowiednio się nawadniam, bo wystarczy wypić trzy takie herbatki i mamy organizm nawodniony na wystarczającym poziomie. Właśnie sączę z niego zieloną herbę o smaku grejfrutowym. I tak to, moi drodzy. Trochę smuteczku, trochę radości. Tylko zmęczenia od cholery. Buziaczki.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „bez tytułu

  1. cicicada pisze:

    Powodzenia w szukaniu pracy. Trzymam kciuki, żeby się szybko udało… a potem to już będziesz miała czas i na ćwiczenia i na delektowanie się Niedźwiadkiem i pyszną herbatą :) I cieszę się że już się tak dobrze poukladało… keep doing!

  2. gdyrozumspi pisze:

    Też popijam zieloną herbatę o smaku grejpfrutowym. Tylko nie mów, że z biedry :P
    Zdecydowanie jesteś szczęściarą! i ważne, że to dostrzegasz.
    A z tą bliskością doskonale Cię Madź rozumiem, z panem Ka. jesteśmy tak zabiegani, a zwłaszcza on, że czasem myślę co się dzieje na tym świecie, że aby w miarę żyć na poziomie trzeba się rzucić w wir pracy, wyścig, i gubienie gdzieś siebie na tygodniu i dopiero na weekendzie odnajdywanie. No i pytanie gdzie w tym wszystkim czas na dzieci?? aaa jeśli już, to gdzie czas dla nich???

    No to pomarudziłam :P
    Trzymam kciuki za prace.

  3. jestesczesciamnie pisze:

    Musisz koniecznie powiedzieć skąd masz taki wieeelki kubek, bo szukam na urodziny przyjaciółki :)

  4. napiecyku pisze:

    Ja od dłuższego czasu nie pracuję i dużą część dnia spędzam na pracach w ogrodzie i i w domu…no i oczywiście przy garach. Nie potrafię sobie wyobrazić siedzenia 8 godz.przed komputerem. Ale dobra wypłata na pewno jest dużą mobilizacją. Znajdź dobrego ortopedę, który zleci ci proste ćwiczenia ( może masz jakąś wadę postawy), czasami wystarczy 5 min dziennie i lepiej się poczujesz, no i koniecznie nie zaniedbuj sobotnich wieczorów. Może lampka wina w jakimś przytulnym lokalu, albo ciekawy film…..Trzymam kciuki :))

  5. zagrabienie pisze:

    mnie też bolały plecy, od noszenia torby, więc zmieniłam na plecak i już nie bolą, co tam że jestem dorosła i co niektórzy sądzą, że to nie pasuje, ale mnie nic nie boli i jest mi wygodnie. :)
    zazdroszczę szczęścia i wszystkiego co sprawia, że masz cel w życiu i chcesz żyć.
    http://naganegatywnie.wordpress.com/

  6. linka85 pisze:

    Ja również trzymam kciuki, żebyś znalazła dobrą pracę na miejscu. Fajnie, że Twoje relacje z rodzicami znacznie się polepszyły i że zaczęli traktować Twój związek z Niedźwiadkiem poważnie i wreszcie go zaakceptowali. Codziennie zabieganie jest straszne, to mijanie się z ukochaną osobą też. I podobnie jak J. zastanawiam się nad tym, jak w takich warunkach można myśleć o powiększeniu rodziny. Bo jakim cudem później wygospodarować codziennie trochę czasu na dziecko, skoro nie ma się go dla własnego męża? A weekendy mijają tak przerażająco szybko, że nawet nie zdąży się ich odczuć, a tu znów zaczyna tydzień szaleńczej pracy… No nic, obyśmy nie dali się zwariować :).

  7. kardiowersja pisze:

    po wielu latach dojazdów rozumiem ten ból

  8. innam pisze:

    Z Kauflanda! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s