i wczesna jesień

Pigułki, które od paru tygodni łykam sprawiają, że codziennie budzę się z bólem głowy. Zanim uda mi się wstać z łóżka i wytrzeźwieć, mija sporo czasu. Poranne treningi stały się bardzo przykrą koniecznością, ponieważ pierwsze kilka serii kończy się dla mnie mdłościami, potwornym rozsadzaniem czaszki i ogromną słabością. Jest mi naprawdę bardzo ciężko motywować się do ruchu przez te dolegliwości, ale staram się nie poddawać. Nie biegam, ponieważ od czasu zatrzymania mojego schudnięcia próbuję reverse diet, co oznacza zwiększenie kalorii i ograniczenie cardio w celu pobudzenia uśpionego roczną redukcją metabolizmu i wyłączenia dla organizmu opcji oszczędzania zapasów. O dziwo nie tyję. Nie chudnę, ale też nie tyję, pomimo podbicia kaloryczności o tysiąc na dobę. Czasem po pracy myślę, że z przyjemnością kolejnego ranka pójdę na bieganie, ale potem z rana budzę się, głowa pęka, a ja marzę tylko o tym, żeby przestała boleć. Senność po pierwszym tygodniu ustąpiła, więc ciało zaczyna przywykać do przyjmowanej substancji. Ale nadal czuję się źle. Po tych miesiącach wspaniałego samopoczucia to co teraz odczuwam jest jak cios obuchem w potylicę. Trudno mi się z tym pogodzić, ale nie mam wyjścia, coś za coś i tyle.

Pisałam kiedyś o szowinizmie i seksizmie u mnie w pracy. Wszedł ostatnio na zupełnie nowy poziom. Dzięki zmianie systemu wynagrodzenia na moim stanowisku [w moim oddziale obsadzonym wyłącznie kobietami] kobiety mają szansę zarabiać tyle, co mężczyźni. I nam się [kobietom] udało w tym miesiącu dostać bardzo, bardzo przyzwoite wypłaty za osiągane wyniki. Takie same, jak mężczyznom, ba, wyższe niż niektórym kolegom. Nie mogłam uwierzyć, w jakiej pogardzie mogą być kobiety, które do tej pory zarabiały ochłapy w porównaniu z mężczyznami. Okazuje się, że to nie do przeżycia dla kolegów, że możemy zarabiać tyle co oni albo lepiej. Nie do przeżycia, że dla nas pieniądze mogą być tak samo ważne, jak dla nich. Ba, okazuje się, że nasze 50 zł ma dużo mniejszą wagę niż ich 50 zł. I taka walka się rozpętała, wojna płci, bo ja jestem bardzo zadowolona, że nareszcie moja ciężka praca zostaje należycie opłacona, czuję się wreszcie doceniona i aż się chce wkładać więcej wysiłku w codzienne obowiązki, bo wiesz, że na koncie pojawi się satysfakcjonująca kwota. Wojna płci i stanowisk bardzo mnie męczy, ale z drugiej strony nie mam zamiaru zgadzać się na to, żebym była traktowana gorzej z jakiegokolwiek względu. Oglądam więc codziennie to samo przedstawienie i uwierzyć nie mogę, w jakim kraju żyję. Szowinizm i brak równouprawnienia to nie jest bajka, to nie wymysł „feministek” [tych mitycznych telewizyjnych „feministek”, bo ja feministką taką prawdziwą jestem w stu procentach], to realia i rzeczywistość większości kobiet, tylko czasem po prostu kobiety żyją w tym syfie całe życie i przestają widzieć w tym coś nienaturalnego.

Nachodzi mnie wiele wątpliwości związanych z podjętymi decyzjami. Wiele lęków. Im więcej rozmawiam z ludźmi, tym bardziej się boję. No i też to, że naprawdę nieźle teraz zarabiam sprawia, że boję się podjąć ostateczną decyzję właśnie teraz, bo co będzie, jak po powrocie ze zwolnienia lekarskiego nie będzie już dla mnie miejsca? A tu hipoteka i drugi kredyt do spłacenia. I kanapa nowa by się przydała i stół z krzesłami, którego jeszcze nie udało nam się dorobić. Martwi mnie to, bo perspektywa bezrobocia po powrocie mnie przeraża. Ubóstwo nie jest mi obce. Wszystko tak dobrze się układało, a tu może się nagle dobra passa boleśnie zakończyć. A zegar tyka, tyka coraz głośniej.

Dzisiaj mam wolne. Pierwszy dzień od nie wiem kiedy, który zamierzam spędzić siedząc na kanapie. Obok siedzi mąż, gra w ulubioną grę, a ja oglądam durności w internecie, piję kolejną kawę, a ból głowy powoli mija. Jest mi tak błogo w tym lenistwie i półleżącej pozycji. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak jest wykończony, dopóki rzeczywiście nie pozwoli sobie tego poczuć. Jak ja dzisiaj. Mam za sobą maraton w pracy, a przed sobą kolejny. Ale po tym najdłuższym maratonie, który zaczynam od jutra, będzie dla mnie parę dni wolnego, więc będzie trochę czasu na poukładanie myśli, domu i życia. Mam nadzieję. Będę potrzebowała tego spokojnego czasu również na rozmowę z mężem, bo potrzebuję jego rady i spojrzenia na to wszystko. A wiem, że on zawsze chce dla nas najlepiej. W środę mam kontrolę u lekarza. Jestem ciekawa, jak działają leki. Czy będzie pożądany efekt. I co to będzie dla mnie oznaczać.

A póki co, to chciałam podziękować za każde dobre, miłe słowo. Wasze miłe komentarze wywołują zawsze szeroki uśmiech na mojej pełnej twarzy. Sierpień jest bardzo jesienny tego roku, nie sądzicie? Nie mam nic przeciwko temu, kocham wczesną jesień. Ściskam.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „i wczesna jesień

  1. Helen pisze:

    Nawiązując do poprzedniego wpisu – chyba jest nieźle, skoro się odzywasz. :)))
    Szkoda, że kiedy człowiek wreszcie może poszybować, inni łapią go za nogi i ciągną w dól. Ale taki lajf i co zrobisz? Nie sądziłam, ze te szowinistyczne zapędy mogą przybierać taką postać.
    Ale najważniejsze, że obok ciebie wciąż na kanapie ta sama kochana osoba, która cię będzie wspierać, nawet gdybyś została bez pracy. Chwilowo.
    Ściskam mocno kciuki, żeby było lepiej ze zdrowiem. Reszta się jakoś ułoży:))

  2. tysiowaa pisze:

    Nieodparte mam wrażenie, że zaczęliście starania o powiększenie rodziny ;):P
    Są rzeczy ważne i ważniejsze. Pracować jeszcze będziesz wiele lat :) A pewne rzeczy nie zaczekają.

  3. przystanek59 pisze:

    Po pierwsze informacyjnie, wiesz, ze w powiadomieniach o nowych wpisach dla sybskrybentow przychodzi od razu caly Twoj wpis? :)
    Dla wiekszosci ludzi nie ma „dobrego momentu” na dziecko, bo zawsze sie cos moze pochrzanic, a o tym chyba piszesz. A jak sama wspomnialas zegar tyka, im pozniej tym gorzej. Kto nie ryzykuje, szampana nie pije ;)
    A co do zarobkow… Pracowalam w korpo przez kilka lat i tam takie roznice zarobkowe i szowinistyczne podejscie sa wlasnie bardzo widoczne. Wspolczuje, choc to nie etap zmian na juz, wszystko sie kula w swoim tempie, mozna jedynie napietnowac pewne postawy. :)

  4. linka85 pisze:

    Haha, ja podobnie jak J. mam wrażenie, że może nie tyle już zaczęliście starania o potomka, ale poważnie to rozważacie :). I w sumie dlaczego by nie. Pomyśl najpierw o sobie, a później o pracy. Z drugiej strony jeśli popracujesz jeszcze trochę i dorobisz się nawet wyższego stanowiska czy większych pieniędzy, to i tak jakie będziesz miała gwarancje, że po dłuższym zwolnieniu będziesz mogła wrócić do pracy na to samo stanowisko? Czy będą one większe niż teraz? Nie sądzę. Więc chyba nie należy się tym lękiem za bardzo sugerować. Jesteś dobra w tym, co robisz, i pracowita, więc zawsze znajdziesz pracę – jak nie w tym miejscu, to w innym.
    Najważniejsze, żeby ze zdrowiem wszystko było dobrze. Mam nadzieję, że Twój organizm przyzwyczai się do przyjmowanych przez Ciebie leków i pozwoli Ci normalnie funkcjonować na co dzień i nie rezygnować z uprawiania sportu, który daje Ci taką radość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s