10 dni

No cześć. Celebruję właśnie swój pojedynczy wolny dzień pośród grudniowego maratonu pracy po 12-13 godzin na dobę. Jestem sama, bo mąż pechowo w pracy, ale ma to swoje plusy, bo po szybkim ogarnięciu domostwa mogłam rozpalić świeczki i napawać się ciszą. Napawam się też tym, że nie muszę nigdzie wychodzić, bo za oknem leje deszcz.

W pracy lepiej. Zaczynam rozgryzać układy w zespole, myślę, że zaczęłam też wzbudzać sympatię u pojedynczych członków załogi, z dużą częścią rozmawiam już dość swobodnie i dzięki temu moje samopoczucie w pracy jest również lepsze. Jest wprawdzie jeden element niereformowalny, ale i na niego znalazłam sobie metodę ignorując go w większości przypadków i nie wdając się specjalnie w dyskusje. Z obowiązkami radzę już sobie zdecydowanie lepiej, oczywiście ciągle popełniam błędy, robię to codziennie, dzień bez zrobienia głupiego błędu jeszcze mi się nie zdarzył, ale zaczęłam widzieć w tym całym zamieszaniu, że błędy popełniam nie tylko ja – pracownica o miesięcznym doświadczeniu – ale też ludzie z doświadczeniem dziesięcioletnim. Więc jest to dla mnie spory kamień z serca i trochę łatwiej mi znosić własną niedoskonałość i zwalczyć niepewność. Powoli przyzwyczajam się też do takiego intensywnego trybu pracy, coraz rzadziej mam uczucie bycia chorym po kilku takich długich dniach. Koledzy mówią, że w styczniu poczuję się prawie jak na wakacjach, bo grafik będzie normalniejszy i praca mocno zwolni. Nie ukrywam, że czekam na ten moment niecierpliwie. Podsumowując, na duchu jest mi dużo, dużo lżej w porównaniu z ogromnym stresem pierwszych tygodni. A, no i pierwsza wypłata była dużo pełniejsza, niż się spodziewałam, tak więc przemiłe zaskoczenie.

Jeśli chodzi o sprawy ciała, to jest i dobrze, i źle. Ciągle chudnę, i to chudnę coraz szybciej. Straciłam już 26 kg, ale podejrzewam, że „winą” mogę obarczyć intensywną pracę, dużo stresu i dość mało jedzenia. Wprawdzie ilość przyjmowanych kalorii wcale się nie zmieniła, ale zmienił się znacznie mój styl życia, wyliczenia dotyczyły stylu życia siedzącego, a ja teraz z siedzeniem mam bardzo niewiele wspólnego. I pewnie dlatego ta waga tak leci. I od razu uspokajam wszystkich martwiących się, że schudnę za dużo. Nie, nie schudnę za dużo. Może za szybko, ale na pewno nie za dużo. Ja nie miałam 15 kg nadwagi, tylko dużo, dużo więcej i dążę do wagi odpowiedniej dla swojego wzrostu. Także spokojnie. Utrata wagi jest spoko, ale czuję, że mogę jeść jednak trochę za mało, bo zaczyna się u mnie powoli kiepskie samopoczucie. Ból brzucha, ból głowy, zawroty głowy. Niedojadanie plus ogromne obciążenie w pracy mogą się dla mnie źle skończyć, ale mam wewnętrzny lęk przed utratą kontroli nad dietą. I się zastanawiam, czy nie zaczyna to pachnieć anoreksją. Grubas anorektykiem, brzmi zabawnie. W każdym razie póki jeszcze mam świadomość, że przesada może skończyć się źle, to chyba nie jest ze mną najgorzej. Od nowego roku zadbam o siebie dużo lepiej, teraz niestety nie mam na to czasu i sił.

Do świąt zostało 10 dni. To mało i dużo. Mało, jeśli wziąć pod uwagę, że większość ludzi do świąt się jakoś szykuje. Dużo, bo mnie wśród tych 10 dni, czeka 8 dni pracy po 12-13 godzin. Nie ma mowy o świątecznych zakupach, bo nie będzie kiedy. W ogóle nie ma mowy też o świętach. Jeszcze zanim dostałam tę pracę myślałam sobie, że w tym roku na pewno ubierzemy choinkę i będziemy jakoś szczególnie spędzać czas. Teraz wiem na pewno, że choinki nie będzie, na samą myśl o wyciąganiu jej z piwnicy i ubieraniu w wigilijny poranek łapie mnie zniechęcenie. Także ze świątecznych elementów w moim domu to będą tylko świeczki o zapachu jabłek z cynamonem i grzaniec z wina, które wstawiliśmy we wrześniu. Pół pięciolitrowego baniaka nam jeszcze zostało po ostatnim posiedzeniu [tak, wypiliśmy dwa i pół litra wina w jeden wieczór w formie grzańca i tak, miałam nazajutrz totalnego kaca i doszłam do wniosku, że grzańce są niebezpieczne, bo są tak smaczne, że zapominasz, że to co pijesz to alkohol taki jak każdy…]. W wigilię mąż pracuje, ja jestem sama w domu, więc z rana pewnie szybko ogarnę dom, pobiegnę na jakieś zakupy, żeby było co jeść przez dwa świąteczne dni, a po południu pójdę do rodziców. O. A zanim do tego wszystkiego dojdzie, opadnę z sił podczas najgorszych dni pracy w roku :D Sama za siebie muszę trzymać kciuki i motywować się głupimi obrazkami z internetu :D

Dostałam od męża swoją kopię Wiedźmina na PS4 i zdążyłam raz już zagrać – ależ świetnie jest oddany świat z książkowej sagi! Jak skończę pisanie, nastawię sobie obiad i ruszam dalej w świat jednego z moich ulubionych bohaterów.

PS: Czy tylko ja nie znoszę Yennefer jako osoby? Może za dużo powiedziane, że nie znoszę, ale to zdecydowanie nie jest typ kobiety, z którą mogłabym się kumplować. Od takich typów zwykle trzymam się z daleka :D

Żegnam się z Wami póki co aż do świąt prawdopodobnie, trzymajcie się dzielnie, nie dajcie się zwariować świątecznemu konsumpcjonizmowi i do poczytania wkrótce!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „10 dni

  1. linka85 pisze:

    Kochana, Ty też się nie daj temu przedświątecznemu wirowi pracy. Cieszę się, że nie grozi Ci przesadne schudnięcie, ale te Twoje opisane objawy pogorszenia stanu zdrowia są niepokojące. Koniecznie w nowym roku musisz bardziej o siebie zadbać i jeść jak należy. Powodzenia i oby do świąt. Szkoda tylko, że się rozminiesz z mężem w Wigilię, ale pozostaną Ci chociaż rodzice.

  2. postal pisze:

    Zanim gruby schudnie, chudy umze.
    26 kilo, polowa czlowieka.
    Mam kompleksy chudziaka, albo naprawde uwazam, ze czlowieka wazacy 60-pare kilo to tez czlowiek, tylko zajmujacy znacznie mniej miejsca I pochlaniajacy mniej zasobow planety…
    Mam kompleksy.

  3. innam pisze:

    Zdecydowanie wolałabym być chudziakiem niż grubolem, nie miej kompleksów, bo Twoja budowa jest powodem zazdrości milionów gruboli mojego pokroju :)

  4. postal pisze:

    A ja chcialbym wazyc setke!! I moc wyrywac drzewa, serio

  5. postal pisze:

    Wiatr mnie moze przewrocic I ludzie nie szanuja mnie tak jakbym sobie tgego zyczyl.
    Tez serio.
    Zgrozo nie umiem uzywac przecinkow

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s