bez tytułu

A jednak podwyżka będzie. Kierownik zawołał mnie do siebie, powiedział, że od kolejnej umowy zmienia mi się stawka i że gratuluje. Tego samego dnia po uzyskaniu przeze mnie dobrego wyniku, powiedział, że rzeczywiście na nią zasłużyłam. Pfff… Zasłużyłam sobie na nią już dawno. Miałam najlepszy wynik w regionie, za co szefu dostał nagrodę. On. Nie ja. No ale luz. Przynajmniej wiem, że z pracy mnie nie zwolnią.

Miałam teraz kilka dni wolnego, ale odpoczynku nie zaznałam, gdyż małżonek mój uparł się na remont w dużym pokoju. Kucie ściany, równanie, gładzenie, malowanie. Jeżu, jaki syf. Trwało to wszystko tydzień, a dzisiaj skończyłam sprzątać. I to wiecie, tak na maksa, bo ja gardzę pyłem poremontowym i musiałam pierdyknąć generalkę z myciem okien i innych takich zakamarków, sprzątaniem w szafach oraz trzepaniem i praniem dywanów, bo inaczej bym po remoncie nie mogła oddychać pełną piersią. Tak więc teraz pozostało mi już tylko robienie prania i leczenie ran, bo ręce mam poranione, a ciało obsypane wypryskami od uczulenia na te wszystkie gładzie i inne chemikalia. No ale pokój wygląda zacnie. We wtorek przyjedzie nowa kanapa a w środę idziemy podjąć próbę zakupu nowych mebli. Zobaczymy, co nam z tego wyjdzie.

Tak sobie siedzę wykończona, popijam pokrzywę jak emerytka i uświadamiam sobie, że dzisiaj ludzie idą na przebierane imprezy, a jutro powinno się jechać na groby. Ja zamiast na imprezie, siedzę w domu przed komputerem [i czuję się z tym wyśmienicie], a wypadu na groby nie planowałam, ale może coś jeszcze spontanicznie się zdarzy, kto wie.

Plan nie katowania się pracą udaje mi się zrealizować. Przestałam przejmować się aż tak bardzo, nastawiam się pozytywnie i nie nakręcam negatywnie. I jakoś leci. Samo z siebie. Są różne przykre sytuacje czasem, czasem też stresujące, ale staram się nie brać do siebie. Jest nieźle.

Listopad zapowiada się przyjemnie, bo grafik mam zrównoważony, co daje nadzieję na równowagę psychiczną i taką między życiem prywatnym i zawodowym. Może będę miała szansę nacieszyć się zmianami w mieszkaniu.

Pomiędzy typowymi dla jesieni refleksjami, naszła mnie też taka, iż moi rodzice dzień po dniu stają się starszymi, zagubionymi w nowoczesnej rzeczywistości ludźmi. Takimi, którzy potrzebują mojej pomocy, by nie dać się oszukać czy wykorzystać. Lekko mnie to przeraża i za serce ściska, taka ich powoli wzrastająca bezradność wobec świata i powolne odwracanie się ról. Ale bardzo wyraźnie daję rodzicom do zrozumienia, że przyjmuję ze spokojem te zmiany i mogą na mnie liczyć. A ja jeszcze wciąż liczę na ich pomoc w moim życiu, bo są takie dziedziny, w których ich mądrość jest dla mnie wciąż niezastąpiona.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „bez tytułu

  1. Kardiowersja pisze:

    gratuluję podwyżki;) i remontu…

  2. maszynagocha pisze:

    Szczęściara. U nas póki co, końca remontu nie widać. A ja też dzień po dniu staję się starsza, jak wszyscy, ale w moim wieku ma to już spore znaczenie. :-)

  3. tysiowaa pisze:

    Gratuluję podwyżki, to zawsze człowieka chociaż odrobinę motywuje tudzież pociesza.

  4. Helen pisze:

    Miło że ktoś docenia dobrą robotę. Cieszę się z tobą.:)
    A co do starych rodziców… Teściowa musi już mieć całodobową opiekunkę, a tata właśnie nam zaginął. Wyszedł w złą stronę z toalety i totalnie się pogubił. Na szczęście się odnalazł, ale przybyło mi od tego parę siwych włosów:(
    Ale co zrobić? Taka kolej rzeczy.

  5. linka85 pisze:

    Wzruszyły mnie te trzy ostatnie napisane przez Ciebie zdania. Tak właśnie jest, że w którymś momencie role się odwracają i to my musimy pomagać rodzicom. Strasznie mi żal takich osób, które na starość zostają same, bo dzieci się od nich odwracają, wyjeżdżają gdzieś daleko… Jacy by nie byli, rodzice są jedni. I zwykle starają się jak mogą dla dobra swoich dzieci. Może niektórzy nie potrafią tego do końca okazać, ale i tak należy im się szacunek i pomoc na starość.
    Super, że zostałaś doceniona w pracy – lepiej późno niż wcale :). Remont, straszna sprawa. Ale jak cieszy, kiedy jest już za nami :).

  6. arrow pisze:

    buziaczki ;-) ja też walczę z remontem :-( a tu okazuje się, że mam u Ciebie do nadrobienia parę latek :-D

  7. innam pisze:

    Gdzieś Ty był jak Cię nie było? :)

  8. arrow pisze:

    też się cieszę ;-) buziaki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s