pierwsze kopniaki

Jestem dużo szczęśliwsza i spokojniejsza od czasu, kiedy wyczułam ruchy dziecka. Wspominałam, że bodajże w 16 tygodniu zaczęłam czuć bulgotki w brzuchu, ale nie byłam pewna, że to dzidziok. Upewniłam się w dzień po wizycie u gina, kiedy poszłam do pracy zanieść zwolnienie i koledzy włączyli głośną muzykę z głębokimi basami. Czułam się, jakbym grała w „Obcym”, takie harce zaczęły się w moim brzuchu dziać. I wtedy też spłynęło na mnie oświecenie, że to małe, że żyje, wierci się, wierzga i reaguje na dźwięki. Potem zaczęła się stała obserwacja. Uaktywniał się zawsze w porze odpoczynku, nigdy nie czułam go w ruchu, wierzga jak zjem jabłko albo coś kwaśnego, albo w ogóle jak coś zjem. Każdego dnia ruchy stawały się mocniejsze, aż do przedwczoraj, kiedy leżąc z mężem w łóżku wyczułam pierwszego, solidnego kopa pod swoją trzymaną na brzuchu ręką. Ależ to było uczucie. Wczoraj zaś mąż też coś poczuł i śmialiśmy się razem ze łzami w oczach z tej radości. Małe jest coraz aktywniejsze, ruchy coraz silniejsze, dobrze reaguje na głos ojca. Zastanawiałam się, czy wszystko ze mną na pewno ok, albo czy moje dziecko nie jest jakoś nad wyraz wyrośnięte, bo wszędzie piszą, że w pierwszej ciąży cokolwiek da się wyczuć dopiero w 20 tygodniu, a bycie grubaskiem jeszcze sprawę utrudnia i opóźnia odczuwanie ruchów dziecka. A ja zaczęłam czuć w 16. Ale tłumaczę sobie, że może po prostu dobrze znam swoje ciało.

Na koniec tygodnia jedziemy z rodzicami na pierwsze urodziny mojej bratanicy pod Warszawę, zabrzmi strasznie, ale dopiero pierwszy raz swoją bratanicę zobaczę. Poznamy się właściwie. Szykuje się gruba impreza i poczułam przymus wyglądania jak człowiek. Poszłam więc do fryzjera i skróciłam włosy jeszcze bardziej niż poprzednio i wróciłam do bycia rudą. To chyba mój kolor jednak, najlepiej się w nim czuję. Kupiliśmy już małej prezenty, mam też coś dla jej mamy. Podróż – mam nadzieję – będzie w miarę komfortowa, bo jedziemy autem rodziców, oby czas był spędzony naprawdę miło.

Zrobiłam też przegląd ciuchów, połowa szafy okazała się już niezdatna do noszenia ze względu na za mały obwód w biuście bądź bycie za krótkimi [brzuch przedziwnie skraca bluzki…], tak więc spakowałam te za małe w wór, a z uzyskanej przestrzeni mam półkę na rzeczy dla dziecka. Ostatnio w sklepach moją uwagę zaczynają przykuwać działy niemowlęce, trochę z niedowierzaniem oglądam smoczki, buteleczki, kostki sensoryczne, pieluchy, śliniaki i te malusie, malusie czapeczki. Że też to stanie się moim udziałem niebawem… Z zakupami wstrzymam się do połówkowej kontroli, bo jakoś tak boję się ciągle cieszyć na to wszystko. Ale po kontroli trzeba będzie zacząć zakupy, bo ani się obejrzę, a stanę w drzwiach domu z nowym człowiekiem w rękach, a ekwipunku żadnego.

Ostatnio mąż powiedział mi podczas naszych wieczornych rozmów w łóżku, że cieszy się, że nie spuszczam się tak nad tym dzieckiem, wiecie, że nie nazywam go skarbem, cudem, że nie ćwierkam i nie szczebioczę o błogosławionym stanie noszenia dziecka pod sercem. To fakt, nie robię tego. Ale to dlatego, że ja nie zwykłam okazywać miłości słowami. Nie przepadam za tym do końca, bo słowa to tylko słowa. Dużo bardziej wolę przekaz niewerbalny, wydaje mi się prawdziwszy. Dlatego lekko irytujące, ale chyba bardziej śmieszne, wydaje mi się, kiedy moja matka z namaszczeniem głaszcze mnie po brzuchu albo oglądając zdjęcie usg mówi, że dziecko ma śliczną rączkę. Wolałabym, żeby zamiast tych pustych słów pokochała moje dziecko co najmniej tak, jak córkę jej ulubionego syna. A z doświadczenia własnego wiem, że z miłością mojej matki może być ciężko. No ale. Nie uprzedzajmy faktów.

Wiosna nadchodzi dość niepewnie i z marcową ociężałością. Trudno się dziwić, rok temu o tej porze padał śnieg. Ale patrząc na znudzenie, jakim napawa mnie już ćwiczenie na siłowni, pora, żeby wiosna już się rozbujała i pozwoliła mi na długie spacery w słońcu. Ćwiczę dalej, jest mi coraz trudniej, ale nie poddaję się. Wierzę, że dzięki temu daję dobry start dzidziokowi. Niech ma, od matki w prezencie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „pierwsze kopniaki

  1. linka85 pisze:

    Wspaniałe jest to, co piszesz :). Cieszę się, że jesteś spokojniejsza i szczęśliwsza, a z każdym kolejnym dniem powinno być coraz lepiej :). A niebawem wpadniesz w zakupowy szał i dopiero będzie się działo ;).
    Udanej imprezy, oby dawno niewidziani członkowie rodziny pokazali się z jak najlepszej strony :). Myślę, że Twoja mama oszaleje na punkcie Waszego dziecka tak samo, jak na punkcie córki Twojego brata :). Uściski.

  2. tysiowaa pisze:

    Madzia wybacz, ale zapewne też bym Cię za brzuszek złapała. Te okrągłe brzuszki są przyciągające jak magnes, tym wystawaniem prowokują, żeby je tyknąć. Tak, jestem wariatką :)

    Buziaki

    P.s Daj zdjęcie brzuszka to się po rozczulam (co wcale nie oznacza,że mi się włączył instynkt macierzyński, uważam,że kobiety w ciąży są urocze, na swój sposób atrakcyjne)

  3. Helen pisze:

    Dokładnie to samo miałam skojarzenie z Obcym, kiedy „coś” wypchnęło jakąś część ciała w moim brzuchu po raz pierwszy. Byłam sama w domu i normalnie się przestraszyłam. Teraz już będzie dobrze. Gorzej kiedy postawisz sobie na brzuchu filiżankę a ono kopniakiem ją zrzuci:)))

  4. jestesczesciamnie pisze:

    Dla mnie najgorsze było jak obcy ludzie pchali się do mnie z łapami do brzucha :D Trzeba było studzić ich zapędy :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s