walczący żuczek

Przez te upały znowu rozregulował się mój dobowy cykl, więc ostatnio wstaję o 4.00-5.00, a spać chodzę nieraz tuż po wieczorynce. I dzięki temu na nowo odkryłam trochę radości życia, bo nie ma dla mnie nic piękniejszego niż miasto, które jeszcze śpi, a ja mogę spacerować jego ulicami z dawno nie odczuwanym poczuciem bycia we właściwym miejscu o właściwej porze.

Upały dają się we znaki na wszelkie możliwe sposoby. Ja zaliczyłam już ze dwa udary cieplne, a spać się nie dało nawet przy włączonym wentylatorze. Budziliśmy się w mokrej od potu pościeli, coś okropnego. Dlatego zabrałam rodzicom dwa nieużywane przez nich wentylatory i teraz jakoś można żyć. W tym miejscu mogłabym napisać, że z utęsknieniem czekam na jesień, ale po wczorajszej wyprawie nie jestem tego taka pewna.

Otóż odważyliśmy się wybrać na pieszą wędrówkę do okolicznego zalewu. Pobudka o 4.00, przed 5.00 wymarsz i 10 km pokonane w 2 godziny. Krajobrazy przecudne, towarzystwo najlepsze, chłodek, lekki wiaterek dmuchający w plecy, zapach wsi, rozgrzanych pól i przysychających rzeczułek. Robiłam po drodze nawet sporo zdjęć. Gdy dotarliśmy już nad zalew, od wody buchało ciepło, co stanowiło doskonałą zapowiedź do kąpieli, której jeszcze dnia poprzedniego nie byłam pewna, ale w tamtej chwili pukałam się w głowę, że miałam takie myśli, bo nie po to tyle wędrówki, żeby nie zanurzyć słonia morskiego w naturalnym środowisku. Plaża pusta, ani żywej duszy. Ciuchy zrzucałam podobnie szybko, jak po każdym powrocie do domu w te upały. Woda była tak niesamowicie ciepła, że nawet nie drgnęłam, gdy się w niej zanurzyłam po szyję. A potem pływałam, pływałam, pływałam… A jakie ryby wielkie skakały czasem nad powierzchnią wody! Zeszła nam w wodzie godzina z hakiem, a potem na pomoście eksponowałam swoje świeże bikini body pracownikom porządkowym i pojedynczym rowerzystom i szczerze miałam gdzieś, że jestem spaślakiem w dwuczęściowym, skąpym stroju kąpielowym ;) Może nie wystarczyłoby mi pewności siebie na paradowanie tak przy pełnej plaży, ale w sumie kto wie… Dwa lata temu wystarczyło, a byłam na zbliżonym etapie walki z tłuszczem :D

A z tłuszczem walczę dzielnie. Efekty zaczynają być widoczne, ale za często się ważyłam i teraz postawiłam sobie za cel zważyć się nie wcześniej niż za tydzień. Jeśli tempo się utrzyma, myślę, że do jesieni wejdę w te nieszczęsne za małe o rozmiar-dwa dżinsy, co mi mama sprezentowała. Jeśli chodzi o nowinki w sposobie na odchudzanie, to ja zaczęłam wspomagać się aplikacją na smartfona MyFitnessPal, który sumowanie spożytych kalorii upraszcza tak bardzo, że teraz po pierwsze mam dużo większą świadomość kaloryczną produktów, a po drugie kontrolowanie siebie stało się łatwiejsze niż kiedykolwiek. No ale nie ma co tu dużo gadać, gadać będę mogła wiecie kiedy? Jak zrzucę tyle, ile chcę, a wagę uda mi się UTRZYMAĆ dłużej niż 3 lata. O. Wtedy będę mogła powiedzieć, że jest ok. A tak to jestem tylko małym, walczącym żuczkiem.

My tu gadu gadu, mąż w pracy, a seriale się same nie obejrzą!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „walczący żuczek

  1. linka85 pisze:

    Niedobrze mi już od tych upałów, po prostu nie mam siły normalnie funkcjonować! Nie śpię zbyt dobrze, raptem po 2-3 godziny, bo pływam w pościeli i odczuwam przez to straszny dyskomfort. Najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica. Modlę się, żeby te upały się skończyły.
    Walcz dzielnie, mam nadzieję, że niebawem dobijesz do upragnionej wagi. I oby mnie też się to udało :P. Chciałabym się teraz znaleźć nad takim zalewem.

  2. tysiowaa pisze:

    Tak miło, tak optymistycznie :)

  3. Helen pisze:

    Nie licz kalorii, błagam… Te najcięższe w kalorie często są kompletnie nietuczące – tłuste ryby, avocado, dojrzewające sery… Trzeba patrzeć na indeks glikemiczny, to jest podstawa. Jeśli przyjrzysz się diecie Montignaca, o wiele łatwiej ci będzie osiągnąć sukces:)))

  4. napiecyku pisze:

    Mi udało się uniknąć upałów, bo cały ten okres byłam nad morzem ( zdjęcia są na moim FB ). Jeździłam rowerem wzdłuż wybrzeża i długie spacery, jadłam dużo ryb i owoców, schudłam 2,5 kg bez wyrzeczeń. Oby udało się utrzymać taki stan na dłużej :) Zazdroszczę motywacji do tak wczesnego wstawania…brrrrr.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s