w zdrowym ciele zdrowe ciele

Życie płynie sobie całkiem przyjemnie i harmonijnie. Jest czas pracy i czas odpoczynku. Czas obcowania z ludźmi i czas samotności [tej pożądanej i przyjemnej]. Czas aktywności i leniuchowania, czas pilnowania diety i łamania diety. Jest mi dobrze i szczęśliwie wciąż.

Na wadzę chudnę niewiele, prawie wcale, ale za to ubrania i otoczenie mówią mi, że moje ciało rzeźbi się ku smukłości. Spodnie, które skracałam i zwężałam u krawcowej jakiś czas temu nie nadają się już do noszenia bez paska, albowiem z tyłka zjeżdżają. A jedyne spodnie dobre są w takim rozmiarze, że uwierzyć nie mogę, bo chyba nigdy tak małego nie nosiłam. Co lepsze biustonosze po kolei odkładam do reklamówki, by oddać mamie, a co gorsze ładuję prosto w śmietnik, bo dziwnym trafem prawie wszystkie są już znacząco za duże.

Kierownik podziwia zmiany, jakie dokonują się w moim wyglądzie, podziwia mnie i co jakiś czas komentuje, że robię się coraz mniejsza i niknę w oczach. Szkoda, że nie widzi mułów, jakie mi rosną na ramionach i nie czuje mięśni ud twardych jak skała ;) A poważnie, to dźwigam coraz cięższe ciężary, a ciary podniecenia przebiegają mi po plecach, kiedy widzę, jak spod warstwy tłuszczu na moich wyjątkowo tłuściutkich ramionach zaczynają przebijać mięśnie. Jak nietoperzowe skrzydła zmniejszają się, bo wypełniają tricepsem. Jak na udach wychodzą na powierzchnię mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. A brzuch pod warstwą skóry i tłuszczu jest twardy i słodko napina się przy każdym ruchu. Tak, podniecam się własnym ciałem, bo czuję, jak bardzo jest zdrowe i silne. I gdyby ktoś nazwał mnie teraz grubaską [a mógłby to zrobić], mogłabym spokojnie powiedzieć, że ta grubaska jest zdrowsza i sprawniejsza niż niejeden szczuplak.

Moja dieta jest raczej w kierunku zdrowej, choć cheatmeale zdarzają mi się dość często i być może przez ich istnienie tak powoli spada waga sama w sobie. Ale teraz, po takim sukcesie wiem, że żeby dojść tam, dokąd zmierzam, trzeba długiego czasu i cierpliwości, a łasuch nie wytrzyma długo bez swoich pyszności. Więc na pyszności sobie pozwalam od czasu do czasu. Czasem ten czas jest krótszy, czasem dłuższy. Czasem przekroczę zapotrzebowanie kaloryczne o 300, a czasem o 1000 kcal. I żyję. Ciało smukleje, mięśnie rosną, siła rośnie. Cieszę się życiem i nie mam poczucia, że odmawiam sobie tego, co najlepsze. Zachowuję zdrową równowagę. I jestem przekonana, że ta równowaga wynika ze zrównoważonej psychiki. A ta z kolei pozostaje zdrowsza dzięki regularnie dostarczanym z ruchu endorfinom. Wlazłam w krąg samonapędzającej się szczęśliwości i obym z niego nie wyszła.

Dzięki rozbuchanej zmianami zewnętrznymi pewności siebie, dużo lepiej radzę sobie w pracy. Nie tylko jeśli chodzi o wyniki, ale też relacje międzyludzkie. Nauczyłam się, jak postępować z osobami, które nie są mi przychylne i jak radzić sobie z ich negatywnymi emocjami. W większości przypadków udaje mi się mieć na wszystko wywalone, dzięki czemu żyje mi się lżej i lepiej śpi. Do pracy chodzę odbębnić swoje, a nie przejmować się tym, co robię źle. Przestałam się bać jutra, a raczej staram się cieszyć tym, co jest dziś. I niech to trwa.

Moja rudzizna trochę zbladła, ale już teraz wiem, że rudości to moje kolory, wyglądam w nich świetnie, bo mam jasną cerę i jakby zielone oczy, a do tego w lecie wyłażą mi piegi, więc kompozycja niemalże idealna. Mam już pomysły na dalsze zmiany na mojej głowie w kierunku coraz krótszych włosów, które są tak kosmicznie wygodne… I rozmyślam poważnie nad tym, czy ja mam w ogóle jakiś styl. Ubierania. Wiem na pewno, że nie lubię się i nie polubię z sukienkami i spódnicami, bo są dla mnie niewygodne i zbyt dziewczęce, bym mogła czuć się dobrze. A co dalej, to pojęcia nie mam. Ale myślę, że kwestia się wyklaruje, bo w związku z ciągłymi zmianami rozmiaru ciała, moja szafa pozostaje strefą płynną i niestałą.

Mój mąż z każdym dniem staję się coraz seksowniejszy. Ma dużo więcej zacięcia i zapału do tego całego fit życia niż ja, bardzo dużo czyta na ten temat, ma silniejszą wolę i jak coś sobie postanowi, to się tego trzyma. W związku z czym osiąga niesamowite wyniki. Jego sprawność jest niebywała, a rzeźba ciała… mrrr…. Jestem pełna podziwu, jak wiele udało mu się w tym polu osiągnąć, a widzę, że ma ochotę na dużo, dużo więcej. Kiedy schodzimy razem po schodach, stare sąsiadki, które wcześniej były obojętne, uśmiechają się do niego tak szeroko, że od razu widać, że serduszka biją mocniej. Zaczepiają go, chichoczą. Jezu. Co się dzieje. Jeszcze mi przyjdzie zazdrość poczuć i co wtedy? :D W ogóle śmiejemy się, że jesteśmy piękni i młodzi po trzydziestce dopiero.

A mnie znowu zaczepiła kasjerka, w Biedrze tym razem, ja jej nie kojarzę zupełnie, a ona do mnie mówi, że niesamowicie się zmieniłam na plus. Że się taka malutka na twarzy zrobiłam i na ciele. Że ładnie wyglądam. Wiem, że to miał być komplement, ale mimo wszystko dziwnie się poczułam ;) Wolałabym usłyszeć po prostu, że świetnie wyglądam. Bez wspominania o tym, że to dlatego, że schudłam. Ale ja to ja. Ja zresztą też często komplementuję obcych ludzi. I bardzo lubię to robić. Najczęściej kobiety, bo mężczyzn to się trochę obawiam, że sobie pomyślą, że flirtuję czy próbuję poderwać, a ja od tego baaaardzo daleka. Ale lubię, kiedy kobiety uśmiechają się, kiedy im powiem, że mają piękne rzęsy albo perfumy. Mam ostatnio dużo refleksji o tym, że moja praca nie czyni świata lepszym, że jest niewdzięczna, ale wierzę, że takie drobne gesty mogą chociaż poprawić komuś humor, a mi na pewno, jeśli tylko ktoś się do mnie uśmiechnie. Łatwiej mi wtedy iść przez dzień.

Z życia towarzyskiego to byliśmy z Sis i jej nowym partnerem na koncercie The Cranberries, gdzie może nie bawiłam się wybitnie, ale zawsze to ciekawy sposób na spędzenie wieczoru. Coś innego. Trochę grillowaliśmy z rodzicami. A poza tym to bawię się w oszczędną kuchnię i zużywam zapasy wszystkiego co było w zamrażarce i szafce kuchennej i całkiem nieźle mi to idzie. A dzięki świeżej zieleninie z działki u mamy jest też kolorowo, smacznie i zdrowo. Dzisiaj postawię kolejny krok w fit-życiu i zrobię koktajl z JARMUŻEM. Dokąd to wszystko zmierza… Ale od razu mówię, weganką i wegetarianką na pewno nie będę ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „w zdrowym ciele zdrowe ciele

  1. zamyslony pisze:

    Zmienia się na plus:) Brawo

  2. purplehair pisze:

    A ten jarmuz to tak na surowo czy jak to sie obsluguje? Kupilam raz i nie wiedzialam co z tym dalej…

  3. innam pisze:

    Na surowo chyba tylko, ale pewności nie mam. Ja jadłam na surowo.

  4. Helen pisze:

    Takie drobne gesty są po prostu nieocenione. Potrafią zdziałać cuda, kiedy ktoś ma fatalny dzień, coś go boli, albo pokłócił się z małżonkiem. Super, że to robisz. I właśnie takie konkrety są lepsze, niż ogólne:ładnie pani wygląda. Bo w każdym człowieku da się znaleźć coś „ładnego”, choćby uśmiech. Albo broszka:))
    Gratuluję postępów.

  5. linka85 pisze:

    Super – może rzeczywiście tak regularne i intensywne uprawianie sportu pomaga sobie radzić ze stresem, ale wydaje mi się, że to nie dla mnie. Nie mam w sobie tyle samozaparcia i determinacji, a poza tym jakoś szkoda mi czasu na regularne treningi :P. Ale widzę, że Ty niewątpliwie dzięki temu nabrałaś apetytu na życie :). M., ja Cię nie pojmuję, może Ty masz już anoreksję, że widzisz siebie grubszą niż jesteś w rzeczywistości :P? Jak ktoś mógłby Cię określić mianem grubaski, skoro tyle kilogramów zgubiłaś po drodze?? Przecież to jest niemożliwe! Teraz musi z Ciebie być naprawdę szczupła istota :P.
    Jarmuż jest pyszny, ale nigdy nie jadłam go na surowo :P. Ja uwielbiam go z patelni z wyciśniętym czosnkiem i przyprawami :). Spróbuj tak kiedyś – obciąć te twarde łodyżki, posiekać liście i wrzucić na rozgrzaną patelnię z wyciśniętym czosnkiem, a później przyprawić solą i pieprzem do smaku :). Pycha :).

  6. tysiowaa pisze:

    Aż bym chciała zobaczyć Twoją metamorfozę na zdjęciach.
    Cieszę się razem z Tobą i takich wpisów chcę czytać jak najwięcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s