Nowa praca, nowe życie, nowa ja

Sztorm za oknem. Wiatr zacina deszczem, a ja cieszę się, że zamiast wracać z sąsiedniego miasta z pracy, leżę w łóżku i pisze notkę.

Dostałam te pracę. Kilka dni po rozmowie zadzwonił kierownik, że chciałby mnie zatrudnić i czy ja chciałabym z nim pracować. Nie chce wyjść na pyszną, ale czułam, że zadzwoni z propozycją. Czułam, że wypadłam dobrze i że się spodobałam. Zgodziłam się, a potem było trochę stresu z rozwiązywaniem umowy z dotychczasowym pracodawcą, z wyjaśnieniem spraw w zusie, z badaniem przed podjęciem zatrudnienia, ale ostatecznie wyszło jak zwykle, czyli mój stres był bardzo wyolbrzymiony w stosunku do tego, ile to było warte. Ale zawsze tak mam, że jak bardzo mi na czymś zależy to najmniejszy problemik urasta do rangi tragedii.

Dwa pierwsze dni za mną. Pierwszego dnia byłam tak przytloczona nadmiarem bodźców i emocji, że głowa mi pekala, a jak wróciłam do domu, to zjadłam, umylam się i padłam spać. Byłam po prostu wykończona. Ale drugi dzień był już zupełnie inną bajką. Obralam strategię rzucania się na głęboką wodę i pchalam się tam, gdzie poprzedniego dnia było mi najciężej. Dzięki temu we własnych oczach uroslam, bo zaczęłam sobie całkiem dobrze radzić. Oczywiście to są początki, wiec cieszę się z małych sukcesów, ale myślę, że odnajde się tutaj lepiej niż gdziekolwiek. Jeśli ktoś ma mnie na fejsbuniu to pewnie ma dość moich pracowych podniet, wspominałam, że jestem jeszcze na pracowym haju, że latam niemal nad ziemią niesiona pozytywnymi emocjami, jakie daje mi nowe miejsce, nowi –  bardzo pozytywni zresztą – ludzie, nowe obowiązki, których mam więcej niż kiedykolwiek w życiu. Że nie ma czasu na to, żeby zerknąć na zegarek, że prawie nie jem i nie chodzę na przerwy, bo ciągle jest coś do zrobienia. I że cholerna przyjemność sprawia mi wszystko, co dają mi do zrobienia, nawet stos papierów wywołuje fale podekscytowania. Pewnie taki stan potrwa jakiś czas, a potem zejde na ziemię i zacznę odkrywać ciemne strony mojego miejsca zatrudnienia, ale póki co chcę się po prostu cieszyć swoją energią, zapałem, przyjemnością, jaką daje mi życie w takim tempie, jakiego teraz doświadczam. Czuję się świetnie i jestem bardzo szczęśliwa.

Może oprócz momentów, kiedy rodzina zaczyna mi współczuć, bo praca ciężka i w ich oczach ponizajaca albo brat pod pretekstem gratulacji nowej pracy dzwoni, by pochwalić się, że dostał propozycję z Wielkiej Firmy Komputerowej Największej Konkurencji Appla za pieniądze o jakich mi się nie śniło i służbowym luksusowym autem. I że nie wie, czy przyjmie. I że kiedy mówię ojcu, że nie każdy może być kimś wielkim, to on mi przytakuje, bo wie, że jestem miernotą i jedyne, na co mnie stać to praca dla plebsu. Policzkuje się za takie myślenie, bo przecież nie jestem taka jak oni, przecież nigdy nie dzieliłam ludzi i zawodów na lepsze i gorsze, bo żadna praca, jeśli uczciwa to nie hańbi, a raczej jest powodem do dumy, że ktoś chce być samodzielny i niezależny od nikogo. Ba, powiem więcej, jestem dumna z siebie, że w mieście, gdzie nie ma pracy za więcej niż 5 zł na godzinę na smieciowce dla ludzi bez pleców ja znalazłam pracę za takie same pieniądze jak w mojej poprzedniej korpo przy pełnych bonusach, na umowie o pracę, gdzie nie zaczynam od najniższego szczebla, tylko z miejsca dostaje wyższa posadę i lepszą kasę, a kierownik zapowiada mi dłuższą współpracę. I zrobiłam to sama, bez niczyjej pomocy, niczyjego wstawiennictwa, nikomu nie posmarowalam ani o nic nie prosiłam  znajomych , nikt mnie nie polecal ani nikt nie dał mi znać, gdzie szukać. Zawdzięczam to tylko sobie. I chociaż moja praca prawdopodobnie nie zmieni świata, pewnie nie zmieni tez niczyjego życia, ba, nie zmieni jakoś diametralnie mojego życia, bo raczej nie stać mnie będzie na spełnianie wszystkich marzeń czy budowę domu, to i tak jestem szczęśliwa. Bo coś mi się wreszcie udało. I to jest dobry znak.

A na dobitke to wam jeszcze napisze, że schudłam już 20 kilogramów. Bieganie po lesie to moje nowe hobby i choć utrudnione, bo zdarzać się będzie praca po 12 godzin, to w każdy wolny dzień uprawiam ten sport. Wychodzi mi raz lepiej, raz gorzej, ale moje stawy działają jak natura chciała i nic złego się nie dzieje. Trzymajcie kciuki za moją dalszą drogę ku zdrowszej wersji siebie. I obym była taka szczęśliwa i pełna życia jak najdłużej.

Ps. Dowodem na moja żywotność jest fakt, że każdy dzień zaczynam o szóstej rano. A nie muszę :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Nowa praca, nowe życie, nowa ja

  1. Wspaniale!! Oby tak dalej uwielbiam czytać wpisy o sukcesach choćy tych najmniejszych!! :)

  2. kaja pisze:

    zazdraszczam tych kilogramów, trzymaj się :)

  3. Gaja pisze:

    … wiesz co Ci powiem? Że idziesz przez życie jak petarda! Szalenie Ci kibicuję!
    Uważam, że jeżeli chcemy się rozwijać, musimy wychodzić ze strefy komfortu i stawić czoła wyzwaniom. I Ty to doskonale robisz, dowodem jest Twoja nowa praca.
    Tak dalej, Dziewczyno! Jesteś wielką isnpiracją dla mnie. Dajesz konkretnego kopa motywującego, brawo :)

  4. postal pisze:

    Troche zawdzieczasz lekarzowi. W poprzednim stanie raczej nikt by Cie nie zatrudnil.
    Facebook? A gdzie ta otoczka paranoidalnej tajemniczosci?

  5. innam pisze:

    Otoczka jest, jak chcesz to Ci pokaże, co za treści udostępniam :P

  6. postal pisze:

    Aaa rozumiem, taki fanpage.
    Za bardzo wstydze sie swojego zycia, zeby zapisywac sie do fanpage.
    Zaluje, ale dziekuje.

  7. innam pisze:

    Nie fanpage, no co Ty

  8. innam pisze:

    Zwykły fejsik, zwykły profil, zero zdjęć prywatnych i bardzo prywatnych treści.

  9. kardiowersja pisze:

    jeszcze raz gratuluję roboty, i mega pałera – ale to chyba normalne jak się wychodzi z deprechy… przynajmniej ja tak miałam
    a teraz jako wujek dobra rada – doradzam – nie odbieraj telefonów od brata, polecam aplikację Blacklist czy jakoś tak na smartfona

  10. anika pisze:

    Ale miło się czyta takie optymistyczne wpisy:-)

  11. Paulina pisze:

    Gratulacje!
    da się bez znajomości, pleców i takich tam, nie? da się! tylko trzeba chcieć, a nie najmniejszą linią oporu…
    Cieszę się niezmiernie, że Ci się udało!

    Ściskam :)

  12. linka85 pisze:

    Tak czułam, że uda Ci się z tą pracą :). Gratuluję!! I niech Twoja fala uniesienia niesie Cię jak najdłużej. Wiadomo, że nie da się w takim stanie trwać wiecznie, ale niech pozytywna energia towarzyszy Ci już na stałe. 20 kg, jejku – to teraz wyglądasz pewnie jak zupełnie inna osoba :). Oby więcej tak pozytywnych notek. Trzymaj się i ciesz drobiazgami.

  13. tysiowaa pisze:

    Gratuluję i powodzenia życzę :D oby tak dalej, i bądź z siebie dumna. Bratem bratem, a Ty to Ty. To,że inaczej żyjesz nie oznacza, że Ci w życiu nie wyszło. Ważne,żeby w nim być szczęśliwym, a nie stan konta.

  14. Ania pisze:

    Ja dla odmiany +10 kg na plusie, ale dopóki nie podleczę się po poprzedniej pracy to mi wszystko jedno. Mnie za miernotę ma teraz 50% wspólnych znajomych, bo przecież powinnam być w korpo i wszyscy byliby szczęśliwi. Wszyscy poza mną.

  15. Helen pisze:

    Ale uważaj z tym chudnięciem, niech coś z ciebie zostanie, bo za chwilę ktoś będzie cię szukał, a tu przy biurku – ujemnie:)
    Gratuluję z obu powodów.

  16. cicicada pisze:

    Gratuluję! Nie życzę Ci pracy w super znanej korporacji za super kasę, życzę Ci pracy taka jak ta – w otoczeniu dobrych ludzi i takiej, która daje Ci radość. Jakoś ostatnio coraz częściej spotykam szczęśliwych ludzi, którzy naprawdę nie mają modnej i wystrzałowej roboty, a dużo bardziej zadowoleni są z życia niż znajomi z tych renomowanych korporacji. Bo przecież jak to mawiają pracuje się, aby żyć a nie żyje aby pracować.

  17. myjegary pisze:

    Idziesz,idziesz pełną parą! i o to chodzi.
    Czadu,alleluja, wio i do przodu. Z bratem mam to samo,ale tylko dlatego, że chce dorównać tak genialnej siostrze jak ja =)PPP. I z Tobą pewnie jest tak samo =)))))))))))))).

  18. bardziej pisze:

    Czytam. Z reguły w telefonie w aplikacji, ale czytam. Teraz dopadłam kompa i gratuluję nowej pracy, siły i samozaparcia! Samych dobrych dni!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s