iść czy nie iść – oto jest pytanie.

Mam lekkie poczucie winy, bo prawdopodobnie nie pójdę dzisiaj ćwiczyć, a wczoraj popuściłam pasa i pojadłam dużo dobrych rzeczy, przekraczając swój dobowy przydział o jakieś 800-1000 kcal. Jakoś nie mam dzisiaj natchnienia, a i pogoda nie zachęca – jest pochmurnie i wilgotno. Czuję się też trochę zmęczona, sama nie wiem czym, może emocjami, których – jak mi się wydawało – nie za wiele odczułam.

Przedwczoraj zmarła moja ostatnia babcia, wczoraj był pogrzeb. Informacja o śmierci zaskoczyła mnie w pracy, ale dzień przeszedł zupełnie normalnie, dzień jak każdy, dużo się śmiałam. Tylko ojca mi było żal, bo został sierotą. W dzień pogrzebu wstałam wcześnie, posprzątałam dom, zrobiłam lekki trening, umyłam się, naszykowałam. Msza w kaplicy była moją pierwszą od śmierci drugiej babci. Patrzyłam na wszystko bardzo chłodnym okiem i zastanawiałam się, skąd u mnie ten niemal całkowity brak emocji. Trochę próbowałam gadać z babcią, mówiłam jej, że to chyba nic nowego, że nie szlocham, jak opętana, bo nie miałyśmy zbyt zażyłych relacji i chyba żadna z nas do nich nie dążyła w aktywny sposób. Ta babcia nie była mi bliska, ot członek rodziny, który gdzieś tam jest, ale nie pragniesz z nim kontaktu. Były może ze dwa momenty, kiedy łzy mi stanęły w oczach, ale ktoś kiedyś powiedział, że na pogrzebach podobno płaczemy nad sobą i swoją uświadomioną śmiertelnością, a nie nad zmarłym. I tak sobie myślę, że tak ze mną chyba było. Cała ceremonia wydawała mi się kosmiczna, czułam się jak na jakiejś magicznej imprezie i lekko sfazowały mnie fragmenty pisma, brzmiące jak zaklęcie, że Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. . Bardzo też dziwnie było być ateistą na tej uroczystości, bo modlitwy i pieśni znałam z dzieciństwa, ale jak ich słuchałam, brzmiały mi pusto i płytko. Nie modliłam się i nie śpiewałam. Nie klękałam w momentach, w których wszyscy klękają. Przyciągnęłam uwagę większości takim zachowaniem, ale bardziej świętokradcze wydawało mi się wykonywanie pustych gestów niż okazywanie milczącego szacunku obrzędom. W każdym razie to była moja pierwsza i jedyna jak do tej pory otwarta manifestacja niewiary i nie powiem, że było to takie proste, bo psychologia tłumu działa i jak widzisz, że wszyscy coś robią, to rozsądek podpowiada robić to co oni, nie wyróżniać się, bo to niebezpieczne. Druga rzecz, że obrzędy chrześcijańskie są głęboko zakorzenione w mojej psychice i czasami zupełnie automatycznie miało się ochotę powtarzać ze wszystkimi słowa. Naprawdę ciekawe doświadczenie. Ksiądz mówił o babci bardzo ładnie, widać, że się przygotował, mówił dużo o człowieku, którego żegnaliśmy. Ale oczywiście nie obyło się bez straszenia sądem, który nas czeka po śmierci, a ja na to straszenie jestem uczulona i niezwykle mnie irytuje. Mam wrażenie, że pogrzeby są wykorzystywane przez księży po to, żeby nastraszyć ludzi, żeby przypadkiem nie zboczyli z jedynie słusznej drogi. Tylko czy straszenie to rzeczywiście najlepsza taktyka, żeby zachować przy sobie wiernych…? Aha, i jeszcze muszę napisać, że każdy organista śpiewa z tą samą fatalną manierą. Jakże pięknie brzmiałyby te wszystkie pieśni, gdyby ktoś zaśpiewał je normalnie. Dobra, dość krytyki kościoła i jego estetyki.

Na pogrzebie zmarzłam solidnie. Padało i było chłodno. Było sporo ludzi, których nigdy nie widziałam na oczy. Nie wiedziałam nawet, którzy to rodzina, a którzy nie. Takie właśnie są u nas rodzinne relacje, mam na myśli moją małą rodzinę, czyli rodziców i nas. Nigdy nie angażowaliśmy się w sprawy rodzinne, nie jeździliśmy na rodzinne imprezy, nie interesowaliśmy się nikim, a i nami nikt się nie interesował. W efekcie rodzina jest nam dość obca. Ale w zasadzie chyba nikogo z nas to nie boli. Po złożeniu trumny do grobu zaczęły się kondolencje. Trochę uciekłam, bo jak stałam za blisko ojca, to niektórzy się domyślali, że jestem córką i mi też te kondolencje składali. A mnie to zbytnio nie interesowało, żeby dawać się całować zapłakanym obcym twarzom. A kiedy wszyscy wreszcie się rozeszli, nasz mały rodzinny krąg żartował i śmiał się i sami z siebie drwiliśmy, że jesteśmy dość niezwykłą rodziną, która z pogrzebu wraca taka roześmiana i w dobrych humorach. W dodatku rodzice zaprowadzili nas na swój grób, czym mnie trochę przerazili, bo dla mnie to ostro chore, żeby zapewniać sobie grób za życia. No ale chcieli, więc dla ich spokoju poszłam na to miejsce. Rozmawialiśmy też o podziale majątku, jako że ja i Bro mamy swoje domy, ustaliliśmy, że Młody dostanie mieszkanie rodziców. Nie lubię takich rozmów, nie lubię myślenia o dalekiej przyszłości, za jaką mam śmierć moich rodziców, ale widocznie rodzice myślą o tym momencie dosyć intensywnie.

Potem pojechaliśmy do rodziców na obiad, najadłam się podwójnej porcji wołowiny i zagryzłam ciachem i wielkimi lodami. A wieczorem szukałam w sieci prezentu urodzinowego dla Sis i grałam w Wiedźmina. Oczywiście mój mąż był w pracy, ale akurat tego dnia samotność zrobiła mi bardzo, bardzo dobrze. Odpoczęłam psychicznie.

W pracy jakoś leci, raczej gorzej niż lepiej, chociaż mam swoje wzloty i upadki w kwestii psychicznej siły radzenia sobie z tą sytuacją. Jutro jadę na wyjazdowe szkolenie, spędzę cały dzień z obcymi ludźmi, czego mi się bardzo nie chce, ale za to zapłacą mi dodatkowo, bo jadę w swój wolny dzień. A potem w drugiej połowie miesiąca już tylko praca i praca i aby do maja. Maj to mój ulubiony miesiąc, więc mam nadzieję, że będzie dobry.

Nic nie chudnę od miesiąca, ale koleżanka, której właśnie miesiąc nie widziałam powiedziała mi, że bardzo zeszczuplałam. Więc pocieszam się, że może to tłuszcz na rzecz masy mięśniowej ustąpił i dlatego na wadze zero różnicy, ale spodnie coraz luźniejsze. Ćwiczę ostatnio dużo, biegam, a w planach mamy domową siłownię. Pierwszy krok ku siłowni domowej już postawiony – organizowanie środków finansowych. Drugim krokiem będzie przemeblowanie. Przeniesiemy sobie sypialnię do drugiego, mniejszego pokoju, w którym latem jest chłodniej, a w większym będzie nasz mały ćwiczeniowy raj. Chciałam się też pochwalić, że jeśli chodzi o ogólnorozwojówkę, to chwalono mnie za dobrą technikę wykonywania martwego ciągu i przysiadów ze sztangą, a to podobno sprawia ludziom wiele trudności. Mi jakoś naturalnie łatwo przychodzi. Technika, nie samo dźwiganie. Bo dźwiganie nadal jest ciężkie, za to wysoce satysfakcjonujące.

Biję się z myślami, czy nie iść pobiegać. Ciężka sprawa. Dobra, przekonaliście mnie, idę. Buziaczki.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „iść czy nie iść – oto jest pytanie.

  1. linka85 pisze:

    Naprawdę poszłaś biegać :)? Jesteś jak mój mąż – nieważne warunki atmosferyczne i zmęczenie, jest w takim ciągu, że czuje się chory, kiedy nie pójdzie na swój trening :P.
    Nie lubię pogrzebów, nawet jeśli kogoś dobrze nie znam, zawsze się wzruszam. Bo ta świadomość, że nie zobaczy się go już więcej na tym łez padole, jest przytłaczająca. A poza tym nie lubię okazywać uczuć i słabości przy innych.
    Współczuję tego wyjazdowego szkolenia. Zawsze tego nie znosiłam i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Oby czas Ci na nim szybko zleciał.
    Niech wiosna trwa nie tylko za oknem, ale i w naszych sercach :). Uwielbiam naturę i przyrodę – ćwierkające ptaszki, rozkwitające pąki, wszechobecne kolory – to wszystko sprawia, że chce się żyć i człowiekowi się poprawia humor :).

  2. purplehair pisze:

    Trochę nie wiem co napisać, pogrzeby to straszna sprawa. Dla mnie najgorsze jest, jak ksiadz sie wlasnie nie przygotuje i pot na mszy myli nawet imie a wczesniej targowal sie o”x-set zlotych, jak nie macie to na raty”. Przypadek autentyczny. Zazdroszcze formy, ja wczotak chcialam ruszyc z chodakowska, dotarlam do polowy skalpela a dzis nie moge sie ruszac… Zle jest. Na zakwasy odpoczynek czy trening? To kwas mlekowy czy mikrourazy?

  3. innam pisze:

    Żebym to ja wiedziała. Jak mam niewielkie zakwasy to ćwiczę, ale jeśli ból jest silny to odpuszczam dopóki nie zelżeje. A z tym kwasem mlekowym podobno mit, podobno mikrourazy. Ale specjalistą nie jestem :D

  4. tysiowaa pisze:

    Tak jakoś mi się skojarzyło odnośnie wiary.

  5. Helen pisze:

    Ja ostatnio zaliczyłam dwa pogrzeby. Na jednym ksiądz nie powiedział o zmarłym ani słowa, za to wygłaszał teksty w stylu „Jak ktoś tu przyszedł, chociaż jest niewierzący, to to jest oszukaństwo…” Akurat prawie wszyscy byli niewierzący. Na pewno zaczęli natychmiast wierzyć…
    Na drugim było pięknie i wzruszająco.
    Nawet i w takiej chwili człowiek musi liczyć na jakiegoś farta?
    A co do wagi, to przecież doskonale wiesz, że tłuszcz jest lżejszy od mięśni. Jeśli tak ćwiczysz, to się NIE WAŻ! Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s