Jeden z tych dni

Dziś jest ten dzień, w którym spoglądam w lustro i myślę sobie: do czego to doszło… Wzrok omiata okrągłą jak księżyc w pełni twarz, spuchnieta i zmęczona. Głębokie zmarszczki pod oczami. Wielkie, tłuste ramiona, wstrętne piersi i całą wstretna resztę od nich w dół. Ciało daje sprzeczne sygnały. Z jednej strony krzyczy, że tak dalej być nie może i czas zacząć o siebie dbać, a z drugiej wieczorami szepcze, że nic mi lepiej nie zrobi na samopoczucie jak porcja słodkich węglowodanów z tłuszczem. Nie czuję się dobrze. Powiem więcej: czuję się źle, coraz gorzej, coraz słabiej. Mój styl życia nie ma absolutnie nic wspólnego ze zdrowiem, ratuje mnie jedynie to, że nie pale, nie pije, nie przyjmuje środków odurzających i mam jednego partnera seksualnego, hahaha. Gdybym urządzala normalny ślub z weselem, to na prezent zazyczylabym sobie orbitreka. Tylko takiego do 150 kg, żeby mi się nie rozlecial po dwóch razach. Tyle z uzalania się nad własną niemoca do zmian.
Zajezdzam się w pracy. Czuję, jak ucieka ze mnie życie. Jak gardło puchnie i boli od przegadanych intensywnie godzin. Jak klatka piersiowa ciąży, szarpana co parę chwil bolesnym kaszlem. Jak oczy palą żywym ogniem od monitora, a napięty jak struna kark wywołuje ból głowy. Za mną pierwsza część nadgodzinowego maratonu, przede mną normalny piątek  i intensywny weekend, podczas którego nie będzie szans odpocząć. Przewiduje, że przy takiej intensywności pracy do świąt będę chora tak, że nie będę w stanie wstać z łóżka. Oby moje przewidywania się nie sprawdziły, bo naprawdę chciałabym coś mieć z tych wolnych dni.
W pracy chyba powoli bliżej zaznajamiam się z jedną z koleżanek, powoli nabieram do niej wzglednego zaufania, fajnie nam się spędza czas na przerwach i wścieka na pracę. Myślę, że możemy być dobrymi koleżankami.
W pracy planują imprezę świąteczna i wigilię. Ani jedno, ani drugie mnie nie interesuje. Korporacyjne idiotyczne zwyczaje. Jak z imprezy będę mogła z łatwością zrezygnować, tak z wigilia będzie trudno, bo będzie w godzinach pracy. Jak tu się z tego wywinac?
I chyba już zakończę wywód , bo od 15 minut jadę w jednym wagonie z matką z dzieckiem, które tak się drze, że budzi we mnie mordercę. W takich chwilach nie znoszę dzieci podwójnie ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Jeden z tych dni

  1. grafomanka pisze:

    Hmmm. Ja tam kibicuję, żebyś w końcu zadbała o siebie. Wiem, że to trudno, ale trzeba się przemóc. Trzymam kciuki.

    grafomanka

  2. tysiowaa pisze:

    Wigilia pracownicza to już chyba ogólny zwyczaj, bo u mnie również była, choć małego grono, to zupełnie inny klimat.
    Byle do świąt.

  3. linka85 pisze:

    Wiesz, chyba każdy ma taki dzień samokrytycyzmu, i to bardzo krzywdzącego i na wyrost. Momentami nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, a innym razem dochodzę do wniosku, że naprawdę nie jest źle. Oj, niech ten Twój maraton się kończy, bo podupadniesz na zdrowiu, a święta to najgorszy czas na chorowanie.
    PS. Mam pytanie, co się stało z J. (gdyrozumspi)? Gdzie ją teraz można namierzyć? Nie chce mi się wierzyć, żeby zniknęła na dobre. Prędzej bym się spodziewała, że aby pozostać anonimową zmieniła nazwę bloga…

  4. wu pisze:

    Nom. Teraz takie imprezy prawie w każdej firmie. Niestety.
    Ja nie lubię. I nie uczestniczę.
    Pol biedy jeśli na tym się zaczyna i kończy. U nas sobie jebnięte księgowe wymyslily, że będą jeszcze obchodzily urodziny i imieniny.
    I co Ty na to powiesz….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s