apdejt

Zaniedbałam swoje blogusiowe aktywności poważnie, a co najgorsze, nawet teraz pisząc, nie czuję tej przyjemności, jaką powinnam czuć. No ale spróbujmy, może się jeszcze rozkręcę.

Miniony tydzień miałam wolny z powodu choroby [a choroba najprawdopodobniej wywołana przemęczeniem, bo ileż można pracować na wysokich obrotach?]. Dzięki zwolnieniu mogłam za to załatwić mnóstwo ciągle odkładanych spraw, m.in. zamówić meble i zaklepać termin ślubu. Tak, mamy już termin. Mamy również wyznaczonych świadków, także jedyne co dzieli mnie od zmiany stanu cywilnego to kupno jakiegoś ciucha, butów, zgłoszenie świadków w urzędzie, kupno obrączek, wypatrzenie jakiejś restauracji i zarezerwowanie stolika, ewentualnie fryzjera oraz około 1,5 miesiąca. I naprawdę nie wiem, jak ludzie znajdują motywację, chęci, ukojenie nerwów i pieniądze na to, żeby organizować wystawne śluby i wesela, skoro mnie przytłacza szybka uroczystość w urzędzie i obiad z samymi świadkami i moimi rodzicami.

Zaskoczyła mnie także poważnie reakcja otoczenia na nasze plany. Niedowierzanie, jakie czytam na twarzach i te dziwnym tonem zadane pytania: i to wam odpowiada?! Chyba ludzie mają problem ze zrozumieniem, że nie każdy ma wrażliwość tego typu, że marzy całe życie o pięknym ślubie, białej sukni, wystawnym weselu i całej rodzinie i wszystkich przyjaciołach świętujących razem z nimi ten dzień. Ja nigdy o tym nie marzyłam i cieszę się, że nie mam problemu z tym, żeby sprawę załatwić tak, jak mi to odpowiada. Ludzie nie wierzą też, że dla kogoś ślub nie zmienia totalnie nic, jeśli chodzi o relację, że jest to po prostu załatwienie formalności. Niedźwiadek nie musi mi nic przysięgać przed urzędnikiem i poświadczać tego obrączką, bo zarówno on, jak i ja, przysięgliśmy sobie wierność w momencie, kiedy doszliśmy do wniosku, że chcemy spędzić razem całe życie. I mi to w zupełności wystarcza, jeśli chodzi o nasz związek. No ale prawo prawem i ślub trzeba mieć, żeby wspólne życie było bezpieczniejsze i łatwiejsze. W każdym razie ślub pewno zrelacjonuję w kilku zdaniach za te 1,5 miesiąca i pomimo że nikt, dosłownie NIKT, nie wykazuje żadnego zrozumienia wobec naszych wyborów i jest to czasem trudne do wyjaśnienia komukolwiek, na czym tak naprawdę opiera się nasze widzenie tego wszystkiego, to czuję się doskonale w roli pioniera wśród znajomych. Bo jest parę osób, które mówią, że nie lubią wesel, nie chcą uroczystych ślubów, ale i tak je biorą, bo rodzina, bo tradycja, bo ciocia z wujkiem się obrażą. A ja chcę pokazać, że można. Że da się zrobić po swojemu i nie skończy się to żadną tragedią.

Czuję też, że niełatwo będzie przekonać moją Mamę, że nie ma prawa decydować o sposobie wychowania moich dzieci. Ostatnio wywiązała się między nami dość zacięta dyskusja na temat chrztów, wychowania i kwestii wiary. Dodam może, że moja rodzina nie jest rodziną praktykującą, ojciec jest ateistą, a matka twierdzi, że jest wierząca, ale w kościele ostatni raz była chyba na ślubie mojego brata, a wcześniej na komunii najmłodszego brata ;) Matka jednak twierdzi, że moje dzieci będą ochrzczone. Oczywiście wyprowadziłam ją z błędu i dałam jasno do zrozumienia, że nie ma prawa i nie będzie decydować o takich kwestiach mojej rodziny [jeśli kiedykolwiek ją założę, ale myślę, że mamę trzeba ustawiać już teraz i przygotować na moje stanowisko w przyszłości], bo to będzie MOJA rodzina i MOJE dzieci. Obruszyła się bardzo, stwierdziła, że poprzestawiało mi się w głowie i skazuję swoje dzieci na wykluczenie ze społeczności. Śmiać mi się chciało… Nie mieszkamy na zabitej dechami wsi, żeby się bać wykluczenia. Ucięłam dyskusję stwierdzeniem, że nie mamy o czym rozmawiać, bo jeszcze raz powtarzam, że to będzie MOJA rodzina. Na szczęście od tej pory temat nie powracał, ale czuję, że to nie koniec.

Jako dobra córka postanowiłam też pomóc matce z wiecznym bajzlem u nich w domu. Poświęciłam bite dwa dni, żeby dojść do ładu z ich garderobą i sypialnią. Wykończyło mnie to, no ale wdzięczność rodzicieli rekompensuje zmęczenie. Czuję, że jeszcze w kuchni trzeba będzie podobną akcję wykonać, no ale to może już jakoś przed świętami uda mi się zebrać. Tak sobie myślę, że całe szczęście, że wróciłam do Miasta Rodzinnego, bo widzę, że moi rodzice potrzebują mojej pomocy coraz bardziej. A właściwie naszej. Bo i Niedźwiadek już parę razy opiekował się Dziadziem, kiedy rodzice mieli coś do załatwienia na dłużej niż parę godzin. I w ogóle Niedźwiadek pomaga im nieraz z noszeniem ciężarów np. Dobrze, że nas tu mają.

Korzystając z wolnego zrobiłam sobie też przegląd podwozia. Nienawidzę chodzić do ginekologów, bo zwykle wychodzę od nich ze spartolonym humorem, jako że są nieprzyjemni. Ale tu było zaskoczenie. W gabinecie czekał na mnie młody doktorek, myślę, że maksymalnie z dwa lata starszy ode mnie. Taki równy, że po prostu wizyta nastawiła mnie optymistycznie na cały dzień. Pogadaliśmy sobie o moich przyszłych ciążach, cytologiach, a potem konkursie na położną roku. Czemu nie może być tak zawsze? Ale teraz przynajmniej wiem, do kogo mam chodzić ;)

I to tyle z mojego kosmicznie interesującego żywota. Trzymajcie kciuki, żeby moja szafa przyszła w następnym tygodniu, bo mi mózg pęka od rozwalonych po podłodze w małym pokoju ciuchów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „apdejt

  1. zagrabienie pisze:

    Witam. Jak to dobrze, że nie mam nikogo i nie mam z kim brać ślubu. Szczerze mówiąc, to nienawidzę tego, pewnie też nigdy na żadnym nie byłam. Ilość osób, pompa, stroje i wszystko mnie przeraża i przytłacza. Koszmar i wcale ci sie nie dziwie, że wybierasz to, co sama chcesz, bardzo dobrze. W końcu bierzesz ten ślub dla siebie, a nie dla cioci która potem przez pół roku bedzie obgadywać z kim się da tą imprezę, że za mało tego a za dużo innego. A i jeszcze zawsze dziwi mnie i denerwuje powiedzenie „przyjadą prosić na wesele”, o ile domyślę sie co oznacza prosić, to nigdy nie wiem czemu ci wszyscy żarliwi katolicy co to w niedzielę pierwsi w kościele są nie zwracają uwagi na to najważniejsze, czyli sakrament ślubu, ale już tylko o imprezie całkowicie profanum myślą. Przecież w tym wszystkim o to chodzi, że jest uroczystość w kościele, przed Bogiem itd, ciebie to nie dotyczy bo to cywilny, ale to tak zawsze mnie ciekawiło, bo przecież można wziąć ślub bez imprezy i tyle.

    U ginekologa byłam raz w życiu, kiedy miałam z jakieś 13 lat i to było najgorsze co mnie spotkało. Raz, że byłam mała i nie wiedziałam co to za lekarz, o co chodzi i jak to będzie. Dwa ani lekarka ani moja matka która była ta ze mną nie wykazała ani odrobiny empatii do mnie w tej chorej dla mnie sytuacji. Byłam tak wystraszona, przerażona i zdegustowana całą sytuacją, że aż na samą myśl teraz chce mi się rzygać. Mam ogromną traumę po tamtym zdarzeniu i serio nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek wybiorę się do takiego lekarza. Byłam dzieckiem, któremu nagle kazano usiąść na dziwnym fotelu bez dolnych ubrań i do tego jeszcze rozkroczyć się a potem ktoś mi tam zagląda, gdzie nie powinien. Straszne. Okropne i błagam aby nikt nigdy nie robił dziewczynce takiego stresu i piętna na całe życie. Przecieć to tylko wystarczy wcześniej porozmawiać i wyjaśnić, a nie prowadzić w ciemno na rzeź.
    http://naganegatywnie.wordpress.com/

  2. waldprok pisze:

    …porozmawiaj jeszcze z kimś innym o tym chrzcie…z mamą, przy takich emocjach, nie dojdziecie pewnie do porozumienia. Warto się zastanowić… bo jeśli jest jednak Bóg (ja wierzę, że jest) to może nie zamykaj drogi do niego swoim dzieciom. Same kiedyś, jak Ty, zdecydują… Tobie chrzest nie przeszkodził w niczym…a może Ci się jeszcze kiedyś przyda :-) kiedyś, kiedyś , w dalekiej przyszłości … tej najdalszej dla Ciebie :-)

  3. innam pisze:

    Ale przed czym brak chrztu może zamknąć drogę moim dzieciom, bo nie rozumiem? Nie wierzę w boga, więc dlaczego mam uprawiać jakąś magię i chrzcić dzieci „na wypadek, jakby bóg jednak był”? Kogo by to ze mnie czyniło? A po drugie co to za bóg, który przekreśla człowieka na podstawie tego czy miał chrzest czy nie.
    A już całkiem po trzecie, za czasów mojej aktywności religijnej niechętnie albo wcale udzielano chrztów dzieciom niewierzących rodziców, zawsze trzeba było przed jakimkolwiek sakramentem spełnić szereg wymogów, więc niestety węszę tu konflikt interesów dla Kościoła. No chyba, że mam udawać wierzącą i zadrwić sobie z sakramentów, jak to robią niektórzy, żeby tylko dostać ślub kościelny. Ale to w grę nie wchodzi, bo decyzja została przemyślana i wielokrotnie obgadana z ewentualnym przyszłym ojcem moich dzieci. Takie mam stanowisko i go nie zmienię, pozdrawiam :)

  4. postal pisze:

    A ja bylem ostatnio u proktologa I bylo smiesznie.
    Tak, w wieku 31 lat zrobil mi sie hemoroid.

  5. J. pisze:

    Wydaje mi się, ze Waldprok chodziło o to, że może Twoje dzieci będą chciały być w tej wierzę, że np. Wziąć ślub kościelny, a nie będą miały chrztu, ani komuni i tak dalej. Także będą miały pod górkę. Kiedyś o tym samym dyskutowalismy ze znajomymi. I stanęło na tym, że chrzest i komunia tak, a potem kiedy dziecko będzie miało pogląd swój na to wszystko, wtedy wolność wyboru. Ale ja nie krytykuję , decydują o tym rodzice.

    Gdyrozumśpi

  6. innam pisze:

    J. ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby dorosły człowiek się ochrzcił, przyjął komunię, bierzmowanie a potem ślub. Znam i takie przypadki, że ktoś przed ślubem przyjął te wszystkie sakramenty kolejno. Więc nie rozumiem o co chodzi, przecież wiary nie wybiera się jako niemowlę! Zresztą mnie zastanawia, jak mało ludzie przywiązują uwagi do swoich świętych sakramentów, skoro bez żadnej refleksji i przekonania fundują je swoim dzieciom. Przecież zgodnie z wyznaniem chrzest i komunia to baaaardzo poważne deklaracje wiary rodziców, a potem dziecka! Moim zdaniem to jest czysta hipokryzja, chrzcić dziecko, samemu będąc niewierzącym. I brak szacunku dla czyjejś wiary, skoro bawię się w sakramenty zupełnie ich nie rozumiejąc.

  7. kardiowersja pisze:

    nie wiem czy Cie to pocieszy ale jeśli chodzi o formę ślubu i brak wypasu to ja to rozumiem… więc jest jedna osoba, która rozumie…

  8. innam pisze:

    Dzięki, Iwcia, na Ciebie zawsze mogę liczyć :)

  9. linka85 pisze:

    Ja miałam wesele dla najbliższej rodziny i nie żałuję, bo choć przeznaczyliśmy na ten cel niemal całe oszczędności, to było wspaniale :). Do tej pory lubię obejrzeć film ze ślubu i z wesela i przypomnieć sobie te magiczne chwile. Jednak wcale mnie nie dziwi decyzja młodych o rezygnacji z tego rodzaju świętowania zmiany stanu cywilnego. Przecież można to spokojnie zrobić w gronie rodziców i świadków i nikomu nic do tego. Sama znam osoby, które zabrały najbliższych na obiad i tyle :).
    Och, ja tak jak pierwsza osoba komentująca byłam u ginekologa wieki temu i póki co nie zdobyłam się na ponowną wizytę. I choć wiem, że po takim czasie powinnam skontrolować, czy wszystko jest w porządku, ale jestem przekonana, że szybko się na to nie zdecyduję. Tyle dobrego w Twoim przypadku, że wreszcie trafiłaś na normalnego ginekologa. Teraz musisz się go trzymać :). Choć tak sobie myślę, że tak młody wiek lekarza od spraw kobiecych byłby dla mnie jeszcze większą traumą, więc Cię podziwiam :D.
    No to oby szafa przyszła jak najszybciej :)!

  10. waldprok pisze:

    czyli jeśli istnieje … według Ciebie, to Chrzest nie musi być żadnym warunkiem do okazania Miłosierdzia… może i tak jest… nie wiemy wszystkiego. Mało wiemy, mi to wystarcza, innym niekoniecznie. Wolna wola przede wszystkim … też pozdrawiam. Ale przykro by było dowiedzieć się w Niebie, że Ciebie Bóg przyjmie – bo jesteś ochrzczona – a dzieci Twoich nie – bo Ty tak zdecydowałaś…. :-)

  11. Moje otoczenie również było zgorszone, tym, że nie robimy wesela na 200 osób w remizie z orkiestrą itd. Dodam, że brałam ślub 23 lata temu. Zupełnie mnie to nie obchodziło. Ktoś mi powiedział, że jakie wesele, takie życie. Od tamtej pory nie wierzę, że przysłowia są mądrością narodów. Trzymam kciuki za szafę :)

  12. innam pisze:

    Podążając dalej Twoją logiką, bardziej na niebo będzie zasługiwała grzesznica i niewierna, która była ochrzczona niż niewinne, dobre, ale nie ochrzczone dziecko. Brawo ;) A tak już zupełnie na poważnie. Nie kieruj tego typu argumentu do osoby, która wiarę w niebo traktuje jak bajkę dla dzieci. Dla mnie istnieje tylko życie tu i teraz, więc w tym życiu zamierzam być wierna swoim wartościom, a nie uprawiać magię i zabobon na wszelki wypadek, bo MOŻE JEDNAK jakiś bóg istnieje. Wydaje mi się też, że albo nie przeczytałeś mojej wcześniejsze odpowiedzi, albo totalnie jej nie zrozumiałeś. Naprawdę tak lekko traktujesz sakramenty swojego kościoła? Uważasz, że ktoś, kto ma Twoją wiarę za bajkę powinien te sakramenty przyjmować i przekazywać swoim dzieciom?

  13. postal pisze:

    Ja przed slubem musialem brac bierzmowanie, bo jako samodzielnie myslaca juz osoba, ale wciaz niedorozwinieta, zrezygnowalem z magii I zabobonow.
    Zona chciala koscielny. Mi bylo wszystko jedno, ale bez bierzmowania chuj.
    I co? I musialem dac czarnemu w lape, bo procedura legalna strasznie czasochlonna I jakies zjebane egzaminy trzeba zdawac…

  14. innam pisze:

    Lepiej, że dałeś w łapę niż naigrywałeś się z sakramentu, jak parę innych znanych mi osób, które jak dowcip opowiadały, jakie bzdury mówiły na spowiedzi albo „jakie to wszystko kretyńskie, ale i tak będę udawał, że ma dla mnie znaczenie” ;)

  15. waldprok pisze:

    Skoro życie jest tylko „Tu i Teraz” to czyż nie szkoda czasu na takie dyskusje…? Podążam za „Twoją” logiką? Kończymy temat… masz prawo mieć „Swoje” zdanie na temat „Mojego Kościoła” :-) Ja swoje mam.

  16. postal pisze:

    Miedzy wierszami byl wytyk, ze Twoje dzieci w dziecinstwie maja czas na magie, a potem beds musialy placic.
    Zapisz je do kosciola, go polska to katolicki kraj nawet jesli udawany

  17. innam pisze:

    Dobrze wiesz, że nie ma mowy ;) Jak zechcą to zapłacą, co mi do tego, jak będą dorosłe? Ja odpowiadam za DZIECI, dorosły odpowiada za siebie. AMEN :D

  18. postal pisze:

    Pieniedzy szkoda po prostu.
    Ale czekaj! Mozesz misc racje.
    Za powiedzmy 20 lat moze byc inaczej. Normalniej

  19. Ania pisze:

    E tam, ja miałam kościelny bez sukni i bez wesela. Uwaga – nadal żyję ;) powodzenia – to Wasz dzień, nie innych :) obrączki tradycyjne? z ciekawości pytam ;)

  20. innam pisze:

    A jakie są inne możliwości? Bo chyba nie do końca rozumiem pytanie :D

  21. postal pisze:

    Bed sukni? Ale ksiadz byl nalezycie zgorszony?

  22. Ania pisze:

    Nie, ksiądz powiedział, że nikt nie zmusza do białej sukni i kobieta ma być szczęśliwa, a nie wciśnięta w biel na siłę. Mieliśmy bardzo fajnego księdza.

  23. Ania pisze:

    Miałam na myśli tradycyjne złote ;) czy może biało złoto, jakieś kamienie itp. Bo teraz jest duży wybór :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s