przejaśnienia

Na horyzoncie przejaśnienia. I nie mówię koniecznie o pogodzie, bo ta ostatnio dopisuje bardzo różnie. Zimno jak na koniec kwietnia i zbyt deszczowo, co stoi na przeszkodzie moim biegowym planom. Od tygodnia mam w domu dwa komplety letnich ciuchów do biegania i jeszcze ani razu nie dane było mi ich przetestować.

Przejaśnienia mam w sobie. A jakoś tak dobrze jest, wiecie? Mimo, że przeżyłam pracowy maraton, który wykończył mnie na ciele i umyśle, czego objawem są całonocne sny o pracy. Mimo, że podczas maratonu połowę czasu byłam dość mocno przeziębiona, co bardzo sprawę utrudniało. Mimo, że w domu był rozpierdziel, bo budowa siłowni jednak wywołuje trochę okołoremontowych klimatów, które ściśle wiążą się z silną nerwowością mojego małżonka. Mimo, że moja rodzinka z piekła rodem próbuje obarczyć mnie poczuciem winy za swoje problemy. Jest mi dobrze i szczęśliwie. I niech to trwa. Powyliczam trochę swojego szczęścia, nie to, żebym się chwaliła, ale jak sobie o tym myślę, piszę, to jeszcze bardziej doceniam.

Zacznijmy od pracy. W pracy jest lepiej. Na każdej płaszczyźnie. I bardzo bym chciała, żeby nie było to chwilowe, bo póki co przybrałam pewności siebie i nie dość, że moje relacje ze współpracownikami są jakby zdrowsze [jeśli to możliwe w toksycznym środowisku walki o piniondz], to jeszcze wynikowo idzie mi całkiem dobrze. Na tyle, że nie odstaję od reszty i bywam z siebie zadowolona. Co więcej, jeden z kolegów, który od początku bardzo niefajnie wobec mnie się zachowywał, najwyraźniej całkowicie odmienił swoje nastawienie do mnie i częstuje mnie dobrym słowem [a jest to u niego całkowicie niespotykane, nie tylko w stosunku do mnie], chwali i wspiera pomocą. W towarzystwie reszty czuję się też już prawie całkowicie swobodnie, więc odpadł mi chociaż jeden stres wiążący się z przebywaniem w tej grupie. Rozpieszczają mnie też klienci, którzy ostatnio chwalą mój profesjonalizm i podkreślają przyjemność robienia ze mną interesów. Przemiłe i dodaje skrzydeł.

Po drugie kilogram mniej na wadze i prawdopodobnie sporo mniej centymetrów w obwodach. Na centymetry nie mam dowodów, bo się nie mierzę z czystego lenistwa, ale wiele na to wskazuje, m.in. spodnie, które jeszcze miesiąc temu były idealne, a teraz w pasie muszę zaciskać pasek, bo spadają. Dowodem nienamacalnym jest również spostrzeżenie koleżanki z pracy, z którą nie widziałam się miesiąc i jak mnie zobaczyła, to od razu powiedziała, że chyba dużo schudłam. Że na twarzy bardzo i ogólnie tak. Dobrze to usłyszeć, bo miałam tygodniową przerwę w jakiejkolwiek aktywności fizycznej z powodu przeziębienia i nawału pracy, a pierwszy trening po chorobie był prawdziwą katorgą – moje ciało utraciło 70% sił, które miało, przez co motywacja lekko opadła. Ale że jakieś słońce wychodzi zza chmur, to całkiem prawdopodobne, że pójdziemy dzisiaj pobiegać do lasu. Będę wracać do formy powolutku, a może wcale tej formy nie straciłam, tylko byłam jeszcze osłabiona po infekcji? Wszystko możliwe. W każdym razie nie poddam się.

Po trzecie chciałam powiedzieć, że mój mąż obrasta w mięśnie i zaskakuje mnie, jak szybko mu to idzie. Zawsze miał budowę bardzo męską, szerokie bary, wąskie biodra, ale od kiedy trenuje siłowo, jego barki zyskują taki zarys, że jak na to patrzę, to robi mi się gorąco. Jak na razie najseksowniejsze ma barki, ramiona i plecy, zresztą to zawsze było dla mnie numerem jeden w seksowności u facetów. Ale to, co się teraz dzieje, to jakiś szok. Może ma jakieś naturalne predyspozycje, bo masa mięśniowa przybywa mu dosłownie z dnia na dzień. Wygląda wspaniale i cieszę się razem z nim, że udaje mu się zmieniać się tak, jak chce. Już nie mogę się doczekać, jak wykończymy siłownię.

A propos siłowni, cały sprzęt już mamy, brakuje nam tylko rękawiczek, bo powiem Wam, że od sztangi i podciągania na drążkach straszne się robią odciski na dłoniach i boli. Ale pewnie dzisiaj sobie kupimy, bo jutro planowo siłóweczka w domowej siłowni. Oczywiście do podciągania się jeszcze mi daleko, robię to na gumie i z pomocą męża, ale podobno kwestia wyćwiczenia. No i nie oszukujmy się, mimo wielu zgubionych kilogramów noszę na sobie jeszcze wiele kilogramów do zrzucenia. Jak będę lżejsza, to i lżej będzie szło. A w siłowni zostało nam już tylko pomalowanie jednej ściany, co pewnie zrobimy dzisiaj albo jutro i położenie piankowej maty na podłodze. I będzie koniec, będą super treningi, forma i rzeźba ;)

Kupiłam też nowy odkurzacz i nie mogę się nadziwić, jaki jest świetny. Ma dobry filtr i takie ssanie, że porządki w moim opanowanym przez koty domu weszły na zupełnie inny poziom. I kurz nie lata i wszystko wysprzątane. Przenieśliśmy sypialnię do drugiego pokoju, który postanowiliśmy uczynić Strefą Bez Kota. Futrzaki się frustrowały mocno, do tej pory się frustrują. Kot, bo jest naszym małym syneczkiem i codziennie bladym świtem przychodził na poranne pieszczotki i przytulaski i drzemeczki w mamusinych objęciach, a teraz mu to odebrano, a Kotka, bo to mieszkanie to przecież jej królestwo i nikt jej nie będzie zabraniał chodzić po jej włościach. Ale z dnia na dzień frustracja jakby opada, coraz krócej słychać wieczorem drapanie w drzwi, więc jestem dobrej myśli, ze kiedyś pogodzą się z sytuacją i zaczniemy funkcjonować normalniej, bez ciągłego kontrolowania, czy aby się nie wślizgują przez szparę w drzwiach, kiedy tylko uchylimy drzwi sypialni. A dodam, że warto było, bo wysypiam się teraz najlepiej od momentu przeprowadzki.

Pojutrze zaczyna się mój ulubiony miesiąc w roku. Mam na ten miesiąc wiele planów i postanowień i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować, bo tym razem są to plany związane ze mną samą, czysto egoistyczne, hedonistyczne. I nie to, że próbuję zagłuszać tykanie zegara, które w tym konkretnym miesiącu słychać nieco głośniej niż w każdym innym… Ale myślę, że czas wkroczyć będzie w nowy rozdział w życiu. Postawić kropkę. Oddzielić grubą kreską. I stać się nową, lepszą wersją siebie, która z odwagą patrzy w przyszłość. Taki jest plan.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „przejaśnienia

  1. Ina3b pisze:

    No to tylko się cieszyć jak jest tak dobrze ;)
    A co do chudnięcia i spodni to ja ostatnio zauważyłam, że wszystkie moje spodnie są za duże w pasie i w udach – wyobraź sobie to szczęście, kiedy jem odrobinę mniej i zdrowiej, a kilogramy same spadają. To chyba też dodatkowa aktywność w stylu spacery po 6 km codziennie albo rower przez pół godziny ;)

  2. Kardiowersja pisze:

    domowa siłka już przetestowana?

  3. linka85 pisze:

    Jejku, to Wy naprawdę tworzycie sobie jakąś profesjonalną siłownię w domu :D. Niech Wam się miło z niej korzysta :). I ten optymistyczny nastrój niech trwa jak najdłużej.

  4. purplehair pisze:

    Jak slyszę „30 kg temu” to autentycznie nue wierzę, jak możesz nadal określać się mianem grubasa. Stare nawyki pewnie, ot co. Cieszę się, że i w pracy i w duszy lepiej się wiedzie, to nietozerwalne dla mnie :) duzo wytrwalosci zyczę Tobie i Niedzwiadkowi (Maszko:)). Serio podziwiam Was oboje za samodyscyplinę!

  5. Helen pisze:

    A chwal się do woli i nie pozwól się zastraszyć. Dość narzekania, teraz pora na uśmiechanie się do siebie i do innych. Endorfiny w mózgu się wydzielają, człowiek autentycznie zdrowieje, więc tak trzymać. A pogoda w końcu chyba odpuści, ile może walczyć?
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s