koniec listopada

Cóż mogę napisać moim blogowym przyjaciołom? Żyję, pracuję, chudnę, kocham i jestem kochana. A przy tym denerwuję się, stresuję, irytuję, frustruję i wypruwam flaki. Ale tak już chyba musi być, że żeby żyć, trzeba się porządnie zmęczyć.

 

O mojej nowej pracy nadal nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Czuję, że jeszcze wiele tajemnic przede mną. Póki co uczę się w zawrotnym tempie tysięcy nowych obowiązków, myślę, że sporo już nauki za mną, ale nadal sporo mnie czeka. Czasami jest mi ciężko, bo jestem człowiekiem, dla którego niezależność jest wielką wartością, a tutaj jestem zdana na innych i ciągle jestem z siebie niezadowolona, że nie mogę zająć się wszystkim sama, bez pytania, bez konsultowania, bez zastanawiania się. Poza tym praca w tak dużym zespole jest dla mnie nowością, tutaj każdy od każdego w pewnym sensie zależy, więc jak coś spieprzę, ktoś na tym może stracić, a co za tym idzie – może mieć do mnie pretensje. A spieprzyłam już nie raz, nie dwa i czułam na sobie ten ciężki wzrok, z którego czytasz „że też akurat ciebie musieli tu zatrudnić”. Mąż mówi, że mam paranoję i możliwe, że ma rację, może negatywne emocje, które nie wprost czuję ze strony innych pracowników są tylko odbiciem emocji, które czuję sama do siebie: pogardy, że jeszcze nie jestem na tyle dobra, żeby zadowalać siebie i innych. No i też powiedzmy sobie szczerze, że kiedy jestem w pracy, wydaje mi się, że między nami wszystko ok. Zastanawianie się i rozkładanie na czynniki pierwsze tego, kto jak spojrzał i co powiedział zaczyna się jak tylko zamkną się za mną drzwi. Myślę, że moje wątpliwości, co do moich relacji w pracy wynikają z tego, że tych ludzi jeszcze po prostu nie znam, a oni nie znają mnie. Weszłam w zespół, który działał w niezmienionym składzie od 10 lat, to naprawdę nie jest takie proste.

 

No a sama praca ma momenty ultra przyjemne, moje ulubione obowiązki to te, które mogę wykonywać samodzielnie, najlepiej w milczeniu i skupieniu. Wtedy czas leci mi szybko i miło. Czas również leci szybko, gdy pracuję z klientami, ale tu już nie zawsze jest przyjemnie. Czasem zdarzają się takie sytuacje, kiedy wielu ludzi trzeba „obskoczyć” jednocześnie, a każdy z nich niezadowolony, bo czeka na zakończenie swojej sprawy. I wtedy robi mi się gorąco, ciśnienie skacze, zapominam języka w gębie, wzrok mam błędny, nie wiem jak się nazywam i mam wrażenie, że zamiast przyspieszać bieg sprawy, to go zwalniam kręcąc się histerycznie w kółko. Najważniejsze, czego muszę się nauczyć od kolegów, to opanowanie w takiej sytuacji. Bo ja tego nie mam. No i chciałabym sama dla siebie nauczyć się nie myśleć o pracy. Bo jak na razie myślenie o niej pochłania mi 90% wolnego czasu. To bardzo męczące. Grafik mam ciekawy, pracuję wiele godzin, ale za to mam więcej dni wolnych w miesiącu. Minusem jest, że po kilku dniach pracy po 11 godzin wręcz odchorowuję ten czas. Nie mogę rano wstać z łóżka i czuję się, jakbym miała grypę. Dopiero kiedy się zwlokę, mąż podstawi mi pod nos śniadanie i kawę, jakoś powoli staję na nogi i mogę zacząć dzień.

 

Może ta notka brzmi dość negatywnie, ale tak właściwie to jestem aktualnie bardzo szczęśliwa. Mam pracę w swoim mieście, z mężem spędzam znacznie więcej czasu niż w poprzednim miejscu zatrudnienia, mam też w mężu przeogromne wsparcie i w tych najtrudniejszych chwilach zdaję sobie sprawę, jak ważny jest dla mnie i jak potrzebny jest mi ten człowiek, żeby trwać. Daje mi mnóstwo siły, mnóstwo radości na co dzień, potrafi mnie rozśmieszyć nawet, kiedy do śmiechu nie jest mi ani trochę. Wielkie mam szczęście, mając takiego męża.

Zrobiliśmy sobie w tym roku wcześniejszy prezent świąteczny i kupiliśmy PS4. Pewnie jutro do nas przyjdzie. Już widzę siebie ciupającą w Wiedźmina w świąteczny poranek :D

 

No i nie byłabym sobą, jakbym się nie pochwaliła, że waga leci, a ja jestem aktualnie najlżejsza od czasów drugiego roku studiów. Jest trochę trudniej, bo ze względu na stres nową pracą mam dużo większe pragnienie, by po powrocie do domu obeżreć się do porzygania słodyczami, ćwiczę też rzadziej, a do pójścia na siłkę brakuje mi dresów dla męża [które nie dojszły jeszcze po zakupieniu w internetach] oraz wypłaty [bo finanse w tym miesiącu już zostały lekutko nadszarpnięte], ale w wolne dni ćwiczę jakieś aeroby w domu i też jest dobrze, bo chociaż nie upocę i nie umęczę się jak świnia, to samopoczucie się poprawia, a perspektywa zesztywnienia stawów odsuwa się trochę w czasie. A łatwiej jest o tyle, że w mojej pracy dużo się muszę nabiegać, przerzucać tysiąc razy segregatory, urządzenia biurowe i różnorakie sprzęty, tak więc moje 10 000 kroków dziennie realizuję bez problemu, a do tego ćwiczę bica :P No i prawda jest też taka, że w robocie nie mam kiedy jeść, ba, czasem nie mam się kiedy wysikać, tak więc jak wracam wieczorem, to mogę sobie pozwolić na zjedzenie porządnego posiłku i kubeł kakao z miodem, a w zapotrzebowaniu kalorycznym i tak spokojnie się mieszczę.

 

Byliśmy też z mężulem na spotkaniu towarzyskim, gdzie rozmowa kleiła się tak bardzo, że trochę sponiewieraliśmy się grzanym winem, grzanym piwem, zwykłym piwem i gorącą czekoladą, ale chyba brakowało mi takiego wyjścia „gdzieś” i gadania o pierdołach. Teraz, kiedy pracuję w swoim mieście i spędzam w nim wolny czas, spotykam dużo więcej znajomych twarzy niż wcześniej. Gdzie się nie obejrzę, tam znajomi ludzie. O każdym można by parę słów powiedzieć. Kiedyś mnie to przerażało, bo za nic w świecie nie chciałam żyć w nieanonimowej społeczności, ale teraz jakoś mnie to nie rusza. Za stara na to jestem chyba, żeby się przejmować, co tam kto pomyśli. Żyję sobie swoim skromnym życiem, pcham swój wózek i staram się być tak szczęśliwa, jak to możliwe. Nic więcej mnie nie interesuje.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „koniec listopada

  1. Ina3b pisze:

    Kawałki o klientach jakby rodem wyjęte z obsługi klienta gdzie pracowałam ;) No i znam te 11 godzin w pracy, męczące… Więc trzymaj się i oby dalej tak pozytywnie jak mówisz :D

  2. peniswkuchni pisze:

    Ważne że masz pracę, ważne że macie czas dla siebie. No i zazdroszczę PS4. Mój świąteczny prezent już zasnął po karmieniu. Cóż może to nie jest PS4, ale również jest wielowątkowy. A wpis, jak najbardziej pozytywny. 😊

  3. Joanna R. pisze:

    Mój Mąż dostał 3 lata xboxa, ile wtedy się nagraliśmy! Teraz niestety mamy ciut mniej czasu, ale zdarza nam się pościgać wieczorami :) Cieszę się, że u Ciebie wszystko dobrze :)

  4. napiecyku pisze:

    Fajnie, że masz pracę w swoim mieście, z czasem wszystko ogarniesz. Pozytywny wpis :)

  5. Helen pisze:

    To się chyba nazywa „suspens”.
    Jak w dobrym kryminale – już człowiek chce ci współczuć, że taka biedna jesteś, a tu buch – ona dalej chudnie i w dodatku obżerając się na noc!
    Ale jednak zmęczona, i ludzie niemili…, ale bach! – jest szczęśliwa, bo ma super faceta i nie tylko…:)))
    Tylko się uśmiechnąć.
    Chudniesz dlatego, że zżera cię stres i to oczywiście nie jest fajne, ale skuteczne.
    Inni też żyją w stresie, a tyją…:((
    No to wszystkiego dobrego!:)

  6. linka85 pisze:

    I niewiele więcej powinno Cię interesować :). Ach, ta praca… Widzę, że wszyscy wypruwamy sobie żyły, żeby mieć za co żyć, tylko że przez to nie ma już prawie czasu, żeby ŻYĆ. Spokojnie, niebawem będziesz tak dobra i zaznajomiona ze swoimi obowiązkami jak cała reszta, ale przecież oni mieli na to 10 lat – Ty daj sobie chociaż miesiąc, dwa, panno idealistko :P.
    Najważniejsze, że masz oparcie w mężu i czujesz się szczęśliwa. Tak trzymaj!

  7. tysiowaa pisze:

    Początek trafiony w samo sedno :)

  8. azkabazkan pisze:

    http://wp.me/p648wb-7i
    Moja nominacja, zapraszam :)

  9. flamenco88 pisze:

    Wiedźmin 3 i mi się marzy, ale zupełnie nie mam czasu :P

  10. Ania pisze:

    O kurde, coś źle doczytałam, że kupiłaś wózek i chciałam zapytać, czy dobrze myślę :D masakra. :D My mieliśmy pożyczoną konsolę, ale to nie dla nas. Jakoś jesteśmy antytalencia w grach komputerowych.

  11. grafomanka pisze:

    InnaM, jestem z Ciebie zajebiście dumna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s