wirusowo

Czego potrzeba, żeby InnaM napisała coś na blogu? Wystarczy 4 dni wolnego, czyste mieszkanie i fatalne samopoczucie.

Od piątku wieczorem już czułam się dziwnie, w sobotę rano obudziłam się ze zmutowanym głosem, a potem było już tylko coraz gorzej. Dlatego w poniedziałek od razu zarejestrowałam się do swojej doktórki. Ludzi od cholery w poczekalni, czekałam ponad godzinę, ale jak zaczęli być wyczytywani ludzie umówieni na później niż ja, to się wściekłam. Ledwo tam stałam już, łeb mi pękał i miałam obawę, że odlecę, a wtedy wszyscy mieliby nie lada problem, żeby takiego wieloryba ratować. Nie mogłam więc narażać personelu na takie atrakcje i po kolejnym pacjencie wbiłam do gabinetu, żeby przypomnieć, że ja tu jestem i nikt mnie nie wyczytuje. Lekarka złapała się za głowę, przeprosiła i powiedziała, że zaraz mi wszystko wytłumaczy. Chwilę później zawołała mnie do gabinetu i zaczęła się tłumaczyć, że jakaś znajoma ma podobne nazwisko [no tak, mogłam się domyślić, przecież ZMIENIŁAM NAZWISKO] i że pielęgniarka zamiast wyczytywać, to wyglądała, czy ta znajoma jest. A że nie było, to nie wołała… Pięknie, pięknie… No ale darowałam sobie komentarze, bo czułam się naprawdę źle, chciałam tylko zostać zbadana, dostać receptę, zwolnienie i iść do domu. Doktórka stwierdziła, że to wirusowe. Ja tam nie wiem, rzadko choruję, ale moje objawy są na tyle intensywne, że nie wydają mi się wirusem. No ale z lekarzem się spierać nie będę, jeśli ibuprofen i ACC mi pomogą, to uderzę się w pierś. Jeśli nie, to podejrzewam kolejne odwiedziny w poniedziałek po antybiotyk. Zobaczymy. Póki co poprawa po ćpaniu dużych dawek ibuprofenu jest tylko taka, że głowa mnie aż tak nie boli. Ale cała reszta już tak. Gardło się pogarsza. Trzeba czekać. Nie chciałabym tylko zarazić Niedźwiadka, bo on – jak wszyscy faceci zresztą – wszelkie choróbska bardzo źle znosi ;)

Także wczoraj spędziłam samotny dzień i wieczór na oglądaniu filmów i przysypianiu przy tym, przetrwałam kolejną ciężką noc [ten katar i ból gardła skutecznie wybudzają] i wstałam przed 6.00, zupełnie tak, jakbym do pracy wstawała. Nie mam apetytu, co może być całkiem pozytywnym aspektem choroby, ale jeść i tak muszę cokolwiek, bo z głodu robi mi się niedobrze. I piję hektolitry herbaty owocowej w oczekiwaniu na powrót męża z pracy.

A, no i już mam nowy dowód osobisty. W pracy już używam nowego nazwiska, także powoli się przyzwyczajam. Przedstawić już się potrafię, ale trochę długo zajmuje mi załapanie, że jak ktoś mówi moje nowe nazwisko, to mówi faktycznie o mnie. Ta zmiana nazwiska to nie jest takie nic moim zdaniem, rzekłabym, że to totalna zmiana tożsamości, trzeba zbudować sobie od nowa wizję siebie we własnej głowie, nauczyć się identyfikować z czymś zupełnie innym niż do tej pory. Ciekawe zjawisko.

No i mamy już łóżko. Jest cudownie wygodne i nareszcie czuję się jak człowiek. Nigdy bym nie pomyślała, że mebel może mnie tak bardzo uszczęśliwić i być symbolem luksusu. Kolejnym etapem jest komoda do przedpokoju, która już jest zamówiona. Robimy ją na zamówienie dlatego, że wymyśliliśmy, że ukryjemy w niej kuwety naszych kotów, a w prawej ściance będą zamontowane kocie drzwiczki. Nie wiem, na ile będzie się to sprawdzać, ale musi, bo kurde taki jest plan :D Kupiliśmy też dywan do dużego pokoju i ławę. Jest cudnie. I brakuje nam już tylko stołu z krzesłami i lampy stojącej, żeby uznać to pomieszczenie za skończone.

Nie ustaję też w poszukiwaniu pracy. Ostatnio moja desperacja sięgnęła tak daleko, że szłam na wszystkie rozmowy o pracę po kolei [wykorzystując przedostatni urlop na żądanie w 2015 roku…]. Niestety zderzyłam się z rzeczywistością. Już chyba zdążyłam zapomnieć, jaka praca czeka mnie w tym mieście, jakie traktowanie i jakie wynagrodzenie. Ogarnął mnie dwudniowy, niepohamowany smutek, a jednocześnie przymusowe zwrócenie się z szacunkiem i sympatią do mojej aktualnej pracy, w której choć źle się dzieje, to jest to zło znane, a jak do tej pory tylko 3 razy nie udało mi się wyrobić premii będącej drugą wypłatą. Tendencja ta jednak zmierza ku spadkowi, dlatego właśnie tak bardzo chcę zmienić pracę. Bo gdybym zarabiała tak dobrze zawsze, to może dałabym radę motywować się do codziennych 4 godzin zmarnowanych na dojazdy. Ale zarobki spadają, premie są ucinane, a nawet uniemożliwiane, a zarabianie samej podstawy zupełnie mi się nie kalkuluje, bo odejmując koszty dojazdu zostaje mi najniższa krajowa na rękę. Więc skoro tak, to równie dobrze mogę zarabiać najniższą w miejscu zamieszkania. Ale to też nie jest takie znowu proste… Tzn. wiem, że dostanę pracę w swojej dziedzinie w moim mieście, i to na bank. Ale warunki tej pracy pozostawiają naprawdę wiele do życzenia. Dlatego na nic jak do tej pory się nie zdecydowałam. Próbuję się pocieszać, że na wiosnę więcej opcji się pojawia, no i zmuszona jestem zastosować taktykę: nie pójdę na rozmowę, jeśli się nie dowiem, ile płacicie i jaka jest umowa. No i tak to…

A poza tym rozbawia mnie do łez reklama PKP, która się pojawia w telewizji. Jeżdżę pociągiem codziennie do pracy, także jedno mogę potwierdzić z całą pewnością: reklamy kłamią ;)

To tyle ode mnie na razie. Idę się kurować, nadrabiać blogowe zaległości, których mam co niemiara, może zacznę jakieś śniadanie dla mąża robić, bo niedługo wraca. Czeka mnie słodki tydzień filmów i seriali, a jeśli poczuję się lepiej, to może i gier komputerowych. A za oknem jakby wiosenniej, nie?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „wirusowo

  1. tysiowaa pisze:

    Ja też weszłam ostatnio w etap poszukiwań i gdy przeglądam te ogłoszenia, to nie dowierzam, co oni tak wypisują i jakie wymaga, a w zamian za co?
    Szybkiego powrotu do zdrowia życzę :)

  2. Ania pisze:

    Zdrówka. Zaintrygowałaś mnie tą komodą. :) Super pomysł. Jak rozwiązałaś problem z wentylacją?

  3. innam pisze:

    Nie wiem, czy rozwiązałam, przewidziana jest dziura w plecach komody na gniazdko, kocie drzwiczki, no i zwyczajnie zamykane drzwiczki szafek, które naturalnie będą miały prześwity. Zakładam, że tyle wystarczy :)

  4. kardiowersja pisze:

    to się kuruj
    a ja się cegłą pokryłam po komentarzu

  5. Helen pisze:

    Nie narzekaj. Wczoraj w TV pokazali ludzi, którzy nie mogąc się dostać do swojego lekarza, pojechali do przychodni szpitalnej. I tam spędzili… 9 godzin. Na epidemię nie ma rady, tylko trzeba zacząć się szczepić. U mnie biuro przymusowo leci do szczepienia we wrześniu i odpukać – ani jednej infekcji do dziś. Zdrowia życzę. To JEST wirusówka, niestety. Witaj w klubie…:(

  6. linka85 pisze:

    Ja miałam łatwiej z tą zmianą nazwiska, bo zostawiłam sobie też swoją część :D. I teraz mam nazwisko łączone, co na ogół mi nie przeszkadza, ale niekiedy ledwie się mieszczę w różne rubryczki przewidziane na podpis :).
    Kuruj się, ja już swoje choróbsko przeszłam – wirusy rzeczywiście są wszędzie. W mojej przychodni jednego dnia z tymi samymi objawami było 30 osób. Oby nie złapać już nic więcej.
    O tak, już trochę bardziej wiosennie i optymistycznie. Oby tak dalej!

  7. napiecyku pisze:

    O mamo…przegapiłam Twój ślub :( Wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia i wiele wspólnych rocznic :)) Wszędzie teraz szukają oszczędności kosztem pracowników :( Boję się, że jednak wrócisz po antybiotyk, ja miałam podobną historię. Pozdrawiam i zdrówka życzę :)

  8. eulalia87 pisze:

    witaj w klubie, prawie dwa tygodnie mnie trzymało ;)

  9. Anonim pisze:

    Kuruj się! :)

  10. besti_scar pisze:

    A możesz polecić jakieś przepisy na takie koktajle owocowe i warzywne? Sama przymierzam się do przerzucenia na zdrowsze jedzenie, przepisów w necie oczywiście jest masa, ale może polecisz coś sprawdzonego? Czy po prostu wszystko wrzucasz co masz pod ręką i blendujesz? :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s