mamy wiosnę

Męczyłam się w ostatnim czasie bardzo mocno w pracy. Zaczęły mi doskwierać różne zawodowe rozterki, takie między innymi, że kłamstwo bardzo źle mi idzie i sprawia, że jestem gorsza niż inni, którzy kłamią lepiej, łatwiej i bez wyrzutów sumienia. Że koleżanki w pracy mnie krytykują za słabsze od nich wyniki i oczekują poprawy, a ja nie umiem odpowiedzieć nic na swoją obronę ani nawet dać do zrozumienia, że mam w dupie ich zdanie na mój temat, bo wyniki są moje i jeśli ktokolwiek miałby mieć o nich cokolwiek do powiedzenia to nasz szef – który jak dotąd zgłasza niewiele zastrzeżeń [choć pewnie i mój czas nadejdzie…]. Jednym słowem atmosfera w pracy średnia, ale staram się jak mogę nie dać stłamsić i przygnieść. Były chwile, kiedy prawie płakałam w robocie, mówiąc sobie, że kończę z tym gównem i szukam innej pracy, ale nie jestem do końca pewna, czy za mój stan odpowiadały rzeczywiście nawarstwione problemy, czy raczej nieodpowiedni na nie moment w miesiącu. Całkiem możliwe, że poradziłabym sobie z sytuacją dużo lepiej, gdyby zdarzyła się tydzień później. Ale rzeczy dzieją się wtedy, kiedy się dzieją, a przez to właśnie przeżywam niekiedy chwile ciężkiego załamania i mam ochotę, jeśli nie urżnąć się słodkim czerwonym winem, to chociaż wskoczyć na tabletki na uspokojenie. Ja nie wiem, co jest ze mną nie tak. Pierwsze parę miesięcy w pracy zawsze jakoś jest, a potem równia pochyła i pchanie się w niebezpiecznie znanym kierunku nadmiernego stresu i przygnębienia. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, przecież nie mogę wiecznie szukać innej pracy, bo w obecnej nie daję rady psychicznie. Póki co walczę na swój własny sposób, będąc swoim własnym małym bohaterem, który zmaga się z parszywą rzeczywistością i próbuje uśmiechem podjąć każdy nowy parszywy dzień. Idąc za radą Męża Mego Jedynego snuję plany na przyszłość i skupiam się możliwie najmocniej na życiu osobistym i osobistych osiągnięciach.

I tutaj lekiem na całe zło okazuje się porządny wysiłek fizyczny, który potrafi podnieść mnie z najgorszego bagna. Przynajmniej na ten jeden dzień wolny od pracy, a wypełniony treningiem i innymi przyjemnościami. Czasami czuję, że wcale nie chce mi się iść na siłkę w wolny dzień, bo czuję się fatalnie, chcę siedzieć pod kocem w ciemności i płakać nad sobą, ale wiem, że siłkę mamy wpisaną w plan, więc spinam poślady i idę. A jak już wskoczę na orbitrek albo bieżnię, krew zaczyna szybciej krążyć, myśli wypełniają się jasnością i spokojem, ciało ogarnia przyjemne pobudzenie i znowu wszystko nabiera sensu. Patrzę na siebie w lustrze z dumą, bo wiem, że to, co teraz robię, to cel nie do osiągnięcia dla wielu ludzi, tyle straconych kilogramów i tak poprawiona kondycja. A ile jeszcze przede mną! Osiągnęłam kolejny kamień milowy. Mimo paru złamanych dietowych zakazów nie poddałam się i ciągle ćwiczę. Coraz intensywniej. Zaliczyliśmy z mężem pierwszy trucht w terenie, zrobiliśmy 6 km, z czego większość była truchtana, a zdecydowana mniejszość to marsz. Czułam się, jakby ktoś podarował mi nowe życie, kiedy biegłam przez piękne podmiejskie okolice. Prawie leciałam. To zupełnie co innego niż bieżnia. Jest trudniej, ale jest też przyjemniej. Wróciliśmy też na starą siłkę, bo w porównaniu z tą nową-pro, jest mniej oblegana przez ludzi i można swobodniej ćwiczyć to, co się rzeczywiście chce. Dzisiaj wprowadziłam pierwszy raz trening interwałowy na bieżni, ja pierdziu, jakie to przyjemne. Jakie to wspaniałe stawiać swojemu ciału coraz to nowe wyzwania i przekonywać się, jak wiele potrafi, wyobrażać sobie, co jeszcze kiedyś będzie potrafiło, jeśli dać mu odpowiednio dużo czasu. Najlepsze jest to, że nie wypluwam płuc, nie umieram na zawał, nie duszę się i nie zdycham. Pocę się jak świnia i czuję, że ciało dostało wycisk, ale to jest przyjemne. Kojące. Satysfakcjonujące. I ekscytujące. Że mogę coraz więcej.

Moje ciało się zmienia. I to nie tylko w tym zupełnie pozytywnym sensie, że schudłam, a teraz noszę ubrania pięć rozmiarów mniejsze niż na początku swojej drogi. Traci również na jędrności, bo nie oszukujmy się – schodzenie z dużej otyłości wiąże się z nadmiarem luźnej skóry. Najbardziej „bolą” mnie piersi. Nigdy nie byłam w ciąży, a wyglądają, jakbym wykarmiła z trójkę dzieci. Ale nie pozostaje mi nic innego, jak zaakceptowanie tego faktu, bo nigdy nie odchudzałam się po to, żeby mieć piękne ciało. Zawsze robiłam to z myślą o własnym zdrowiu i przyszłości, na drodze do której może stanąć mi nadmiar tłuszczu w organizmie. Przede mną – przy dobrych wiatrach – rok do wagi idealnej. Przede mną również najlepszy sezon na odchudzanie. Jestem dobrej myśli.

Z ważnych wiadomości, to parę dni temu mój brat został ojcem, a ja ciocią. I bardzo wzruszył mnie ten fakt, choć myślałam, że spłynie po mnie jak po kaczce. Jak mi wysłał zdjęcie siebie, trzymającego w ramionach córkę, a na córcinej twarzy mój dołek w brodzie i mój niemowlęcy nos [właściwie nasz, bo to cecha genetyczna, którą razem z bratem odziedziczyliśmy po ojcu], to łzy mi w oczach stanęły i jakoś ciepło się na sercu zrobiło. Pewnie nie zobaczę ich na żywo jeszcze kilka miesięcy, ale mam przeczucie, że to niemowlę może zrobić na mnie piorunujące wrażenie :) Opowieści z porodu oczywiście sprawiły, że prawie zwymiotowałam, co oczywiście do szału doprowadza mojego męża, bo ma obawy, że ze strachu nigdy nie zechcę urodzić mu potomka. A ja już w głowie mam swój plan, w którym spróbuję to zrobić, bo go kocham, a jedyne czego się boję tak naprawdę, to że nie będę w stanie, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że mogę nigdy nie móc zajść w ciążę. I podejrzewam czasami, że moja niechęć do macierzyństwa to właśnie podświadoma strategia obronna przed bezpłodnością. Inna rzecz jest taka, że gdyby dzieci po prostu wyskakiwały z brzucha po dziewięciu miesiącach bez bólu, krwi, rozrywania ciała i krzyków, to miałabym w planach z trójkę i to w ciągu najbliższego roku. Ale tak to niestety nie wygląda, a moje plany są tylko takie, że biorę to całe macierzyństwo w ogóle pod uwagę. Pod warunkiem porodu pod narkozą. Dziękuję, do widzenia. Ale najpierw schudnę. I dostanę umowę na dłużej.

Spotkaliśmy się na piwo z Sis, było jak zawsze bardzo miło i jak zawsze zaskoczyłam się bardzo tym, jak cudze życie czasem może wyglądać jak film. Mnogość romansów, łamanie męskich serc, rozpadające się małżeństwa, porywy serca i szał namiętności. Ciekawie się tego słucha, ale mówiąc zupełnie serio, to nigdy nie chciałabym tego przeżywać. Moje nudziarstwo przekracza pewnie wszelkie granice, ale spokój mojego małżeństwa i pewność co do wspólnej codzienności to jedne z najważniejszych wartości mojego życia. Czasami sama nie mogę się nadziwić, że to już tyle lat, a ja za każdym razem cieszę się tak samo, kiedy mój mąż wraca z pracy albo kiedy ja wracam z pracy do niego. Kiedy pisze do mnie wiadomości w ciągu dnia. I kiedy spędzamy razem wolne chwile. Fajnie jest. I tak się cudownie składa, że dzisiaj jest pierwszy wolny dzień z trzech wspólnych. Więc zamierzam się tym nacieszyć. Tak jak teraz. [zapisuje notkę i idzie wyściskać męża].

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „mamy wiosnę

  1. Gdzieś słyszałam, że po utracie wagi skórze trzeba dać dwa lata, żeby wróciła do siebie. To bardzo elastyczny organ, a Ty jesteś młoda, więc jest nadzieja, że po czasie będzie lepiej, tylko dbaj o nawodnienie :).

    A w pracy mam nadzieję, że kryzys minie i będzie lepiej. Bo wiem, jak ciężko męczyć się w miejcu, w którym spędza się lwią część swojego życia.

  2. Purplehair pisze:

    Jakos mi umknelo, ze mialas zostac ciocia, gratulacje! Super sprawa :)
    Cale szczescie, ze pogoda sie poprawia i mozna wreszcie wypelznac z domu z przyjemnoscia, niemal czuje zapach mokrej ziemi i trawy, kiedy czytam Twoja notke. Ja poki co cierpliwie pcham wozeczek :D
    I naprawde wspolczuje, ze musialas wysluchiwac o porodzie. Prawda jest taka, ze skoro teraz dbasz o swoja kondycje (pomine uwarunkowania genetyczne), toTwoj potencjalny porod powinien okazac sie latwy,szybki i prawie bezkrwawy. I pomysl sobie, ponad rok bez miesiaczki, bolu glowy, brzucha i hustawek nastrojow, euforia i 9 miechow jedzenia tego, na co masz ochote. No skus sie, skus :)
    A co do pracy, mam dokladnie to samo. Ale zwykle to nie ja psuje relacje. Najczesciej to rutyna w polaczeniu z jakimis niewygodnymi wydarzeniami w pracy popychaja mnie do jej zmiany. I czuje, ze siedzimy w podobnej branzy. Moze tak to juz w niej jest? Zwykle te zmiany okazywaly sie korzystne. A rozejrzec sie za nowym zajeciem nigdy nie zaszkodzi :)

  3. tysiowaa pisze:

    Podobno nawet ciężki poród wynagradza widok dziecka, wiele moich znajomych tak twierdzi i nie słyszałam, aby jakaś mówiła, że kolejnego nie będzie z tego powodu. Mnie bardziej przeraża, że musisz cały swój świat zmienić, przez pierwszy lat nie masz jakby miejsca dla siebie, i te powroty tudzież nie do pracy, dylematy. Jednak jak już się ma dziecko z miłości, dla miłości to wszystkie wcześniejsze watpliwosci przestają mieć znaczenie.

    Gratuluję samozaparcia co do ćwiczeń, porzycz trochę!

    Co do pracy,musiszył słuchać, a nie słyszeć. Odgrodź się od wszelkich niedorzeczności murem.

  4. tysiowaa pisze:

    * pożycz :D (dlaczego się nie da edytować komentarzy??)

  5. linka85 pisze:

    To mnie właśnie porażający strach przed porodem poza brakiem umowy na stałe najbardziej powstrzymuje przed macierzyństwem. Ale mam nadzieję, że kiedyś się odważę na taki krok. Coś czuję, że jak zobaczysz córkę brata na żywo i weźmiesz ją na ręce, to zaraz stwierdzisz, że to właściwy moment na własne maleństwo :P.
    Gratuluję kolejnych osiągnięć w walce o zgrabną sylwetkę :). Od pracy trzeba się zdystansować, a najlepszym sprzymierzeńcem pozostaje mąż. I tak ma być :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s