grudzień

Właśnie leci mój ostatni wolny dzień przed grudniem, który będzie miesiącem niesamowicie trudnym i pracowitym, bo to dla mojej branży tzw. sezon. Już się trochę boję, jak to będzie, bo grafik przerażający, a zapowiadana ilość pracy przytłaczająca, ale staram się nie nastawiać negatywnie, tylko brać ten miesiąc na klatę i pocieszać się myślą o świętach, sylwestrze, mikołajkach i dużo większym luzem w każdym innym miesiącu niż grudzień. Po prostu trzeba przez to przejść.

Jak nigdy nie miałam problemów ze skórą na dłoniach, tak od kiedy pracuję w nowym miejscu zaczęła się tragedia. Skóra sucha jak wiór, pęka, a ręce non stop pocięte od papieru. Aż mnie to wszystko boleć zaczęło i krwawić miejscami. Muszę zacząć smarować dłonie regularnie w pracy, bo inaczej będę cierpieć. I albo mi się wydaje, albo chudnę jeszcze szybciej niż na początku. Pewnie stres robi swoje.

Ciągle nie wiem, jaką taktykę obrać wobec moich kolegów z pracy. Nie wiem, jak sobie radzić z ich zachowaniem, które moim zdaniem jest nie na miejscu i nieprofesjonalne, ale tak to jest, jak nowa osoba wchodzi między starych znajomych. Oni już mają wszystko między sobą poukładane, wiedzą na co u kogo mogą liczyć, a ja nie wiem nic i błądzę jak dziecko we mgle. Ale myślę, że z czasem do tego dojdę. Z tym, że ile mnie to kosztuje, to tylko ja wiem. W sumie największym źródłem mojego stresu są właśnie relacje między mną a współpracownikami, cała reszta to po prostu nauka zawodu. Z którą zresztą nie idzie mi źle, bo ktoś mnie ostatnio pochwalił, że bardzo szybko się wdrożyłam i już całkiem sprawnie się w tym wszystkim poruszam. Podniosło mnie to na duchu. Ale rzeczywiście tak jest, robię już jakieś 80% wszystkiego całkiem sama i bez pomocy. Oczywiście nadal robię kretyńskie błędy i kretynkę z siebie, co skutkuje u mnie chwilami potężnego załamania, ale nie ma tu miejsca na użalanie się nad sobą, trzeba po prostu jechać dalej. Więc przeżywam wszystko w środku, ale mija godzina i zbieram się w sobie, żeby nie było śladu po ostatnim debilnym błędzie.

Odpoczęłam w te trzy dni. Musiałam niestety poświęcić jeden długi poranek na wizytę u gina, bo w grudniu nie będę miała nawet kiedy, o siłach na to nie wspomnę, ale mam zapas tabsów, więc i głowa spokojna. Posprzątałam dom, zrobiłam pranie, bo nazbierało się go mnóstwo. Poprasowałam i zadbałam też o siebie. Dzięki temu łatwiej będzie mi jutro wrócić do obowiązków zawodowych. PS4 już mamy, mąż gra każdego dnia, ja dużo rzadziej, ale bardzo fajnie jest. Jeszcze nie mam Wiedźmina, ale na święta obiecałam sobie, że będę go miała. No chyba, że wypłata będzie cieniutka, a co do tego to akurat nie jestem pewna, bo pierwszy miesiąc pracy chyba nie obejmował jakichś tam bonusów dla mnie. No zobaczymy, ciekawa jestem.

I tak to leci sobie dzień za dniem, nawet nie zauważyłam, kiedy nadszedł 1 grudnia. Przywitał mnie śniegiem sypiącym z nieba i przeszywającym zimnem. Zmieniłam już kurtkę na puchową, wciągnęłam czapkę na głowę i wygrzebałam z pudła ciepłe rękawiczki. I pierwszy raz rozładował nam się akumulator w aucie, mam nadzieję, że po naładowaniu ruszy ;)

Dzięki wszystkim za słowa wsparcia i otuchy. Życzę Wam wspaniałego miesiąca!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „grudzień

  1. Kardiowersja pisze:

    coś czuję, że długo nie będzie tu nowej notki, a to praca a to PS4, a z tym odchudzaniem to nie przesadzasz?
    pozdrawiam

  2. weronika pisze:

    trafiłam na Twojego bloga od innej blogowej koleżanki, gdzieś w oczy rzucił mi się Twój komentarz. Chyba zostanę tu na dłużej :-)

  3. linka85 pisze:

    Kochana, pamiętaj, żeby w tym dbaniu o siebie dobrze i zdrowo się odżywiać. Mam koleżankę, która zawsze była pulchna i za nic nie mogła schudnąć. Jak ją ostatnio zobaczyłam, przeżyłam szok, bo wyglądała jak zabiedzona. Chudzina – skóra i kości. A też zaczęła od dbania o siebie, odchudzania, biegania bez umiaru (to miało pomóc na stres w życiu prywatnym). I aż boję się, co się z nią stanie dalej. Nie podpuść do tego, żebyś schudła za bardzo, bo to też nie wygląda dobrze i na pewno nie jest zdrowe. A stres w nowej pracy swoje do tego doda, więc będziesz jeszcze chudła, wcale tego nie chcąc.
    Życzę Ci, żeby ten pracowity grudzień szybko minął i żebyś mogła odetchnąć, chociażby podczas świąt. Pozdrawiam gorąco.

  4. napiecyku pisze:

    Z takim podejściem dasz sobie radę :) W pracy początki zazwyczaj są trudne, podobno starzy pracownicy akceptują nowych na 100% dopiero po roku pracy :)

  5. Helen pisze:

    Taki pracownik, co się szybko uczy, to prawdziwy skarb. A jeszcze taki, co się przejmuje, że nie robi wszystkiego perfekcyjnie – to już wygrana w kumulacji! Wiem co mówię, jestem pracodawcą.
    Fajnie ma ten twój szef… :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s