zajebistości, wróć!

Mam lenia, kochany pamiętniczku. Nie chce mi się. I oprócz ogarnięcia na szybko domu, pójścia do fryzjera, przesiedzenia tam prawie dwóch godzin, odwiedzenia mamy, szybkich zakupów oraz ZEŻARCIA PÓŁ LITRA LODÓW I PACZKI CIASTEK nie zrobiłam absolutnie nic. No, jeszcze przysnęłam na kanapie z kotem na klacie, z której to boskiej drzemki wyrwał mnie telefon z pracy.

A pracą jestem wykończona. Po pierwsze dlatego, że były dwie nieszczęsne kontrole, które wypadły źle i mój szef lata jakby miał motorek w dupie, ciągle czegoś chce, czymś straszy, czegoś wymaga i o coś pyta. Po drugie miałam mieć teraz trzy dni wolnego, zamiast których miałam jeden [dzisiaj!], bo niespodziewanie wypadły nam dwa zawodowe wydarzenia, z których nie szło się wymigać. Tragedii wprawdzie nie było, bo było całkiem miło i sprawnie, ale jak się człowiek nastawił na trzy dni radości życiem bez pracy, to nawet niemalże towarzyska atmosfera spotkania męczy niemiłosiernie i odbiera siły. Po trzecie mojemu mózgowi coś się porobiło i nie chce się wysypiać. Budzę się po kilka razy w nocy, a ostateczna pobudka następuje po piątej rano, kiedy już przebudzam się na tyle, że tylko poczucie przyzwoitości i harmonogram treningów szepczą mi: „leż, bo co będziesz robiła”. A wieczorami padam na pysk o 22.00 albo i wcześniej, że nie wspomnę o tym, że nie mam nawet siły przejrzeć fejsbunia czy instagramka przed snem. Po prostu głowa do poduchy i odlot. Czasem powiem słowo do męża. A potem tylko staję się większą łyżką i mnie nie ma. Ogólne zmęczenie.

Zmęczenie czasem przekłada się na treningi. A czasem nie. Tak jak wczoraj na przykład. Robię progres i do przysiadów ze sztangą dołożyłam sobie 2,5 kg, do podciągania 10 powtórzeń, a do wyciskania stojąc kolejne 3 kilogramy. Wraz ze wzmacnianiem mięśni całego ciała wykonywanie tych ćwiczeń staje się coraz łatwiejsze, bo nagle zdajesz sobie sprawę, że żeby więcej wycisnąć, musisz napiąć pośladki, brzuch, uda i plecy oprócz mięśni ramion. Że żeby ładnie się podciągać, spinasz całe ciało, a najmocniej plecy. A żeby przysiady wychodziły, napięte muszą być na kamień niemal wszystkie partie mięśni. Sprawia mi to sporą frajdę, że rosnę w siłę. Tylko ta redukcja słabo mi idzie ostatnio, bo chce mi się żreć. Mimo to spadłam kilo w dół. Do celu 21 kg.

Z dnia na dzień staję się bardziej pro i świadoma w kwestii swojej cielesnej przemiany. Założyłam dziennik treningów, do czego długo się nie mogłam przekonać, ale przekonałam się ostatecznie, bo za cholerę nie potrafiłam sobie przypomnieć, co dźwigałam i w jakiej ilości na ostatnim treningu. W MyFitnessPalu ustawiłam sobie cele makroskładnikowe, od kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że spożywam zdecydowanie za mało białka a za dużo węgli, żeby moje mięśnie mogły się sprawnie rozrastać. Przyjmowanie odpowiedniej ilości białka sprawia mi sporą trudność, już tak na marginesie. W ogóle makroskładniki są dla mnie ciężkie do zbilansowania, bo moja dotychczasowa dieta opierała się bardziej na manewrowaniu kilokaloriami i spożywczymi zachciewajkami, a okazuje się, że makro wymagają ogromnej samodyscypliny i skoncentrowania na celu. Nie muszę chyba dodawać, że tego mi wciąż brakuje. No ale rozwijam się i poszerzam wiedzę, przyjdzie lato, to może uda mi się lepiej spinać i łatwiej organizować spożywczo.

Z porannego zachwytu nową fryzurą nie pozostało nic. Rano było pięknie, świeżo, rudo, odważnie i atrakcyjnie. Teraz nie mam już pewności, że jest tak zajebiście. I oprawki okularów też jakieś takie normalne się zdają. Wlazłam pod prysznic, umyłam się i znowu jestem tylko zwykłą, domową M. w rozciągniętych gaciach do jogi, grubych zimowych skarpetach z Kubusiem Puchatkiem, w za dużym t-shircie. Z rana podniecałam się, że znowu trzy pary spodni i kilka bluzek do oddania, bo już jestem za szczupła, a teraz czuję się jak słoń i myślę z obawą o jutrzejszym pójściu do pracy po metamorfozie, bo już nie czuję się ładna i fajna. I co tu zrobić, jak żyć? Chce mi się spać i tak sobie myślę, że pójdę dzisiaj w kimę wcześniej, a do jutra moja zajebistość może się zregeneruje i będę się czuła na siłach, by opanować świat. Zapewne tak właśnie będzie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „zajebistości, wróć!

  1. purplehair pisze:

    No pochwalilabym fryzure, ale nie widze ;) zazdraszczam tej diety, solennie namawiam meza by nas umowil ze znajoma dietetyczka to oboje na tym skorzystamy ale sie opiera :/
    Spokojnych snow bez pobudek i odpoczynku zycze :)

  2. linka85 pisze:

    Ojej, to Ty też masz kłopoty ze snem? Pomimo swojego zdrowego, sportowego trybu życia? Mam nadzieję, że szybko Ci to minie, bo ja dobrze wiem, jak to jest funkcjonować na co dzień po 3 przerywanych godzinach snu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s