Grubas w ciąży 

Prawie całkowicie skończyły mi się mdłości. Chyba miałam dużo szczęścia, bo nie wymiowałam ani razu. Za 2 dni wchodzę w 10 tydzień i tak się zaczęłam zastanawiać, czy mam już jakiś brzuch. Zrobiłam internetowy research i wychodzi na to, że gdybym była normalną, szczupłą kobietą, to całkiem możliwe, że miałabym całkiem pokaźny ciążowy brzuch. Ale że jestem bulwą z dużą nadwagą, to mój brzuch ukryty jest pod zwykłym tłuszczowym brzuchem, więc sama nie wiem tak naprawdę, jaki jest jeśli jest. Obserwuję się uważnie w lustrze, widzę, że mam duży bęben, większy niż był, ale z drugiej strony również przytyłam, więc wiecie. Mąż mówi, że ciążowy brzuch zdecydowanie już jest i to całkiem widoczny. Dziwnie mnie to ekscytuje i cieszy, bo to dowód na to, że życie we mnie się rozwija. 

Generalnie mam problem ze swoim ciążowym ciałem, trudno mi je kochać i akceptować. Nigdy nie kochałam swojego ciała, ale teraz proces jest jeszcze bardziej utrudniony. Nie pomaga też mąż, który czasem jakby zapomina, że nie ćwiczę tyle co wcześniej, bo tak jest bezpieczniej i że pozwalam sobie na nieco inny sposób odżywiania nie bez powodu. Raz trochę mi dowalił, zabolało tak, że przepłakałam cały wieczór, ale ostatecznie próbujemy znaleźć w tym wszystkim złoty środek. Choruję na otyłość, znam swojego wroga, ale próbuję się też w jakiś tam sposób cieszyć aktualnym etapem mojego życia. Ciągłe myślenie o moim tyciu i przyjętych kaloriach bardzo mnie dołuje, jak dodać do tego ogólne skłonności do depresji i mój dość depresyjny pierwszy trymestr to mieszanka może być słaba. Ciężko być grubasem w ciąży. 

Oczywiście nadal chodzę na siłkę, codziennie po godzinie, z wyłączeniem niedziel i świąt. Ale mimo tego waga rośnie i proces jest raczej nie do powstrzymania. Mam nadzieję, że Kosmitek w moim brzuchu ma się dobrze, żyje i jest zdrów. Zdecydowaliśmy z mężem, że zrobimy badanie prenatalne PAPP-A, dla spokoju ducha, ale poczekam jeszcze z tydzień czy dwa, może zrobię je gdzieś w okolicach usg na 12 tydzień. 

Ostatnio obchodziliśmy 2 rocznicę ślubu i 9 lat znajomości. Kupa czasu. To fascynujące, że mimo upływu lat nasza relacja nie pogarsza się, a wręcz polepsza. Znamy się coraz lepiej, kochamy coraz mocniej. Wciąż nie mogę sobie wyobrazić spędzania życia z nikim innym niż mój mąż. Nasze małżeństwo będzie teraz w zupełnie nowym miejscu. Jest ciąża, związane z nią obawy i lęki, a potem najprawdopodobniej będzie dziecko, które wywróci nasz świat do góry nogami. Szczerze mówiąc czekam na to z ogromną ciekawością. 

Mój kocur non stop przytula mi się do brzucha. Zastanawiam się, czy on już może coś czuje, a może coś słyszy. Za oknem zamieć śnieżna. Już powoli mam dość zimy, szczególnie po przeziębieniu, z którego wychodziłam ponad tydzień. Czuję się ostatnio osamotniona, bo niezbyt mam z kim pogadać, niewielu znajomych też odzywa się do mnie. Z drugiej strony mam trochę dość Matki, która dzwoniła ostatnio codziennie i za bardzo wtrącała się w moje życie. Ale chyba zrozumiała błąd, bo ja przestałam się do niej odzywać i trochę zluzowała. 

Czas się zbierać na siłkę, potem szybkie porządki, żeby spędzić resztę dnia na kanapie objadając się jabłkami. Nie mówiłam chyba, że mam ostrą fazę na owoce? 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Grubas w ciąży 

  1. linka85 pisze:

    Ogarnij się, dziewczyno, i przestań żyć tymi kaloriami… Przecież dbasz o siebie, chodzisz na tę nieszczęsną siłownię (pomimo swojego stanu – w sensie bycia w ciąży. Swoją drogą, to na pewno bezpieczne?), więc odpuść sobie. Kiedy już urodzisz, będziesz się mogła poświęcić – poza macierzyństwem, rzecz jasna – powrotowi do formy sprzed ciąży. A teraz szkoda Twoich nerwów :).
    Obyście tak przez całe życie się wspierali i kochali coraz mocniej :). Ciesz się tym, co masz, kochana, i nie wynajduj sobie powodów do zmartwienia.

  2. kaja pisze:

    głowa do góry. ciesz się ruchem, spaceruj dużo jak tylko pogoda pozwala, a zachcianki być muszą… z Martyną miałam taką fazę na owoce. Mąż siatami do domu znosił :)

  3. Rebel pisze:

    Linka ma rację, nie katun się fotkami z sieci, albo zobacz na Lewandowską, mało co widać a jest w 5 miesiącu i jest szczupła. Wierz mi jeszcze będziesz miała dość wielkiego brzucha :) wagę zawsze zgubisz, to w tym stanie serio mało istotne :)

  4. Ja jestem chuda, a brzucha jak nie było, tak nie ma. Salowe w szpitalu dziwowały się, że jestem w czwartym miesiącu; momentami czuję się, jak w ciąży urojonej ;) No i dalej zamiast tyć, chudnę.
    Głowa do góry. Niełatwy to czas, ale musimy w nim się trzymać tych drobnych radości i optymizmu.

  5. anika pisze:

    Fajnie się czyta o tej Twojej ciąży. No i podziwiam samozaparcie – ta siłka co tydzień. Mi tyłek trochę odżył, to już nie mogę się zebrać na regularne ćwiczenia, a Ty w ciąży i ćwiczysz.

  6. arrow pisze:

    Aby wywrócić świat do góry nogami wystarczy wyjechać na drugą półkulę naszego pięknego globu ;-) Wychowanie dziecka bardziej mi przypomina wolno obrotową wirówkę lub rollercoaster. Te zwroty akcji, każdy dzień inny, prawie jak sport ekstremalny. Dacie radę :-D

  7. Helen pisze:

    Nie wiem, co tam jesz poza jabłkami, ale na pewno się nie obżerasz. Może jesz jednak trochę „złych” rzeczy. Ja osobiście wierzę w zasady Montignaca i jego indeks glikemiczny. Nie chodzisz głodna, jesz dużo smacznych rzeczy, a nie przybierasz.
    Ale trzeba konsekwencji. Bez kupnego chleba, ziemniaków, klusek, pierogów.
    Chleb możesz piec sama. Przepis jest taki:
    Bełtasz 3 jaja z 400 gr serka homo, i sypiesz co tam wpadnie w rękę – otręby pszenne i owsiane (nie płatki!), słonecznik, siemię lniane, sezam, zmielone orzechy, suszone śliwki, (korę drzewną i paździerze – podrzuca przyjaciel :-)), łyżeczkę soli, dużo pieprzu, pół łyżeczki proszku do pieczenia. Składniki dowolne. Powinno to mieć konsystencję gęstej śmietany.
    Wykładasz małą keksową blaszkę papierem do pieczenia (po co myć?), albo kupujesz taką z silikonu za parę złotych, wylewasz to coś i pieczesz godzinę w 180 st. W całym domu pachnie świeżym chlebem, wszyscy dostają ślinotoku, a tu – samo zdrowie. Zero tuczących kalorii. Po wystygnięciu może stać i tydzień w lodówce, jest zawsze miękki i smakuje wybornie z masłem albo serkiem typu Almette.
    Do panierowania kotletów też używam zmielonych otrębów, nie do odróżnienia w smaku.
    Zamiast tartej bułki z masłem do polania kalafiora rozpuszczam kawałeczek rokpola w śmietanie i jest sos.
    A naleśniki smażę z mąki z ciecierzycy. 3 razy mniej tucząca niż mąka pszenna.
    Naprawdę to działa:)
    Gratulacje z powodu jubileuszu:)

  8. tysiowaa pisze:

    Zgadzam się z Eweliną, w ciąży się tyje, nic nie poradzisz taka kolej rzeczy. Mam kolezanki, które w ciąży były ogromne i nie koniecznie wina jedzenia, tak ciało reagowało. Mimo, że utyłu 12-15 kg,co jest standardem.

    Przed Tobą jeszcze pół roku, zameczysz się psychicznie z takim podejściem. Napomnę jeszcze, że nie które kobiety nikną w oczach po ciąży z powodu karmienia piersią, zaganiania i itp.

  9. Kardiowersja pisze:

    pofarciło Ci się bez tych nudności aż do wymiotów… Dobrze, że na tę siłkę chodzisz i się tak błagam nie frustruj otyłością

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s