przeciętna notka przeciętnej blogerki

Z przykrością stwierdzam, że coraz mniej chętnie piszę na swoim blogu. Robię to już tyle lat [jakieś 13?], jest to jedyna stała w moim życiu, coś co zawsze było, coś co łączy mnie z InnąM, której już nie ma bądź której nędzne szczątki kołaczą się w tej obecnej. A mimo to coraz rzadziej tu zaglądam, coraz rzadziej mam ochotę podzielić się swoim życiem w tym miejscu, przelatują przez głowę myśli o zapieczętowaniu i ukryciu tego, co tu zostało napisane. Powstrzymuje mnie to, że to jest jedyna wyjątkowa rzecz w mojej osobie. InnaM, ta co od 13 lat bloga pisze. Więcej specjalnych cech czy zdolności nie posiadam.

Ostatnio nawet zaczęłam zastanawiać się nad hobby, które mogłabym uprawiać. W które mogłabym się zaangażować, może o nim pisać, zrobić bloga specjalistycznego, w którym będę gromadzić ciekawostki z danej dziedziny. I wiecie co? Nie znalazłam nic, w czym mogłabym być na tyle dobra. Nic, co mogłoby mnie na tyle wciągnąć. Moja pospolitość mnie czasem przytłacza. Robię wiele różnych rzeczy. Teraz, kiedy mam więcej czasu, wyszukuję ciekawe przepisy i wcielam w życie. Ostatnio np. robiliśmy pizzę low carb na kalafiorowym spodzie, bardzo pyszną swoją drogą. Upiekłam też fasolowe muffinki [trochę nieudane, bo wyszły niesłodkie…], robiłam placki z cukinii i wiele takich różnych rzeczy tworzę, ale to wciąż nie jest hobby. To moje powierzchowne zainteresowanie. Ja zawsze miałam bardzo powierzchowne zainteresowania… Było ich wiele, ale płytkie jak kałuża. A fajnie byłoby być kimś wyjątkowym.

Odchudzam się. Po raz setny w życiu się odchudzam. I może gdyby nie okres, mogłabym się pochwalić 3 kilogramami na minusie, ale tak mogę się pochwalić tylko dwoma, bo trzeci po dwóch dniach od osiągnięcia zniknął. Tak po prostu wskoczył mi kilogram więcej, a że jestem na diecie, w której skrupulatnie liczę kalorię i codziennie ćwiczę, jest to po prostu kurna niemożliwe, żebym przytyła. Obwiniam więc wodę, która zwykła mi się gromadzić przed okresem. W chwilach załamania obwiniam wyniki badania tarczycy, że może to ona mi utrudnia wszystko, ale sama już nie wiem, naprawdę. A może to jest to słynne zwolnienie metabolizmu koło trzydziestki i jestem jego ofiarą.

Chudnięcie przychodzi mi fatalnie ciężko. Nie ma we mnie za grosz entuzjazmu, ćwiczenia fizyczne nie sprawiają mi przyjemności, katowanie się nimi, wylewanie potów i łapanie zadyszek jest dla mnie jak tortura. Ale robię to, bo po pierwsze chcę być zdrowa, a po drugie do jesieni muszę się zmieścić w spodnie rozmiar-dwa mniejsze. Przykro jest mi również, że muszę sobie odmawiać tych letnich pyszności, które można spotkać na każdym rogu. Zawsze miałam niezdrowe podejście do jedzenia, ono było moim pocieszeniem, moją nagrodą, moją zawsze obecną strefą komfortu. A kiedy tak restrykcyjnie muszę ograniczać to, co najsmaczniejsze, to jest mi dwa razy ciężej. Na szczęście raz na jakiś czas pozwalam sobie na słodycze, pod warunkiem, że zmieszczę się w swoim dobowym przydziale kalorycznym, co wiąże się z uczuciem głodu;) Może jeszcze z czasem zacznie mnie to wszystko bawić, ruch zacznie sprawiać mi radość, a zdrowsze odżywianie poprawi samopoczucie. No oby.

Mój mąż złapał ostatnio fazę na zgłębianie historii wojny w Jugosławii, w związku z czym czytał i oglądał na ten temat wszystko, co znalazł. Ja przy okazji również obejrzałam niemal wszystkie dostępne produkcje, gdzie tematem bądź tłem była właśnie ta wojna. Oprócz tego, że te – najczęściej bośniackie – produkcje mi się podobają, że język jest piękny i poszerzyłam swoją wiedzę w temacie, to chciałabym bardzo, żeby polskie produkcje na temat naszych wojen były kręcone w takim duchu. Z poczuciem cudownego, czarnego humoru, z dystansem, bez patosu, bez bogoojczyźnianych haseł i przede wszystkim bardziej obiektywnie. W wojnie nie ma dobrych i złych, chciałabym kiedyś zobaczyć taki obiektywizm w polskim kinie.

Znowu zaczynają się upały, podobno w tym tygodniu ma paść rekord wysokiej temperatury. A tak już było fajnie po te 20 stopni. Możecie się śmiać, ale ja wraz z 1 sierpnia zaczęłam czuć w kościach jesień. Że już bliżej niż dalej. I że nawet mnie to cieszy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „przeciętna notka przeciętnej blogerki

  1. ina3b pisze:

    Filmy jugosłowiańskie Wam się podobają, boże to piękne, jestem wniebowzięta <3 Poleć mężowi (jeśli nie oglądał) serial "Sumorna jesen". Na pewno jest na Youtube, ale nie jestem pewna czy z polskimi napisami. Ja oglądałam na zajęcia, więc musiałam oglądać po chorwacku. Ale serial ogólni bardzo fajny. No i wydaje mi się, że z odrobiną intuicji można go obejrzeć bez tłumaczenia. To bardziej oddaje klimat.
    Ina-kroatystka ;)

  2. linka85 pisze:

    Kochana, Ty jesteś kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym nawet bez jakiegoś wymyślnego hobby! Nie porzucaj bloga, ani się waż. Wprawdzie sama piszę coraz rzadziej i nie mogę się do tego zmobilizować, ale bardzo lubię zaglądać do Ciebie i byłoby mi przykro, gdybym miała już nic więcej nie przeczytać, co u Ciebie. Najbardziej lubię, kiedy odnosisz się do wspólnej codzienności z Niedźwiadkiem, bo te odczucia są mi bliskie w odniesieniu do mojej relacji z własnym mężem :).
    Powodzenia z odchudzaniem i zdrowym stylem życia :). Zawsze na warto zawalczyć dla własnego zdrowia i dobra.
    Oj Boże, niech te upały idą sobie precz. Uwielbiam temperaturę ok. 20 stopni! I o taką się modlę na resztę sierpnia :P.

  3. Anna pisze:

    Kochana, nie rezygnuj. Ty przez 13 lat piszesz, ja przez 13 lat czytam. Co to by było, gdybyś przestała.I teraz tak po mojemu co do tego specjalistycznego bloga: mogłabyś założyć poradnik zawziętej „dietomanki” :]

  4. Tysiowaz pisze:

    Ją nawet w kuchni nie siłę się na eksperymenty, czyli jestem bardziej przeciętna niż Ty, czasem też robię sobie z tego powodu wyrzuty, jednak czy w tym wszystkim nie chodzi o akceptację siebie?

  5. Tysiowaa pisze:

    Nie ma to jak słownik, który sam wprowadza korektę 😕

  6. kardiowersja pisze:

    też z przykrością stwierdzam, że coraz mniej piszesz na blogu

  7. Helen pisze:

    Strasznie dużo mamy wspólnego, poza jakimiś latami świetlnymi w temacie wiek:)))
    To po kolei: bałkańskie kino kocham. Ostatnio po raz n-ty oglądam „Drogę Halimy”, o którym (i nie tylko) pisałam pod
    http://helena-rotwand.bloog.pl/id,347191820,title,Cz1-Wojna-Cz2-Wojna-Cz3-Wojna,index.html
    To nie jest autopromocja, ja po prostu sama zakochałam się w tym kinie.
    Po drugie – chudnięcie. Co ty wiesz o zwalnianiu metabolizmu przed 30-stką? Poczekaj na 50-tkę:((
    Mnie też śni się po nocach Chodakowska i budzę się z krzykiem, ale muszę. Tyle że łatwiej mi jest utrzymać wagę stosując dietę Montignaca. Jest najbardziej przyjazna, najmniej restrykcyjna i logiczna w założeniach. Spróbuj.
    I wreszcie hobby. Ja odkryłam jedno (wiele lat mi to zajęło) – fotoksiążki. Produkuję je przemysłowo, w prezencie na jubileusze, chrzciny, śluby i dla siebie. Wrzucam w program (np. na uwolnijkolory.pl) i bawię się godzinami układaniem, tworzeniem kolaży, dobieraniem ramek i tła. To cudowna zabawa, a ludzie są happy z takiego prezentu.
    Dobra, już nie przynudzam:))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s