pięćset plus, mama minus

Nie chce mi się pisać ostatnio, chociaż teoretycznie jest o czym. Na przykład o czarnym proteście. Temat aborcji uważam za temat zastępczy, mający zamydlić nam oczy, co byśmy nie dostrzegli innych ważnych spraw, którymi zajmuje się rząd, ale mimo wszystko mocno na emocjach mi gra ta cała akcja z zaostrzaniem prawa antyaborcyjnego. Odkryłam, że mogę bać się zajścia w ciążę na zupełnie innych płaszczyznach niż do tej pory. Snucie różnych scenariuszy, że gdyby „weszło” to musiałabym wziąć kredyt na parę tysięcy i wyjechać rodzić za granicę, żeby mieć pewność, że jeśli coś pójdzie nie tak, to nie będzie żadnych wątpliwości, o czyje życie będą walczyć lekarze i że nie pójdę do więzienia za to, że cenię sobie życie własne ponad nienarodzone. Ja to bym chciała tylko jednego. Żeby nikt nie przymuszał nikogo do przyjmowania własnej moralności i nie odbierał wolności decydowania o własnym zdrowiu i życiu. Nikogo do niczego nie namawiam, nikomu nie odbieram prawa do wyznawania takich a nie innych wartości, ale JA chcę mieć wybór. I życzyłabym sobie, żeby każda kobieta go miała. Bo nie jesteśmy jakimiś bezmózgami bez serc, żeby ktokolwiek miał decydować za nas. A prawo nie powinno regulować tego, co zrobię ze swoim ciałem, które jest MOJE. Należy do mnie i tylko do mnie. Denerwuje mnie też mówienie, że przecież niechciane dziecko z gwałtu można urodzić i oddać. Tak jakby dziewięć miesięcy ciąży i poród to był pikuś, wyciskanie pryszcza. Czy zgwałcona kobieta naprawdę musi zostać zmuszona do takiej katorgi? Musi chcieć to przeżywać? Przecież to trauma. Ja nie jestem pewna, czy jestem w stanie znieść poród w przypadku ciąży powstałej z miłości w moim [mało świętym, bo urzędowym] związku małżeńskim, a co mówić o ciąży w wyniku przemocy… Przykro mi, że tak mało w niektórych ludziach empatii. I że kobieta traktowana jest jak przedmiot, że wszystko ważniejsze jest od jej życia, zdrowia i potrzeb. Naczytałam się trochę o tym, jak traktowane są kobiety w szpitalach, gdzie rodzą dzieci, u lekarzy, gdzie przychodzą po pomoc i jest mi tak bardzo, bardzo smutno. I strasznie w sercu, bo być może przede mną takie przejścia. Bo świat nie zmieni się z dnia na dzień. Bo kobieta jeszcze długo będzie tylko kobietą. Mogłabym napisać jeszcze wiele, ale myślę, że nie ma po co. Ustawa raczej nie wejdzie w życie, szczególnie po pięknej poniedziałkowej mobilizacji kobiet w całej Polsce. Ale mój lęk przed ciążą wzrósł, nie wiem czy kiedyś zmaleje.

Jesień w pełni. Od kilku dni ciągle pada, więc odświeżam dawno zarzucone hobby. Spędzanie czasu w domu jest miłe, ciepłe i przyjemne. Szczególnie we dwoje. Trochę za dużo jem, a za mało ćwiczę, w lustrze widzę okrąglejszą twarz i pełniejszy brzuch, sama nie wiem, czy to moja wyobraźnia czy rzeczywistość, bo na wadze nic się nie zmienia. Może być też, że leki które biorę robią mnie puchatą od wody, ciężko mi się też wstaje rano z łóżka. Ale co zrobić, żyć trzeba. W miarę pozytywnie w dodatku, bo postawiłam sobie za cel nie robienie dramatu z mojej pracy i chodzenie do niej na większym luzie. Nie jest to łatwe, ale po urlopie wychodzi. Gorzej, kiedy zaczyna się regularny, ciężki zapierdziel, wtedy trochę trudno o wyluzowanie. No ale spróbujemy.

Ponieważ na co dzień przebywam w dość dużej grupie ludzi, obserwuję, że tacy znajomi-znajomi dzielą się ze sobą bardzo prywatnymi sprawami. Rodzinnymi, uczuciowymi. Ja chyba jestem jakimś mutantem emocjonalnym, bo nie wyobrażam sobie rozmawiać o tak prywatnych sprawach z kolegami z pracy czy znajomymi. Takie tematy są dla mnie zarezerwowane dla totalnie najbliższych, więc szokuje mnie taka otwartość. Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że przez moje zamknięcie na ludzi mocno się izoluję. Rozmyślając nad tym, z kim mogłabym porozmawiać o swoich problemach, zauważyłam, że tak właściwie nie mam z kim. Nie mam już nikogo naprawdę bliskiego, wszyscy kiedyś bliscy utracili moje zaufanie w ten czy inni sposób, inni nigdy na nie nie zasłużyli. Przyjaciele z dawnych lat już nimi nie są, a skoro nie są, to nie mówię im zbyt wiele. Popaliłam sporo mostów, bo wiele z nich prowadziło do toksycznych relacji, ale wiele też po prostu łączyło mnie z nieprzyjemną przeszłością. W efekcie jestem na świecie ja z moją komórką społeczną [mąż], najbliższa rodzina i tyle. Krąg zaufanych zamknięty. I to chyba nie jest zbyt dobrze, jak sobie o tym teraz głębiej pomyślę.

Za miesiąc kończy mi się umowa o pracę, rozmawiałam już z szefem, podobno nie mam się o co martwić i dostanę nową umowę na pewno. Zapytałam o podwyżkę. Podobno zrobi co może. Więc już wiem, że podwyżki nie będzie ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „pięćset plus, mama minus

  1. Tysiowaa pisze:

    Co do pierwszej części wpisu mam takie samo zdanie. W sumie ja to się ciąży ani porodu nie boje, wszystko się przeżyje :D bardziej obawy wywołuje u mnie sam fakt po, zmiany życia i ogromnej odpowiedzialności. Ja swojego bratanka dopiero na ręce wzięłam koło 4 miesiąca życia, wcześniej bałam się,że coś mu zrobię. Takie maleństwo.

    Uważam,że dobrze mieć nawet kilkoro dobrych znajomych z którymi można pogadać o wszystkim. Nie muszą być tłumy, bo sama nie mam, ale ktoś z poza. Aaa koleżanki ze studiów??

  2. linka85 pisze:

    Moje odczucia co do tej ustawy antyaborcyjnej i tym większej obawy przed porodem są identyczne. Zawsze czułam lęk na samą myśl o porodzie, a teraz patrząc na to, co się dzieje, czytając historie matek o traumatycznych doświadczeniach w szpitalu, nie wiem, czy kiedykolwiek znajdę w sobie odwagę na to, żeby wydać na świat dziecko. Boję się nieludzkiego traktowania, bólu i złej atmosfery w tym tak ważnym i przerażającym momencie. A na domiar złego – skazania na śmierć, bo inaczej nie da się tego nazwać, w przypadku jakichkolwiek komplikacji…
    Niestety mój krąg zaufanych osób jest równie ograniczony. Dopiero ostatnio cokolwiek drgnęło w tym układzie, ale nieznacznie. Kiedy potrzebuję powiernika, zawsze wybieram męża i tyle.
    Trzymam kciuki za Twoją podwyżkę, może akurat się uda :).

  3. dee4di pisze:

    Całym sercem zgadzam się z tym, co napisałaś o kobietach. Pięknie napisałaś. A mówienie o prywatnych sprawach? Czasami jest łatwiej podzielić się z obcą osobą niż ze znajomymi.

  4. Paulina pisze:

    a ja mam wrażenie, że po prostu te „złe” historie ze szpitali lepiej się „sprzedają”, lepiej czytają i w ogóle są bardziej interesujące… dlatego nikt o tym, że coś dobrego go w szpitalu spotkało, nie pisze…

    A ja miałam cudowny poród, w cudownym szpitalu, wspaniałe położne i panią doktor, która trzymała mnie za rękę w najtrudniejszych momentach… był przy mnie kochający mąż, urodziłam najpiękniejsze dziecko na świecie… naprawdę to było piękne przeżycie! i bardzo chciałabym to powtórzyć, nie raz nawet… nie jest mi to jednak dane, bo moje dwie ostatnie ciąże skończyły się poronieniami…

    bo taki ten świat przewrotny jest, że kiedy ktoś bardzo dziecka pragnie to właśnie tej osobie ono dane nie jest…

  5. purplehair pisze:

    Taa zgadzam się, że mydlą nam oczy. Prawo dot. „ochrony życia poczętego” znam doskonale że studiów i chyba większość kobiet wie, ze papier jedno a rzeczywistość i klauzula sumienia drugie. Bardzo trudno u nas usunąć ciążę z jakichkolwiek przyczyn vi kobiety są pozostawione same z tym problemem.
    A z przyjemnych rzeczy to powiem Ci coś milego: obawiasz się powiększenia rodziny zupełnie niepotrzebnie, masz dach nad głową i masz co jeść. Jesteś zdyscyplinowana i konsekwentna. Byłabys dobra mamą. Dla mnie poród nie był tak bolesny, jak myślałam, było całkiem łatwo a bałam się że umrę czy coś. Zyskalabys kolejna osobę do kochania i do zwierzeń, zakochalabys sie na nowo i zapomniała o rzeczach mało znaczących. Wiadomo, że wyzywam jak wyrwie mi garść włosów bo stlucze drogi wazon ale jak rano mnie budzi zaslinionym calusem, to zapominam o tym wazonie i a reszte stawiam wyżej. ;) W głowie się mocno zmienia. Mozna nawet polubić porę roku której się nie znosilo, jeśli spacer jest wspólny.

  6. Helen pisze:

    Strzał w dziesiątkę z tym mydleniem oczu. Faktycznie wygląda to na temat zastępczy, żeby ludzie zapomnieli o Trybunale itd. To że ustąpili już na drugi dzień uważam za polityczny błąd, który dyskwalifikuje PiS jako polityków. Jeśli już chcieli coś osiągnąć, to ustąpienie zaraz po tym, jak im kobiety pogroziły parasolkami, było głupotą. Ale przecież oni są głupi. Lepiej dla nas, ale też strach, że ta głupota może wywołać groźniejsze następstwa.
    A ty się trzymaj, bo masz kogo się trzymać:)) Wiele osób tego nie ma, zawsze to jakaś pociecha:))

  7. Bardziej pisze:

    Cholera, to jednak się wybiję. Bo uważam, że dziecko ma prawo do życia. A w proteście brakowało mi chociażby propozycji zaostrzenia kar za gwałt, szowinistyczne komentarze itp. Bo jeśli straszymy ludzi gwałtem, to warto robić coś, żeby do takie sytuacje były piętnowane i karane społecznie. Natomiast jeśli chodzi o ryzyko urodzenia dziecka niepełnosprawnego – bywa różnie, nie każda ciąża to szczęśliwa historia, ale załóżmy, że dziecko niedotlenia się przy porodzie. Czymże ono jest „gorsze”, że będzie żyło? Albo lepsze?
    Ale – dużo się zmienia, kiedy zobaczysz i usłyszysz to serduszko malutkie. 9 msc to wcale nie jest długo, wbrew pozorom. Nawet jeśli chodzi o przeczekanie ciąży, celem oddania dziecka. I mocno wierzę w to, że w pewnym momencie życia po dokonaniu aborcji czy to zgwałcona kobieta czy niedoszła matka dziecka niepełnosprawnego będzie się zastanawiać, czy aby to była dobra decyzja.
    Acha, nie jest to dla mnie rzecz związana z religią, zabójstwo to zabójstwo, społeczeństwo nie może jednocześnie być przeciwko karze śmierci i godzić się na zabijanie dzieci. Dla mnie to hipokryzja.
    W każdym razie – póki nie miałam dziecka, myślałam podobnie. Ale teraz uważam, że po zapłodnieniu to nie jest do końca moje ciało, tam już ktoś mieszka, ktoś, kto żyje. Nie umiem tego do końca napisać, ale może załapiesz istotę.
    Co do braku rozmów – na pewnym etapie życia chyba tak już po prostu jest.
    Linka, za dużo teoretyzowania. Ciąża wydaje się wielkim słoniem, poród też, wychowanie dziecka, ogromne przedsięwzięcie, ale to się dzieje z dnia na dzień, codziennie po trochu. I już nie przeraża.
    Tysiowaa, mojego brata, który urodził się jak miałam 17 lat, wzięłam na ręce jak zaczął sam siadać. Ze swoim dzieckiem tak nie możesz, zwłaszcza jeśli zrobiło pierwszą ogromną kupę :). Po prostu to robisz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s