brak pomysłu na tytuł

Wstrzymywałam się z pisaniem czegokolwiek do kontroli, ponieważ jestem nałogowym czarnowidzem i zawsze zakładam absolutnie najgorsze scenariusze. Ale kontrola się odbyła. Żelek ma już 1,5 cm, rozpoczyna swój ósmy tydzień życia, na USG wygląda jeszcze bardziej niewyraźnie, niż kiedy miał mniej niż pół cm, także zdjęcia nie wstawiam, bo szczerze mówiąc sama nie wiem, co tam widać. Bloba na czarnym tle przepastnej macicy. Serce puka żelkowi szybko i miarowo, czym mnie niepomiernie ucieszył. Lekarz założył mi kartę ciąży, jestem w dobrym zdrowiu, wyniki są dobre, ale ciśnienie jak u trupa 97/70. Teraz już wiem, dlaczego ciągle chce mi się spać. O wagę zapytał, może nie chciał ważyć, że niby temat drażliwy dla kobiet, ale dla mnie temat zupełnie neutralny, dopóki nie leci jak szalona w górę. Szalone lecenie w górę powstrzymałam karnetem na siłkę i codziennym kręceniem na orbitreku po godzince. Od kiedy ćwiczę, znowu czuję, że żyję, mam w sercu więcej radości i trochę mniej boję się jedzenia.

Czasem patrzę na swoje ciało w lustrze siłowni, jakie zmiany w nim zachodzą. Że niby w pierwszych tygodniach niewielkie. A dla mnie przeogromne, bo ja swoje ciało znam bardzo dobrze. Po pierwsze biust. Z – obwisłego, ale jednak – dziewiczego biustu zrobiły się totalne, ciężkie giganty, największy kaliber, niech mnie ktoś jeszcze postraszy, że urośnie większy w okresie laktacji, jak ja już teraz nie mogę bez stanika chwili wytrzymać, bo plecy mnie zaraz bolą. O dziewczęcych różowych malutkich suteczkach można też zapomnieć, bo zmutowały i przypominają już zupełnie takie, którymi karmi się niemowlęta… Poza tym moje ciało się wypełniło. Obwisła skóra jakby napełniła się, wypełniła, nie wiem jak to nazwać, ale nabrałam jakiejś takiej podskórnej tkanki, moje kształty wyglądają zupełnie inaczej. W pewnym sensie jędrniej, skoro obwisła skóra już nie wisi. Mąż mówi, że się zaokrągliłam w ładny sposób, miło owszem, ale mężom w tych kwestiach lepiej nie ufać. Nie wiem, czy to ładne. Na pewno inne niż było. Moja skóra twarzy stała się przetłuszczająca, ropne pryszcze na twarzy i nie tylko nieco wprawdzie złagodniały, ale i tak pojawiają się co jakiś czas. Gęba wydaje się okrąglejsza.

Co do zmian psychicznych, to na razie tylko odkryłam, że kompletnie nie identyfikuję się z innymi, spotykanymi na mojej drodze ciężarnymi. Przed ostatnią kontrolą zmuszona byłam przysłuchiwać się rozmowie kilku ciężarówek i po pierwsze, poczyniło to w mojej psychice wielkie spustoszenie, bo ja wcale nie chcę słuchać o porodach, komplikacjach i braku znieczulenia. Po drugie, mimo że dzielimy wspólny los, choć ja na początku swojej drogi jestem dopiero, to jakoś odstaję spojrzeniem na to wszystko. I po cichu mam nadzieję, że nie dostanę takiego odpału. Że mnie hormony nie poniosą w te szalone, macierzyńskie tereny, w których już nie ma mnie zupełnie. To pewnie dziwne, bo noszę ten fasolkowy zarodek w swoim łonie, ale daleko mi do rozanielonych ciężarnych, rozpływających się nad swym błogosławionym stanem, które cierpliwie znoszą cierpienie i nie straszne im piekło porodu, bo przecież cud życia. Ja jestem po przeciwnej stronie tej barykady, tego kija, czy czego tam. Bardzo, bardzo się boję. Przed postradaniem zmysłów chroni mnie tylko to, że wiem, że do porodu to jeszcze kupa czasu i że może uda mi się uzyskać od lekarza jakieś uspokajające informacje. Coś kojącego. Zaczęłam też rozważać poród w prywatnej klinice. Być może za granicą. Czas pokaże.

Co do innych zmian psychicznych, to niestety jestem wredna dla męża i czasem wypuszczam swoim otworem gębowym słowa, których wcale tak naprawdę nie myślę i nie chcę powiedzieć. Ale zaraz po chwili go za to przepraszam i przypominam o swoim stanie i żeby mi darował, bo plotę, co ślina na język przyniesie. Wybucham też czasem taką złością straszną, ale dosłownie na dwie sekundy. Co te hormony robią z człowiekiem. Nie zauważyłam natomiast żadnych stanów euforycznych, moje pierwsze miesiące określiłabym raczej jako depresyjne :) Częściej jestem smutna bez powodu niż cokolwiek innego. I tak o.

Zakończmy już może trudne tematy. Miałam bardzo udane święta. Wigilia była najlepszą wigilią chyba w całym moim życiu. Taka na luzie, z dobrym jedzeniem i wielką radością w rodzinie, bo jakoś wszyscy nie mogą się otrząsnąć z wiadomości o naszym nienarodzonym. Snucie planów i refleksja, że za rok o tej porze, jak wszystko pójdzie dobrze, będziemy tu razem z czteromiesięcznym potomkiem. Daliśmy z ojcem nawet koncert, mocno fałszowany, bo gitara się popsuła i nie dała nastroić, ale i tak było śmiesznie. Ojciec też porobił mi trochę ładnych zdjęć, na których zupełnie nie wyglądam jak ja, czyli ładnie. On potrafi złapać taki kąt, że człowiek zyskuje +50 do wyglądu. Jakoś jak sama sobie próbuję zrobić selfika, to wyglądam paskudnie i zdjęcie nie nadaje się nawet, żeby mężowi wysłać do pracy, że niby ma fajną żonę. Wieczór zleciał błyskawicznie. W pierwszy dzień świąt już aż tak super nie było, ale też przyzwoicie, najadłam się dobrości. A w drugi dzień świąt odwiedziła nas Sis, która nie mogła się nadziwić moim samodzielnie ugotowanym i upieczonym daniom. A ja nie mogłam się nadziwić, jak mało ją znałam tak naprawdę. Filtrowałam do tej pory tę relację przez nasz dziecięcy filtr znajomości od podstawówki, który najwyraźniej absolutnie stracił na aktualności. I chyba trochę się przeraziłam tym, kim jest Sis dzisiaj. Tego wieczoru nie rozmawiałyśmy o tym, co ja o tym wszystkim myślę. Ale jak już wróciła do siebie, napisała do mnie z prośbą o szczerość, więc tę szczerość dostała i to chyba była pierwsza, aż tak bezpośrednia szczerość z mojej strony od wielu lat w jej kierunku.

Sylwestra spędziłam sama, ale szczerze wyznam, że było mi dobrze. Rano posprzątałam dom, poszłam na siłkę [full ludzi, pewnie niektórzy postanowili rozpocząć noworoczne postanowienie jeszcze przed zakończeniem starego roku:D] i na zakupy różnych dobrości dla rozpieszczenia samej siebie. Apetyt sprzyjał mi od rana, więc tego dnia miałam dietę 10 000 kcal w produktach mało wartościowych, ale za to przepysznych. Całe popołudnie oglądałam seriale, odcinek za odcinkiem, drzemałam sobie, jak mnie zmogło, a nawet pozwoliłam sobie na kawę, bo stwierdziłam, że padnę o 18.00 spać, jak czegoś z tym nie zrobię. I ta jedna cienka kawka utrzymała mnie w przytomności do północy. Fajerwerki spłoszyły do szafy moje koty, mnie znudziły po chwili, więc wróciłam do serialu do czasu, aż skończą strzelać i poszłam spać. Tak właśnie przywitałam Nowy Rok. A dzisiaj boli mnie gardło. Możliwe, że lody w takich ilościach nie były najlepszym pomysłem ;) Apetyt dopisuje nadal i jestem już po dwóch bułkach i czekoladzie… Zatęskniłam za mdłościami…

2016 rok był dla mnie ekstremalnie łaskawy. Dobry w pracy, dobry w życiu osobistym. A pod koniec udało nam się stworzyć Nowe. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, 2017 może być jeszcze lepszy. Może być. Trzymam za to kciuki i mocno w to wierzę. Że wszystko, wszystko będzie dobrze. A dla Was, blogowi przyjaciele, samych wspaniałości. Ciepłe uściski od grubasa na Nowy Rok :)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „brak pomysłu na tytuł

  1. anoia pisze:

    Trzymam kciuki i dobrze, że Ci apetyt dopisuje :)

  2. martynia pisze:

    Przestań dziewczyno demonizować ten swój wygląd. Ślicznie wyglądasz a tych kilogramów to ja w ogóle nie widzę. Normalna kobitka. Zanim zobaczyłam Twoje zdjęcie to z opisów tutaj jawił się jakiś potwór;). No. I zdrowia życzę:)

  3. tysiowaa pisze:

    A jaki serial teraz oglądasz? Może coś ciekawego mi podpowiesz.
    To życzę oby nowy rok był równie dobry, a nawet lepszy. Buziaki.

  4. arrow pisze:

    pomył na tytuł: „1,5 USG” buziak

  5. linka85 pisze:

    Będzie dobrze, zobaczysz :). I za rok święta będą jeszcze lepsze – bo już w towarzystwie Waszego malucha :), Cieszę się, że wigilia tak się Wam udała, tak czułam, że będzie dla Ciebie o wiele lepsza niż dotychczas.
    Kurcze, ja tak potrafię naskoczyć na mojego męża, ale nie jestem w ciąży, więc nie mam tego usprawiedliwienia. Czasami samą siebie przerażam, jakie okropne rzeczy jestem w stanie powiedzieć w złości. A przecież naprawdę wcale tak nie uważam…
    Tak sobie myślę, że ten 2017 rok będzie dla Was jeszcze lepszy. I samych pozytywnych zmian w Waszym życiu Wam życzę :), Całej trójce :).

  6. bajan pisze:

    Nieczęsto się wzruszam a tu poleciała łezka, radości oczywiście. Cieszę się i trzymam kciuki.

  7. Kardiowersja pisze:

    wszystkiego najlepszego w 2017;) bardzo się cieszę z tego Waszego Potomka

  8. Helen pisze:

    I dlatego są takie kobiety, co chciałyby wciąż chodzić w ciąży, ale tylko tej wczesnej. Potem jest trochę gorzej, ale jeśli nie pozwolisz sobie przytyć 30 kg, to też będzie ładnie. Mnie też najpierw poszło w biust, zrobił się atomowy. Ale nie rośnie już w czasie karmienia. Wszystkiego naj, dobrego samopoczucia i nie drzyj dzioba na męża. On też ma ciężko. :)))

  9. Purplehair pisze:

    Hehe tu możemy sobie rękę podać, też miałam podobne podejście „że niektóre ciężarne mają na punkcie swojego potomka pierdolca i ich życie już się skończyło”. Nie wiedziałam na co się piszę, bo nie mam dzieci i nigdy mnie ten temat nie interesowal w najmniejszym stopniu. Ta decyzja została podjęta bardzo lekko. Może za lekko ale jednak znajduje w sobie pokłady odpowiedzialności o jakich nie wiedziałam. No i puenta moja jest taka, że i mnie ten pierdolec dopadł, po porodzie taka ulga i radość, że gdyby to zwizualizowac- wystrzelilo confetti serduszek, dziecię witalo się na pół szpitala i musiałam się pożegnać niestety ze słodkim lenistwem i książkami pod kocem. Takze korzystaj korzystaj i nie miej najmniejszych wyrzutów sumienia. To nieprawda, że potem już nie pooglądać ale może być przerwa ;))
    Niedźwiadek weźmie może trochę wolnego to Ci pomoże się odnaleźć hmm?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s