Ciążowa desperacja

Dzień zapowiadał się świetnie. Od wczorajszego kontrolnego usg miałam świetny humor, bo przezierność w normie, Kosmitek ma śliczny, wyraźny kręgosłupek i trochę strasznie wygląda z profilu, bo usg pokazuje, jakby w pełni ukształtowana szczęka świeciła się na biało :D oprócz tego fiknął koziołka, bo znajduje się w dokładnie odwrotnej pozycji w stosunku do ostatnich zdjęć. W każdym razie póki co oboje wyglądamy na zdrowych. Byłam też zadowolona, bo postawiłam na swoim względem mojego lekarza, który jeszcze mocniej próbował mnie naciskać na różne rzeczy, trochę straszyć, ale rzeczowo i stanowczo mu przedstawiłam swoje stanowisko i kompletnie nie dałam się zmanipulować ani sprowokować. Ale też skłamałabym, jakbym napisała, że to nie dlatego, że ćwiczyłam sobie tę rozmowę w głowie przez ostatnie 1,5 tygodnia. Im więcej ideologii w pracy, tym bardziej nieprofesjonalnie i niegodnie zaufania prezentuje się taki specjalista. Poza tym poczułam się już drugi raz potraktowana jak taka bezrozumna istota, która przecież i tak nic nie zrozumie z tego, co szanowny Pan doktor ma do powiedzenia. No przykre to. W każdym razie test pappa zrobiłam sobie dzisiaj rano, na wynik będę czekać dwa tygodnie. Trzymajcie kciuki, żeby był dobry :) 

Miałam wrażenie, że weszłam wreszcie w ten magiczny moment, o którym piszą w internetach, że rozpoczyna się w drugim trymestrze, gdzie pojawia się świetny nastrój, wracają siły, nabiera się wiary w to, że wszystko pójdzie dobrze, a pęcherz przestaje być ciągle pełny po brzegi (dzisiaj w nocy wstawałam tylko 3 razy, dzięki czemu wyspałam się perfekcyjnie). Bo rzeczywiście spłynął na mnie spokój i jakby radość. Do czasu, aż nie zaczęłam czytać książki o ciąży i porodzie. Niech doświadczone matki mi powiedzą, czy mogę wydać na świat dziecko i kompletnie nie mieć świadomości, jak to przebiega? Pójść na spontan? Bo ja od samego czytania mam mdłości i ogarnia mnie przerażenie. A co mówić o zagłębieniu się w temat i nauce… Moje marzenie to narkoza i przebudzenie po fakcie. Nic nie wiedzieć, nic nie czuć. Super by było, ale to się raczej nie zdarza, więc czeka mnie piekło, co kompletnie popsuło mi humor. Dziękuję bardzo, nie chcę wiedzieć nic więcej! 

Moja ciąża póki co przebiega super w porównaniu do tego, co opowiadały mi koleżanki. Mdłości szybko ustąpiły i nie dokuczają mi już wcale, nie przytyłam w pierwszym trymestrze więcej niż zakłada zdrowy przebieg ciąży, a nawet mniej niż się spodziewałam. Nie przejadam się i nie czuję wilczego apetytu, raczej smaczki od czasu do czasu na trochę mniej oczywiste niż zwykle rzeczy. Ale i też wcale sobie nie żałuję. Liczę na to, że częste sikanie też już się skończyło, chociaż to pierwsza noc, kiedy zauważyłam spadek częstotliwości. Weszłam gładko w drugi trymestr,  bo Kosmitek nadrobił zaległości i prawie zrównał się wiekiem z długości ciałka z wiekiem z ostatniej miesiączki. Tak więc najniebezpieczniejszy czas za nami. 

Nadal nie mam z kim pogadać. Matka, choć próbuje, nie zdaje egzaminu na bycie przyjaciółką, bo niby słucha, ale tak naprawdę ma gdzieś, co do niej mówię, co więcej zawsze podejrzewa mnie o wszystko, co najgorsze. Sis nie była nigdy w ciąży, więc mam świadomość, że ma głęboko w dupie takie tematy i wcale nie chce o tym gadać, poza tym sama przeżywa małą rewolucję w życiu. Z nadzieją czekam na odnowienie kontaktu z moim internetowym znajomym, który może wniesie trochę świeżości w moją codzienność i da mi poczucie, że chociaż minimalnie interesuje go to, co u mnie. Fantazjuję czasem o spotkaniu z jakąś fajną młodą mamą, kiedy już moje dziecko się urodzi, że się poznamy na spacerku i magicznie będziemy nadawać na tych samych falach a ja nie będę zwyczajowo chorobliwie nieufna i wpuszczę ją do swojego świata, bo będzie godna zaufania. Czuję autentyczne zażenowanie własnymi wynurzeniami i problemami społecznymi :D 

Na koniec napiszę, że miło mi się dzisiaj budziło, bo całą noc padał deszcz, więc w myślach miałam już wiosnę. Rzeczywistość brutalnie mnie spoliczkowała, kiedy musiałam spacerować po lodowisku i modlić się o to, żeby nie upaść. Tragedia. 

Na koniec jeszcze pytanie do wszystkich. Znacie jakieś fajne miejsca w internecie, jakieś grupy na fejsie, fora, gdzie można fajnie pogadać i poczuć namiastkę życia towarzyskiego? Tak, jestem zdesperowana. 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Ciążowa desperacja

  1. linka85 pisze:

    To ja bardzo mocno trzymam kciuki za dobry wynik tych badań – oby wszystko okazało się być w jak najlepszym porządku :). Rany, ja nie jestem w ciąży, a często wstaję w nocy kilka razy na sikanie :D. M.in. przez to nigdy nie mogę się porządnie wyspać… Ale co ja poradzę na to, że najbardziej chce mi się pić na wieczór…
    Mam nadzieję, że uda Ci się gdzieś natrafić na jakąś dziewczynę, która też jest w ciąży i z którą świetnie się dogadasz. Bo ja niestety jestem kompletnie nie w temacie… Czego bardzo żałuję. Ściskam mocno.

  2. arrow pisze:

    Jasne, że trzymamy kciuki :-D
    … czy mogę pomarzyć, aby być twoim internetowym znajomym … ups …
    buziaczki :-)

  3. jestesczesciamnie pisze:

    Możesz do mnie na insta się odezwać :) Wspólny ciążowy temat się znajdzie :)

  4. martynia pisze:

    Tak czasem dziękuję Bogu, że kiedy ja chodziłam w ciążach, to nie było tylu poradników, internetu itp. Była jakas gazeta, chyba Twoje dziecko i na tym się moja wiedza kończyła. Nie bałam się panicznie, nie lękałam porodu, wiedziałam tylko, że trzeba oddychać tak, aby widzieć jak brzuch się podnosi i tyle, bo wtedy mniej boli. I faktycznie przynosiło to ulgę. Urodziłam 3 dzieci, podczas żadnego porodu ani razu nie krzyknęłam. Byłam grzeczna i słuchałam położnej. Nie jest to ból zęba ale nie jest to też nic takiego czego nie da się przeżyć. Nie czyta, nie słuchaj, nie wchodź na fora. Każdy poród jest inny. Jak każda wizyta u dentysty. Po prostu skup się na czekaniu na Maluszka.

  5. Masz nas! Niektóre z czytelniczek pewnie przeżycia ciążowe mają. Ja nie, ale zawsze mogę pogadać o siłowni albo filmach :P.

    A tak poza tym, to w większym mieście poradziłabym Ci poszukać czegoś na Meetupie, ale w mniejszym może nie być… hej, a nie ma u Was na siłowni jakichś zajęć dla ciężarnych? Albo jogi? Może tak?

  6. tysiowaa pisze:

    Też pomyślałam, że możesz tutaj poruszać różne kwestię. Albo wpisać w Google fora dla przyszłych matek i spojrzeć, które są aktywne. Np.jak strona wizaz, nie wiem czy tam kwestie takie są poruszane, ale bardzo aktywna strona, gdzie kobiety różnego rodzaju tematy poruszają. Wiele odp tam znalazłam.

  7. Ina3b pisze:

    Kciuki trzymam mocno :) Będzie wszystko dobrze, zobaczysz.
    A co do porodu hm – ja swoją ciążę usunęłam, wiec ekspertem nie jestem. Ale mnie samo wyobrażenie naturalnego porodu przeraża aż się pocę ze stresu – więc rozumiem Twoje przerażenie, to chyba normalne. Wydaje mi się jednak, że jeśli chcesz mieć cesarskie cięcie to nie jest to problem – są masy klinik, które wykonują cc na żądanie. Oczywiście wymaga to zaplecza finansowego, ale chyba warto. Czytałam kiedyś z ciekawości różne fora dot. cc vs. naturalny poród i zdania są podzielone, ale dużo jest wypowiedzi „za” cc. Może trzeba o tym pomyśleć? ;)
    Ale wiesz – żaden ze mnie znawca, wolna sugestia. Nie stresuj się, odpoczywaj i wyleń się ile się da.
    Uściski! :)

  8. anika pisze:

    Ekspertem od ciąży nie jestem, bo nigdy w niej nie byłam, ale moja bratowa i kuzynka – obie matki dwójki dzieci, przeżyły porody świetnie. Kilka minut do godziny i po sprawie, Żałowały obie, że przed pierwszym porodem się naczytały. Nie ma więc co się nastawiać, bo różnie to bywa – nie zawsze źle ;)

  9. Iwona pisze:

    ze mną pogadaj, ze mną:) ! też ostatnio odczuwam niedobór płci żeńskiej wokół siebie

  10. Helen pisze:

    No i widzisz, od razu masz tłum chętnych:))
    Kiedy ja rodziłam, nie można było liczyć na znieczulenia, rodzenie w wodzie, piłki i inne bajery, więc zamiast się martwić, powinnaś się cieszyć że jesteś dużo młodsza. Kobiety lubią demonizować, bo faktycznie, przyjemne to to nie jest, ale znam dużo kobiet, które to dziecko z siebie „wypluły”. Jednej to lekarz radził się przeprowadzić bliżej szpitala, bo za drugim razem może nie zdążyć. I faktycznie, właśnie powiła drugie, ani się obejrzała.
    Więc może i ty do nich należysz, czego ci z serca życzę:))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s