dopóki jest o co

Po kontroli jest mi trochę mniej pozytywnie. Wiele wskazuje na to, że czeka mnie daleka droga do wyzdrowienia. A z fatalnym samopoczuciem muszę nauczyć się żyć, bo leki muszę brać nadal. Muszę też zrobić kolejne badania, żeby sprawdzić, czy do mojego aktualnego zestawu nie dodamy czegoś jeszcze. Już się kurna boję. Na pobranie krwi wybiorę się chyba dopiero na urlopie, do którego już ostatnia prosta, czyli kilka ciężkich dni w pracy.

Czuję się czasem bardzo samotna w tym wszystkim. Wiem, że nie powinnam niczego od nikogo oczekiwać, tylko dzielnie znosić to, co znosić trzeba, ale czasem chciałabym, żeby ktoś się nade mną pochylił, pogłaskał, powiedział, jaka jestem biedna i cierpiąca. Hehe. Ciężko mi w tym, że nikt nic nie wie, że nie mogę dać sobie nawet żadnej taryfy ulgowej, bo jak niby. Każdy dzień to walka, żeby otworzyć oczy, wstać z łóżka mimo huczącego w uszach, rozsadzającego głowę bólu. Żeby ogarnąć się, wybrać do pracy, a w pracy być miłą, uśmiechniętą i skupioną na celu, mimo tego samego bólu, który nie chce osłabnąć. Nie biorę leków przeciwbólowych, bo musiałabym jeść ich po kilka dziennie, codziennie, a tego nie zafunduję z kolei swojej wątrobie i żołądkowi.

Ciężko mi, bo oddalamy się od siebie, bo ja cierpię, a on tego nie rozumie. Nie rozumie, bo i ja niewiele o tym mówię. Ale mam wrażenie, że kiedy powiem, zostaję bardzo źle odebrana i odechciewa mi się rozmawiać. Ciężko mi, bo nie mogę realizować swoich planów związanych z aktywnościami fizycznymi, bo czasem boli tak, ze prawie wymiotuję. I słabość łapie. Płakałam też trochę, bo czasem gdzieś rozmijamy się w naszych rozmowach i wydaje się, że każde mówi o czym innym, a potem wychodzi z tego nieporozumienie. Płakałam, bo czuję się czasem bezsilna, tak po ludzku. Oczywiście nieporozumienia w naszym związku zawsze szybko się kończyły, tak też było i tym razem, ale to nie oznacza, że jest chociaż trochę łatwiej.

Na pocieszenie mogę napisać sobie, że dzięki reverse diet rosnę chociaż w siłę. Dzisiaj był pierwszy dzień od jakichś dwóch tygodni, kiedy rano nie rozsadzało mi mózgu, więc zrobiłam pełny trening i przysiady z 50 kg i wyciskanie żołnierskie 27,5 kg. Rekordy życiowe.

Taka trochę smutna notka, ale walka trwa. Dopóki jest o co walczyć.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „dopóki jest o co

  1. tysiowaa pisze:

    Może Magda pora powiedzieć innym Ci bliskim osobom (poza mężem). Nie musisz być we wszystkim sama, nikt nie jest z tytanu i od Ciebie tego nie oczekuje. Nie rozumie,bo sam tego nie odczuwa, ciężko sobie wyobrazić ból fizyczny. Pocieszające w tym wszystkim jest,że po takich dniach nastaną lepsze. I jedno jest pewne,że co Cię nie zabije, uczyni Cie silniejszym. Walcz dla siebie i o siebie. Jestem z Tobą :*

  2. flamenco88 pisze:

    Dużo, dużo zdrowia życzę. Wiem co czujesz z tym brakiem bliskości, bo mój partner też nie jest za bardzo wylewny, ale można się przyzwyczaić, a czasem po prostu mówię otwarcie,czego oczekuje i wtedy to dostaje.

  3. linka85 pisze:

    Kochana, oszczędź Wam trochę tych nieporozumień i zacznij dzielić się z mężem informacjami o swoim samopoczuciu. Faceci nie są w stanie domyślić się wielu rzeczy tak, jak wrażliwa i uważna kobieta. Dlaczego miałby to źle odebrać? Przecież to najbliższa Ci osoba i powinna Cię wspierać. Wystarczy chyba, że zaznaczysz, że nie mówisz tego, bo oczekujesz współczucia, ale odrobiny zrozumienia… Przykro mi, że tak cierpisz na co dzień. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni… Że leki zaczną przynosić więcej dobrego niż złego… A tak w ogóle, jesteś przekonana, że bez agresywnych środków nie da się zawalczyć bardziej naturalnymi sposobami? Trzymam kciuki za Ciebie i Twoje zdrowie. Podziwiam za siłę i samozaparcie. Niech nigdy nie zabraknie Ci poczucia, że jest o co i dla kogo walczyć :*.

  4. bajan pisze:

    Czytam choć nie zawsze komentuję. Pamiętam notkę z okolic Twoich 30 urodzin i byłam wtedy naprawdę szczęśliwa, że Ty to ta sama osoba co ponad 10 lat temu. Całkiem inna ale ta sama, InnaM : )
    Kochana, jest Wam na pewno razem wspaniale, nie idź w jakieś niedopowiedzenia, żale czy nie wypowiedziane oczekiwania. Ty chciałabyś wiedzieć, prawda? Nie musisz wcale być silna za dwoje. Sobie też mogłabyś trochę odpuścić.

  5. Helen pisze:

    Zdecydowanie musisz wypowiedzieć walkę bólowi. Skąd wiesz, że rozwalisz żołądek, może nie będzie tak źle? Ból pozbawia człowieka ochoty do życia, trzeba z nim walczyć za wszelką cenę. Bo wtedy cały organizm nabiera siły, żeby walczyć z chorobą.
    Któryś z mądrych księży, chyba Tischner przed śmiercią powiedział: Mówią, że cierpienie uszlachetnia. NIE uszlachetnia!
    Zawalcz o to, żeby lekarze ustawili ci lek przeciwbólowy, który najmniej ci zaszkodzi. A z mężem rozmawiaj, nie oszczędzaj go. Musi być przy tobie. Trzymam kciuki:)

  6. przystanek59 pisze:

    Zawsze jest o co walczyc. I Stara, nie rob z siebie meczennicy cierpiacej w milczeniu, to sie sprawdza w powieaciach. W zyciu po to mamy bliskich, zeby sie z nimi dzielic tym co w nas jest, a tym samym jacy jestesmy.
    Odwagi :)

  7. anika pisze:

    Tak czytam tą notkę i jedno co mi przychodzi na myśl – „Kurczę, rozumiem ją. Wiem czemu nie mówi, co czuje. Wiem, czemu nie opowiada bliskim o swojej chorobie. I wiem, że da radę, bo ma miłość u swojego boku.” Trzymaj się mocno dziewczyno!

  8. cicicada pisze:

    Głowa do góry. Będzie dobrze, no bo przecież musi być. Jesteśmy z Tobą!

  9. R pisze:

    Moje 12 tygodni terapii są chyba niczym względem tego, co teraz przechodzisz… Jednak zgaszam się z przedmówcami, że zostawanie z problemem samemu mimo tłumu ludzi wokół prowadzi tylko do pogłębienia problemu. Jesteś silna – widać to z Twoich wpisów, warto mimo wszystko powoli wprowadzać „niedźwiadka” w to wszystko, by i On mógł nauczyć się żyć z tą sytuacją. Żeby sam mógł Cię wspierać :) Trzymam za Ciebie kciuki z całego serca!
    Rafał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s