W połowie trasy

Chciałam wprawdzie napisać dopiero, jak zajdą kolejne zmiany w moim życiu, no ale ten czas mocno się odwleka, także napiszę teraz.
Stan małżeński bardzo mi służy, jestem szczęśliwą żoną i chyba do końca nie uwierzę, że to już, dopóki nie odbiorę dowodu osobistego ze zmienionym nazwiskiem i nie zacznę się nim przedstawiać w pracy. W każdym razie szczęście dzielę z mężem, który powiedział mi niedawno, że cieszy się, że mimo iż po ślubie, to nic się właściwie między nami nie zmieniło, że nadal jesteśmy po prostu nami. A doświadczenia znajomych małżeństw niestety są zupełnie różne.
Wstrzymywalam się tak długo z pisaniem, bo starałam się o pracę, miałam dużą nadzieje ja dostać i byłam na bardzo dobrej drodze, żeby tak było, ale niestety okazało się, że oszukał mnie rekruter z pierwszego etapu, twierdząc, że praca jest na terenie miasta, w którym mieszkam (zresztą kilkukrotnie podczas rozmowy z nim podkreslalam, że chcę zmienić pracę ze względu na czasochłonne dojazdy). Ale podczas rozmowy z zaproszeniem na trzeci etap zapaliła mi się czerwona lampka i dopytalam, no i się okazało, że owszem, w moim mieście też bym pracowała, ale wtedy kiedy mnie wezwa, a głównie będę pracować w jeszcze innym mieście. Tak więc podziekowalam. Bez sensu zamieniać mi jedna pracę z dojazdem na drugą, szczególnie, że ta pierwsza dobrze płatna i właściwie umiem ja wykonywać, a do drugiej czekaloby mnie miesięczne szkolenie. Zasmucilo mnie to trochę, ale nie poddaję się. Na wiosnę muszę znaleźć coś innego. Na miejscu. Bo się wykoncze. Szczególnie, że chwilami psychicznie się łamie. Jedyne, co mnie we mnie ratuje, to że mój poziom asertywności jest bardzo wysoki, czasem wręcz reaguje agresją werbalna na absurdy swojej zawodowej codzienności, dzięki czemu szefowa mnie powaza na tyle, że nie traktuje mnie nawet w przybliżeniu tak smieciowo jak niektórych. Bo ja się po prostu nie dam. Akurat moja szefowa nie jest zbytnio wzorem do naśladowania w żadnej dziedzinie życia, więc nie mam absolutnie żadnych skrupułów. No ale czasem muszę wziąć coś na uspokojenie, bo nie zasnę w nocy. Tak jak dzisiaj np. Uspokojone środkami farmakologicznymi ciało drży, jakby miało się za chwilę rozplakac.
Poczułam się przez parę dni staruszką. Naciagnelam sobie mięsień albo ścięgno w okolicy kolana i przez parę dni z przerwami dokuczal mi tak potworny ból, że włożenie butów czy skarpetek wywoływało łzy w oczach, kuśtykałam jak Herr Flik, a każde wstanie z krzesła bolało tak okrutnie, że musiałam chwile postać, żeby móc się ruszyć. Po paru dniach cierpienia zwierzylam się z niego mamie i poratowala mnie workiem leków. Gdybym wiedziała, że dobre przeciwbólowe i przeciwzapalne tabletki i żel przeciwbólowy odniosą skutek tak szybko to już dawno bym kupiła. Albo i nie, bo to na receptę było, a do lekarza mi nie po drodze. W każdym razie cierpialam zupełnie bez sensu, bo dzisiaj po bólu zostało juz tylko wspomnienie.
Napisalabym coś jeszcze z pamiętnika grubasa, ale chyba nie jestem dzisiaj w nastroju. Wiazaloby się to z jakąś tam porcja żalu, a mnie się nie chce zalic przed pracą, bo to kiepsko nastraja na cały dzień kontaktów z ludźmi.
A z pozytywów to rozwijam dalej filmowe hobby. Sprawdziłam, że w ubiegłym roku obejrzałam 82 filmy. W tym roku zamierzam pobić ten wynik, spróbuję dobrnąć do setki. Nie mówiłam Wam też, że po 9 latach mam telewizor pierwszy raz. Kupiliśmy sobie po części za prezent ślubny od świadków, a resztę na raty. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co te dzisiejsze telewizory teraz mogą, naprawdę. Jakie to zaawansowane technologicznie. Ale z telewizora korzystam bardzo, bardzo rzadko, bo siła przyzwyczajenia to raz, dwa że nie mam czasu, a trzy, że telewizor wziął we władanie Niedźwiadek, który gra na nim w gry. Ale mimo to fajnie czasem z mężem obejrzeć coś leżąc do góry brzuchem na kanapie.
Czekam tez niecierpliwie na nasze łóżko, które jest juz zamówione i się produkuje i według moich obliczeń powinno być u nas za maksymalnie dwa tygodnie. Jak juz będzie łóżko to zostaną nam do zakupu same drobiazgi właściwie. No może nie do końca, ale w porównaniu do mebli, które już mam to na pewno. Odkładamy tez powoli na jakiś wspólny wyjazd w czerwcu, bo tak właściwie chyba jeszcze nigdy nigdzie razem nie byliśmy poza Bieszczadami, gdzieś w początkach naszej wspólnej drogi. Także należy nam się.
Jadę do pracy. Słońce zauważalnie wcześniej wstaje i później zachodzi, co nastawia mnie optymistyczniej i dodaje energii. Mam nadzieje, ze Wam też. Aby do wiosny!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „W połowie trasy

  1. żmijka pisze:

    cieszę się Twoim/Waszym szczęściem :)
    a pracę w swoim mieście znajdziesz. prędzej czy później ale znajdziesz!
    pamiętam Twoje notki, lata temu… wtedy byłaś przekonana, że chyba zawsze będziesz sama…. no patrz jak Ci nie wyszło :D – jest Niedźwiadek i jesteście szczęśliwi. praca też przyjdzie!!!!

  2. kardiowersja pisze:

    nawet nie wiesz jak się cieszę Waszym szczęściem, a i dojazdy niestety przerabiałam latami mieszkając na przedmieściach totez rozumiem ten ból, a wrecz jak napisał prezydent Komorowski „łączę się w bulu”
    co do bycia grubasem to ten nadprogramowy tłuszcz jest tak frustrujący, ze jak o tym pomyslę to od razu rzucam się na czekoladę by ukoić nerwa, wiec lepiej nie przypominaj
    a poza tym sniło mi się w nocy że cie odwiedziłam i molestował mnie któryś z kotów
    i jeszcze nie zdażyłam pogratulowac że zostałąs żoną, bo co zasiadałąm do poprzedniej notki to Pawełęk wzywał, więc proszę o wybaczenie

  3. postal pisze:

    Alez zazdroszczę Ci żelaznej woli i sily do walki z chujowa codziennoscia.
    Ja zyje jak paczek w maśle, a pomimo tego ulegam postepujacej dezintegracji psychicznej.
    Zycie

  4. jestesczesciamnie pisze:

    Ja liczę, że z nadejściem wiosny większa wena mnie ogarnie ;)
    Trzymam kciuki za nową pracę, w sensie, żebyś znalazła coś na miejscu, mój R. też od 7 lat dojeżdża i poważnie rozważamy przeprowadzkę.

  5. linka85 pisze:

    Cieszę się, że potrafisz wciąż dostrzegać dobre strony, pomimo psychicznego i fizycznego wykończenia pracą. Zawarcie sakramentu małżeństwa niewiele zmienia, kiedy i tak mieszkało się na co dzień razem i znało od podszewki :). Oby Wam się układało tak dobrze, jak teraz :). Pracę na pewno uda Ci się zmienić, cierpliwości. A póki co cieszmy się, że coraz bliżej do wiosny, bo już samo to może napełnić optymizmem.

  6. Helen pisze:

    Musisz być dobra w tym co robisz, skoro szefowa się z tobą liczy i cię nie mobbinguje:) Życzę, żebyście się czuli tak samo za rok i za 30 lat:)

  7. Anna pisze:

    O rany rany! Szaleństwo jak wszystko się zmienia. Pamiętam jak wpadałam do Ciebie 10 lat temu. Takie zmiany, wszędzie i wszystkiego. Gratuluję:) Mam nadzieję, że jesteś dumna z tego jaką stałaś się osobą i gdzie się teraz znajdujesz. Taaaak się cieszę. Szczęścia Wam życzę.

  8. Ja to miałam przerwe…. łoj… ze trzy lata chyba…, no może dwa. Ale wróciłam do pisania. Zawsze wracam. Jakos tak uspokaja .. wow… wow,,,, wow!!Gratulacje i wszystkiego Najlepszego na Nowej Drodze :) Nadrabiam zaległości u Ciebie. Nie wiem czy mnie pamiętasz. w każdym razie zaczynam od nowa i nie ma sensu rozdrapywać starchy skoro pojawiaja się nowe ;) Oby po dwóch tygodniach materac nie okazał się złym wyborem :P

  9. kardiowersja pisze:

    a ja bardzo proszę o nową notkę

  10. Anonim pisze:

    No proszę. Najszczersze gratulacje, zazdroszczę :) Życzę by szczęście trwało już zawsze, w końcu się doczekałaś tego pięknego momentu w życiu :) Super!!
    Wszystkiego najlepszego! Oby trwało :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s