Tym razem z poczekalni

Siedzę sobie zupełnie sama w oddzielnym odcinku poczekalni. Pociąg odjeżdża za pół godziny. Znowu zmienili rozkład tak, że rano się stresuję czy zdążę na autobus. Jak się nie spóźnie (a przeważnie tego nie robię, bo moja punktualność każe mi warowac przy drzwiach przedziału przed ostatnią stacją, biec na złamanie karku na autobusu, nie zważając, że całe moje galaretowate jestestwo trzęsie się w tym pędzie wywołując odruch wymiotny u co wrazliwszych), to zdążam do pracy akurat na tyle wcześnie, żeby się spokojnie przygotować. I wychodzę z pracy z innymi, wiec jest to dużo przyjemniejsze niż siedzenie po godzinach sam na sam z szefową, której nienawidzę.
A propos szefowej to bije ona rekordy nienawiści, jakie mogę wyprodukować do drugiego człowieka. Na szczęście nie jestem sama i inni nienawidzą jej na równi ze mną. Bo nie da się inaczej. To przykład człowieka, któremu się w głowie pomieszało, tylko nie wiadomo dlaczego. Ludzie masowo odchodzą z pracy, wolą pracować jako kelnerki niż u niej. Za gorsze pieniądze niż u niej. I ja chce nieraz iść do gorszej pracy za gorszą kasę, ale zaraz potem okazuje się, że pobilam swój rekord premiowy i to osladza mi na chwile te przykrości. Ale tylko do momentu, kiedy kasa nie zniknie. Potem jest znowu przykro i smutno.
Do ślubu miesiąc i kilka dni. Podczas choroby udało mi się kupić materiał i zlecić kostium do szycia u bardzo miłej krawcowej. Nie wiem czy totalnie nie oszpece i nie zbabciuje się moim projektem, ale niestety brak mi prywatnego stylisty, żeby mi doradzał. W najgorszym przypadku będę się wstydzić zdjęcia ze ślubu do końca życia. Byłam też u fryzjerki, chciałam się tylko ostrzyc. Ale że przy okazji wyciągnęłam ze sobą mamę, bo jej włosy wolaly o pomstę do nieba, to jeszcze mnie mama zdradziła ze ślubem i mnie zaczęła fryzjerka czesac. Taka propozycje mi dala. Najpierw mnie strzygla. I to jak strzygla. Jeszcze nigdy w życiu nikt mnie przy strzyzeniu tak bardzo nie szarpal za włosy. Cały proces walczyłam ze sobą, czy by jej nie powiedzieć, że mam na tyle mało swoich włosów, że nie stać mnie na tak brutalne traktowanie. Wyrwała mi jedną trzecią włosów, po czym zakonczywszy strzyżenie, zaczęła mnie czesac. Jakieś warkoczyki mi plotla, powiedziałam jej, że to nie moja bajka warkoczyki, ale upierala się, że to tylko próba. No więc niech będzie próba. Przy tej próbie straciłam kolejna część włosów, ale jak już z bólu zaczęły mi cieknac łzy, to jej powiedziałam, że bardzo mnie szarpie i to boli. Niby przepraszała, ale też i drwila do innych klientek, że się dziecko poplakalo. Jeszcze mnie nigdy coś takiego nie spotkało, po wyjściu stamtąd nie dość, że wygladalam idiotyczne, zapłaciłam za cierpienie 40 zł, to potem trzy dni bolała mnie skóra głowy. Jakaś psychopatka.
No dobra, przesiadłam się z poczekalni do pociągu. Nawet nie jest zapchany do oporu, jak to zwykle bywa. Miło.
Mama za to już drugi raz w tym miesiącu w szpitalu. Najpierw stan przedzawalowy, a teraz coś neurologicznego, ale że miała swój wypadek w piątek, to tylko przelezala weekend na ketanolu, potasie i czymś tam jeszcze w oczekiwaniu na tomografie. Tomografia była dzisiaj, ale wyniku jeszcze nie ma. Oczywiście jako dobra córka pomagalam ojcu w tym ciężkim czasie w gotowaniu i zakupach, a także robiłam za psychoterapeute. Ciężar mojej rodziny czasem mnie przygniata , a potem chce mi się płakać, ale nie daje rady płakać. I sobie próbuje stawiać grube mury, bo inaczej zwariuje od nie swoich problemów. A z problemami w najbliższej rodzinie jest tak, że choćby się chciało, to się nie ucieknie. Boję się czasem straszecznie, co będzie, gdy… I te „gdy” się mnożą, a mnie strach paraliżuje, boli mnie zesztywnialy kark i głowa i w głowie wiruje. Ha. Po trzykroc ha.
A ślub się zbliża i ślubu tez się boję. Tak zwyczajnie po gowniarsku, że będę idiotycznie wyglądać, że będzie niezły cyrk, że Niedzwiadek tez się boi i pewnie źle się ta cała impreza skończy. Ale nie da się wziąć ślubu tylko we dwoje, wiec musimy wziąć na klatę to idiotyczne wydarzenie, żeby w obliczu prawa wyjść z brudnego konkubinatu i wejść w nową komórkę społeczną. Chce to mieć za sobą już.
Musimy kupić obrączki. W temacie obrączek dowiedziałam się dużo w pracy od takiej fachowej koleżanki, co swój ślub planuje juz trzy lata. Że obrączki z tej samej próby co pierścionek zaręczynowy, że bez kamyczka, bo tandeta, że najtaniej za tysiąc pińcet. To ja głupia widzę zupełnie bezmyślnie do tego podchodzilam ;) Ale ja to w ogóle chyba z Księżyca jestem. Pomimo całej akcji robienia po swojemu mam chwile, że zastanawiam się, co powiedzą ludzie. Że wszystko po taniosci, że bez gości, że prawie w tajemnicy i po cichu. Że obrączki aby taniej, że ciuch aby był, a buty jakie były w sklepie jedyne, bo szukać mi się nie chce. Że fryzura normalna, a mejkap raczej sama, bo szkoda. Nie jestem normalna, myślę sobie, nie jestem i czasem mi z tym głupio. Bo ludzie celebruja, a ja to bym chciała mieć z głowy, ale fajnie, że dwa dni urlopu okolicznościowego. Ale z drugiej strony to nasz ślub i to nam ma być dobrze, a my zawsze chcieliśmy wszystko w związku z tym sprowadzić do minimum. I tak też czynimy.
No i tak jadę znowu do domu na dwie godziny, zjeść coś, się umyć, pogadać z, Niedźwiadkiem, spać a jutro znowu to samo. I tak do piątku ciągle to samo, ta tęsknota za byciem w domu. Nie marzę o nie pracowaniu, bo to nie te czasy, żeby sobie mogła kobieta pozwolić na brak pracy, ale o pracy zdalnej marzę. Ach, marzę.
Udanego tygodnia wszystkim.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Tym razem z poczekalni

  1. Paulina pisze:

    Nie zdążyłam jeszcze pogratulować podjęcia tak ważnej decyzji, więc nadrabiam zaległości – GRATULACJE!
    Rozumiem wszystkie Twoje wątpliwości… ale tak sobie myślę, że skoro robicie tak jak WY chcecie, po WASZEMU i zgodnie z tym jak sobie ten dzień WY wyobrażacie to chyba nie masz się co przejmować za bardzo. W końcu to Ty Wasz ślub będziesz wspominać do końca życia, więc stwórz wspomnienia najlepsze dla Ciebie, dla Was…

    PS. a ja mam obrączkę z innego stopu niż zaręczynowy i do tego z kamyczkiem ;)

  2. zagrabienie pisze:

    nienawidzę ślubów, pogrzebów, chrzcin i innych takich i imienin. Koszmar…. ;/
    http://naganegatywnie.wordpress.com/

  3. gdyrozumspi pisze:

    A Ty dziewczyno cokolwiek lubisz ?
    Chyba nick adekwaty do postawy życiowej. Z takim podejsciem chyba ciężko się funkcjonuje.

    Wydaje mi się, że nie ma co popadać w histerie. Jakkolwiek Madź będziesz wygladał, a zapewnie pięknie ! To najważniejsze,że u Twojego boku będzie ta właściwa osoba i to z milości, dla miłości. Jakiś czar w tym wszystkim odkryjesz.

  4. zmijka pisze:

    M! jak ja Cię rozumiem. Ja najpierw zaciążyłam, żeby tego całego cyrku uniknąć :) Potem tylko raz teściowa wywierała presję, że weselicho i ta reszta bzdet. Ale, że z nerff rzygałam cały kolejny dzień, wyszło częściowo po mojemu. Cywilny. W portkach. Niestety bukiet ślubny musiałam trzymać w łapach ( teściowa ma kwiaciarnię, nie dało się „zapomnieć” ). Obiad z kawą. A i tak za długo jak na mnie. Bo ja bym tak po cichu najlepiej, w dżinach, w przelocie…. Więc tak, całkowicie Cię rozumiem!
    I też sama się malowałam :)

  5. bardziej pisze:

    Aż muszę ci napisać, że pierdolisz z tym ślubem :-) Tzn. nie stresuj się!Mieszkacie razem, jesteście razem, a ślub to jeden dzień tylko. Najważniejsze to mieć fajne wspomnienia i dobrze wypaść na zdjęciu!
    My mieliśmy kościelny, totalnie po kosztach z obiadem dla rodziny, z obrączkami przetapianymi ze złota – to dobry pomysł, podbierz mamie jakieś stare pierścionki i będzie.
    Także tego, ciesz się i fru do przodu!

  6. serdunio pisze:

    soba byc! w kostiumie, z obraczka taka jak sie TObie podoba (co za idiotyzm z ta proba????), a krawcowa madra kobitka to i kostium ci ladny zrobi. i bedzie git :) zobaczysz!

  7. linka85 pisze:

    Każdy ma inne podejście do faktu zmiany stanu cywilnego :), ale Ty chyba przesadzasz z tymi obawami. Będzie dobrze, przecież to nic strasznego i tak naprawdę niewiele to zmieni w Waszym życiu :). Jestem przekonana, że wszystko będzie dobrze i jeszcze będziesz kiedyś z uśmiechem wspominać tę chwilę :).

  8. wu pisze:

    Jak Ci kamyczek/oczko z obrączki wypadnie, kiedy pierdolniesz w futryne mijając karton z szafą, która wreszcie przyjdzie, to…..?
    Zazdroszczę Ci tego minimalizmu i tego, że znajdujesz się w takiej sytuacji gdzie to Ty dyktujesz oprawę ślubu.
    BTW. …nie mogę! !! Huhuuuuuu! I gratuluję!

  9. wu pisze:

    Ja tez sama się malowalam :)
    A 2h przed wyjściem do kościoła rozpierdolilam to gniazdo co mi tam jedna taka tworzyła pół dnia (miałam włosy do pasa), a potem poczochralam po swojemu. O!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s