drugą połowę lutego czas zacząć

Będę się streszczać, bo nie mam za dużo czasu. Jest wieczór, dom pusty, bo mąż pojechał właśnie na nockę, a ja piję bardzo mocną i smakowitą bawarkę, czując lekkie podenerwowanie związane z tym, że kończy się mój pierwszy wolny weekend od dawna, a jutro zaczynam pracowy maraton, bo dziewczyny mają urlopy. I takie napięcie mam w sobie, bo ostatnio trochę było stresująco i niemiło, no ale daję kolejnemu dniu szansę na poprawienie mojego nastawienia.

Właśnie zjechała się rodzina ze Stanów i Niemiec, bo wszyscy przeczuwają rychłą śmierć dziadka, którego stan znacznie pogorszył się ostatnimi czasy. Nie bardzo orientuje się czasami gdzie jest, kto jest kim, nie kontroluje swoich odruchów fizjologicznych, generalnie moi rodzice, a właściwie mój ojciec odwala kawał dobrej roboty w opiece nad nim, bo ta opieka obejmuje wszystko, łącznie z myciem, przewijaniem i przebieraniem, czasem nawet i karmieniem. Nikt pracy mojego ojca nie docenia i nie szanuje, a ja tylko nieraz sobie zapłaczę nad tym, jakiego mam szlachetnego i dobrego ojca, bo on opiekuje się nie własnym ojcem, a teściem. I wcale przecież nie musiałby, bo inny mąż mojej matki mógłby oddać go do domu opieki i mieć z głowy. No ale nie mój ojciec. Człowiek o sercu ze złota i anielskiej cierpliwości. I przykro mi cholernie, że tylko ja i mój mąż tak to widzimy, całej reszcie ciągle mało, i źle, i nie tak. Próbowałam zmusić ojca do przyjęcia mojej pomocy, ale upiera się mocno, strasząc mnie odparzeniami na dziadkowych genitaliach i dziadkowymi humorami, nie przyjmuje tłumaczeń, że męskie genitalia nie robią na mnie wrażenia, a tym bardziej genitalia starego człowieka, który budzi raczej litość i współczucie, niż cokolwiek innego, a humory dziadek ma jak małe dziecko, więc tym bardziej by mnie nie przejęły. Udało mi się tylko posprzątać dziadkowy pokój przed przyjazdem rodziny i zmienić mu pościel, do pomocy przy nim samym nie chcą mnie dopuścić. Mam tylko nadzieję, że ta pielęgniarka w marcu przyjdzie rzeczywiście i chociaż kilka razy w tygodniu odciąży mojego ojca w tych trudnych obowiązkach. Mam też nadzieję, że uda się namówić dziadka do zacewnikowania, bo codzienność z jego obsikiwaniem siebie i wszystkiego dookoła jest naprawdę okrutna. Mam nieraz wyrzuty sumienia, że ja sobie żyję w swoim czystym, wychuchanym mieszkanku, w spokoju, z dobrym mężem i kotami, w zdrowiu i szczęściu, a całkiem niedaleko mnie toczy się życie, od którego jednocześnie chcę się oddzielić wszystkimi siłami, a z drugiej strony próbuję pomóc, ale mi się nie udaje. Gdzie z jednej strony przychodzę, bo wiem, że moja obecność i drobny gest coś da, a z drugiej strony uciekam po godzinie, bo nie mogę znieść patologii, w jakiej żyłam przez 18 lat swojego życia. Mam wyrzuty sumienia, bo wyrzuty sumienia są nieodłącznym elementem mojego życia, które wpoiła mi matka – muszę czuć się źle, bo mam lepiej niż inni, bo są takie obszary życia, w których jestem absolutnie i bezgranicznie szczęśliwa i że jedyne czego pragnę, to żeby to się nigdy nie kończyło. A w efekcie przestaję być szczęśliwa, bo jak mogę być, skoro matka jest taka biedna, ojciec zmęczony, a brat bardzo chory? I naprawdę nie wiem, gdzie się w tym wszystkim umieścić, żeby wspierać swoją rodzinę, pomagać jej, a jednocześnie zachować zdrowy dystans, nie dać się wessać w znienawidzoną przeze mnie toksyczną relację, z której z trudem wyrwał mnie mąż.

Rodzina zza granic już dotarła, ta krajowa też, przychał Bro z żoną w zaawansowanej ciąży. Poszliśmy do restauracji na obiad. Bratowej ciąża robi dobrze, była dużo milsza niż zawsze i bardziej znośna, brat bez zmian, ale spotkaliśmy się na dwie godziny, więc nie zdążył mnie bardzo zdenerwować. Po krótkim spacerze rozeszliśmy się każde w swoją stronę. Mąż pierwszy raz sprawił mi walentynkowe prezenty. Dostałam bukiet róż, serduszkowego lizaka i paczkę truskawek w serduszkowym opakowaniu. I jak nie lubię walentynkowej tandety, tak wzruszył mnie gest męża, bo wiem, że on jest bardzo mało wylewny i nie lubi takich rzeczy, a tu obdarował mnie hojnie i jeszcze zabrał na kawę i ciastko. Bardzo było miło. Z rodziną zza granic nie wiem nawet czy uda mi się spotkać, bo od jutra mam maraton pracy po 12 godzin, a oni zostają tylko na kilka dni, ale szczerze mówiąc niespecjalnie mi zależy. Mało jestem rodzinna, zawsze taka byłam, a ludzie których widuję raz na 7 lat nie są dla mnie bliscy.

Znalazłam na swojej głowie pierwszy siwy włos. Zalśnił mi srebrem w szybie auta jak klejnot w blasku słońca, wyrwałam go szybko i długo się przyglądałam, bo myślałam, że ta chwila dla mnie nie nadejdzie, bo przecież wszystkie koleżanki już siwieją, a ja nie! Poczucie własnej śmiertelności i upływu czasu trzasnęło mnie w potylicę tak mocno, że zabrałam męża na kebab :D Od miesiąca chodził za mną ten smak. więc zaszliśmy do jednego z lokali prowadzonego przez pana ciemniejszej karnacji, który z niepokojem zmierzył nas wzrokiem. Bo mój mąż jest wielki, łysy i wygląda groźnie, a do tego jest nieśmiały, więc zamiast uśmiechać się, burczy pod nosem, kiedy mówi coś do kogoś obcego. Widziałam po twarzy tego człowieka, że jest nieprzychylnie nastawiony, więc przejęłam inicjatywę, bo nie lubię, kiedy ktoś w moim towarzystwie czuje się źle [a domyślam się, jak wygląda jego życie w małym miasteczku w czasach gorącego tematu niechcianych w Polsce uchodźców]. Wylazłam przed męża i z szerokim uśmiechem zaczęłam wypytywać o rodzaje mięs i sosów i co pan poleca, jak pan myśli, takie tam gadki głupiutkiej dziewczynki, żeby złagodzić nieprzyjemne wrażenie. I na szczęście się udało, pan się uśmiechnął szeroko, zrozumiał, że popełnił błąd i już nie miał tego strachu w oczach i odruchu obronnego, kiedy mój mąż się do niego odzywał. Po całym tym zajściu rozmawialiśmy z mężem i powiedział, że faktycznie coś w tym jest, że się nie uśmiecha i przez to ludzie źle go odbierają. Powiedział, że następnym razem powie temu panu, że robi najlepszy kebab w mieście. Kocham mojego męża za to, że dostrzega takie rzeczy, że je rozumie, że ma takie dobre serce w takim prostym, dziecięcym znaczeniu. To najlepszy człowiek jakiego znam i moja pokrewna dusza i uwielbiam te chwile, kiedy nasze myśli się przenikają, uczucia pokrywają i nie trzeba wiele mówić, żeby wiedzieć, o co chodzi.

Wykupiliśmy też kolejny karnet na siłkę, tym razem inną. Wygląda dużo bardziej profesjonalnie, dużo nowego, zadbanego sprzętu i więcej trenerów do dyspozycji. Niby wszystko super, ale onieśmiela mnie to miejsce. Wprawdzie na razie tam jeszcze nie ćwiczyłam, ale widząc tych wszystkich idealnie wyrzeźbionych ludzi, w tych dziwacznych obcisłych ciuszkach, ja, laik totalny, który najbardziej to lubi kręcić się na orbitreku, czuje się po prostu źle. Mam nadzieję, że to tylko takie pierwsze wrażenie, że normalni ludzie też tam chodzą i nie wszyscy są tak perfekcyjni. Oczywiście, że nie stchórzę i pójdę tam w najbliższym wolnym dniu, ale przyznaję, że będzie to dla mnie dość stresująca sytuacja.

Pozostając w temacie wyrzeźbionych ciał, moje fałdy tłuszczowo-skórne z łatwością wbijają się już w dżinsy, które ostatni raz miałam na sobie jakieś 8 lat temu. Jak to odkryłam? A tak, że mój mąż założył na siebie spodnie, które nosiłam do tej pory, zapiął je i były dobre. W ten sposób odkryłam, że od paru miesięcy noszę na sobie worki po ziemniakach, ściśnięte w pasie paskiem, żeby nie spadły mi z tyłka. Zaczęłam więc grzebać w najgłębszych zakamarkach mojej szafy i odnalazłam ostatni wór, który w myślach oznakowałam: „tak małe, że prawdopodobnie już nigdy tego nie założę” i wszystko na mnie pasuje, a część rzeczy jest nawet za duża. Podbudowało mnie to, dało motywacyjnego kopa i udowodniło, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko odpowiednio dużo czasu i samozaparcia. Teraz kilogramy lecą bardzo, bardzo powoli, prawie niezauważalnie, ale już mnie to tak nie boli, bo osiągnęłam możliwy do tolerowania przeze mnie rozmiar, a dalsze kurczenie się może lecieć swoim tempem, bo czuję się zdrowo i lżej. Odżywiam się racjonalnie, ograniczam kalorie i jestem aktywna fizycznie. A reszta dzieje się sama. Niepokoi mnie tylko nadchodząca wiosna, bo jak kilka par dżinsów znalazłam, tak nie mam żadnej kurtki wiosennej, bo mierzyłam zeszłoroczne i wyglądają fatalnie na moim aktualnym ciele, obawiam się też, że dużo bluzek sezonu wiosna-lato będzie na mnie wisieć. I będę miała ten swój upragniony minimalizm z zaskoczenia. Coś mi się wydaje, że trzeba będzie się wybrać na ciuchlandowe łowy. Dla męża już upolowaliśmy super rzeczy, teraz będzie trzeba upolować coś dla mnie.

Miało być krótko, wyszło jak zwykle. Oby przetrwać dzielnie najbliższe 9 dni, przetrwać z uśmiechem i pozytywnie. Tego sobie życzę. Wam też :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „drugą połowę lutego czas zacząć

  1. Kardiowersja pisze:

    Ucieszyłam się z tej notki, tak egoistyczne, że mam co poczytać. Uznanie dla twojego Taty. Wielkość ludzi poznaje się po tym jacy są w małych sprawach.

  2. Helen pisze:

    Nawet nie wiesz jak miło jest poczytać, że komuś jest dobrze. Nawet jeśli nie idealnie w pracy, czy z rodziną, ale to wszystko nie jest ważne. Twoja rodzina widocznie tak ma, że musi się umartwiać i ty musisz raz na zawsze się z tym pogodzić. A kiedy wyjdzie w rozmowie, że tobie jest „za dobrze”, powiedz krótko : Chyba marzeniem każdego rodzica jest, żeby jego dziecku było dobrze!
    I na tym koniec dyskusji.
    Najważniejsze na świecie jest twoje małżeństwo i jeśli ktoś inny cię nie chce, to go olej.
    Mąż wygląda faktycznie na bardzo trafionego i tego się trzymajmy. Dobrze, że nim delikatnie sterujesz, teraz jest czas, żeby go troszkę wychować, zmienić na lepsze. Nikt nie jest doskonały, a naszym zadaniem jest korygować to co się da.
    Tak trzymaj. jestem z ciebie dumna:)))

  3. tysiowaa pisze:

    Na pewno wiele znaczy dla Twojego taty wsparcie z Twojej strony, jak i ciepłe słowo, A teraz ciężko znaleźć kogoś altruistycznego, wydaje mi się przeważa teraz postawa roszczeniowo-egocentryczna. Tylko starość każdego czeka, ciekawe czy dla wszystkich będzie łaskawa.

    Właśnie przerwać, a chciałoby się po porostu trwać. :P

  4. linka85 pisze:

    Jak to dobrze, że Twój dziadek trafił pod opiekę Twojego taty. Tak strasznie mi żal starszych osób, które trafiają do hospicjów czy domów „spokojnej starości”, bo nie ma się nimi kto zająć. A tam tak często źle się dzieje… Twój tato na pewno widzi, że przy Twoim trybie życia i pracy zamęczyłabyś się, pomagając dodatkowo dziadkowi.
    Haha, nie wiedziałam, że Twój mąż tak groźnie wygląda :D. Ważne, że ma gołębie serce :). Popracuj nad nim, żeby się częściej uśmiechał :). To wzbudza większą sympatię i zaufanie. Ja sobie nie wyobrażam życia bez uśmiechu, taka moja natura.
    Jak ja bym się chciała mieścić w stare ubrania :P. Czeka mnie właśnie przegląd garderoby i zamierzam się pozbyć tego, w co nie wchodzę. Mam nadzieję, że później nie będę tego żałowała, bo Twój przykład udowadnia, że wszystko jest możliwe :).

  5. cicicada pisze:

    kurcze gdzie Ty takiego Męża znalazłaś? Może też tam zacznę szukać :)

  6. innam pisze:

    W Bieszczadach, cici, w Bieszczadach :D

  7. purplehair pisze:

    Ciezki temat-rodzina. Najchetniej w ogole bym to do jakiejs skrzynu wrzucila, na sami dno, i klucz na dno oceanu. Najlepiej stworzyc wlasny azyl i wlasna rodzine, biewazne dwu czy szescioosobowa. Blisko trzymac tylko tych, co nie niszcza od srodka.

    A co do lumpiku to zazdroszcze, mnie tez sie marzy wymiana garderoby ale poczekam do wiosny az zaczne cwiczyc i troche sie wciagne po ciazy. Btw, jesli masz jeszcze osmioletnie ubrania to moze tym bardziej warto zaszalec i sprawic sobie cos nowego Ot, chocby dlatego ze nie jestes ta sama M co osiem lat temu. Buziaki.

  8. Ania pisze:

    Dużo spokoju dla dziadka. Dla niego to musi być bardzo trudne…

  9. flamenco88 pisze:

    No to gratuluję, bo fajnie tyle schudnąć. Pewnie się bardzo cieszysz. Nowej siłowni się nie bój ci Panowie nie tacy straszni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s