it’s a girl!

Wiosna od czasu do czasu pokazuje rumiany policzek poprzez słoneczne ciepłe przedpołudnia, kiedy ćwierkają ptaszki, a gołębie wygrzewają się na trawie jak kokoszki, gdzieniegdzie spółkując parami bezgłośnie i spokojnie. Na krzewach nieśmiało rozwijają się pierwsze listki, a trawa świeżo zielenieje. Łyse drzewo zza okna zdaje się mieć już jakieś pączki, tylko czekam aż gałęzie zaczną machać mi na wietrze nowym życiem. Słońce wprawdzie częściej jest za chmurami, a wiatr jeszcze zimny, ale to już. Już prawie. Czuję, że to kwestia dwóch-trzech tygodni, kiedy będzie można wyjść na dwór bez kurtki.

Nie lubię pisać, kiedy się czegoś boję i na coś oczekuję z niepokojem. Dlatego nie odzywam się do nikogo, nie piszę na blogu, nie odpisuję na maile, kiedy zbliżam się np. do wizyty kontrolnej. Teraz czekałam na badanie połówkowe, oczywiście w pełnym przerażeniu jak zawsze. Może trochę innym, bo już od dłuższego czasu czuję w moim brzuchu całkiem żwawe życie, ale istnieje ciągle ten niepokój, że USG pokaże coś strasznego. Mąż miał ze mną wejść, ale pech chciał, że lekarz się spóźnił, a Niedźwiadek musiał wracać do pracy. Czas oczekiwania w kolejce umilały mi przezabawne pacjentki, z którymi śmiałam się głośno i gadałam wesoło i nawet pomyślałam sobie, że ta pani w wieku mojej mamy byłaby dla mnie świetną koleżanką. Przez myśl przemknęło mi zaproponowanie jakiejś wymiany kontaktów, ale poczucie niestosowności propozycji wzięło górę.

Badanie przebiegło sprawnie, lekarz nie widzi nieprawidłowości, dziecię rozwija się idealnie zgodnie z wiekiem ciąży. Moje parametry zdrowotne też w normie. No i prawdopodobnie będziemy mieć córeczkę. Płeć jeszcze do potwierdzenia, niespodzianki się wszak zdarzają, ale na razie przyjmujemy, że dzidziok w moim brzuchu to dziewczynka. Nie mogłam nie podzielić się tą informacją niemal z całym światem, wszyscy bliscy bardzo się cieszą, mój ojciec przede wszystkim, bo ja byłam córeczką tatusia, a teraz będzie jeszcze wnusia dziadziusia. Czego jej życzę, bo ojca mam naprawdę fajnego i myślę, że dziadkiem będzie jeszcze lepszym. Z Niedźwiadkiem planujemy i przewidujemy z coraz większym zaangażowaniem, bo nadaliśmy córce imię i stała się dla nas pełnoprawną osobą z własną tożsamością, szczególnie, że jest już fizycznie namacalna zarówno dla mnie, jak i męża, który często łapie się na jej kopniaki i nasłuchuje ruchów w brzuchu. Zapisałam nas też na jeszcze jedno USG, tym razem wybierzemy się wspólnie i pooglądamy dzidzioka razem, może upewnimy się na sto procent co do płci. Nasza dziewczynka ostro kotłuje się w brzuchu, coraz silniej i wyraźniej, czasem ustawi się tak, że wiem, że prawdopodobnie to twarde, co czuję pod dłonią to jej plecy albo pupa. Zrzuca mi kota z brzucha, jak ten za długo leży w niewygodnej dla niej pozycji. I mimo że czasem te kopniaki i rozpychanki bywają już lekko nieprzyjemne, to lubię czuć te ruchy. Uspokajają mnie.

Ostatnio zrobiłam się podejrzanie wylewna, chyba brakuje mi kontaktów z ludźmi. Na siłowni zagadała mnie pani, którą widuję regularnie, że chyba codziennie przychodzę. Odpowiedziałam, że owszem, ale że raczej już niedługo, bo już powoli nie daję rady. Zapytała dlaczego. I wtedy mi się zaczęło chcieć śmiać, bo bęben już mam spory, ale w sumie jestem też gruba, to może ktoś mógł nie skojarzyć, że to nie taki zwykły brzuch. Więc się roześmiałam i mówię, że jestem w piątym miesiącu ciąży i już powoli robi mi się za ciężko na taki wysiłek każdego dnia. Bardzo się zdziwiła, że ja w ogóle na tę siłownię chodzę w ciąży, gratulowała mi i mówiła, żeby się teraz wagą nie przejmować, bo to nie czas. Jakoś po tej rozmowie głupio mi się zrobiło, bo to do mnie bardzo niepodobne tak się dzielić z obcymi swoim życiem, ale potem sobie pomyślałam, że tak robią normalni ludzie, a ja po prostu jestem zryta. Tak samo po wizycie u gina wyszłam do tych fajnych babeczek do poczekalni i mnie pytały, jak tam, czy wszystko w porządku i też nie mogłam się powstrzymać, żeby im nie powiedzieć, że będę miała córkę. Taka wylewność to naprawdę nie w moim stylu, a jednak mi się ulewa.

Urodziny bratanicy się udały, całkiem fajne rodzinne spotkanie, a mój pierwszy kontakt z małym dzieckiem był bardzo nieśmiały i pełen obaw. Wzięłam małą na ręce tylko raz, co mnie zaskoczyło to to, jaka gładka i miękka jest dziecięca skóra. Teściowie brata wywróżyli mi syna, bo podobno wypiękniałam w ciąży [ach, te ciążowe zabobony…]. Generalnie czuję, że będę dla bratanicy taką daleką ciotką, co to się jej prawie nie zna, ale gdzieś tam istnieje. Mojej wizyty na swoich pierwszych urodzinach nie będzie nawet pamiętać. Za to kompletnie rozłożył mnie na łopatki widok mojego męża z małą dziewczynką na rękach, aż miałam łzy w oczach. Rola ojca u niego to +100 do seksowności :D

Świeże wiadomości z pracy, które uzyskałam podczas ostatniego dostarczania zwolnienia, nie napawają optymizmem. Kierownik złożył wypowiedzenie, regionalny odchodzi, tak więc jak wrócę z macierzyńskiego nie będzie komu wstawić się za moim przedłużeniem umowy. Najprawdopodobniej nie mam do czego wracać. Ale na razie nie chcę o tym myśleć i się przejmować. Jakieś plany zapasowe mamy już naszykowane, więc co by nie było, to jakoś to zawsze będzie. Na razie skupiam się na rodzinie i sobie. Zaczynamy rozglądanie się za wózkiem, łóżeczkiem, wanienką i przewijakiem.

Niestety robię się coraz większa, cięższa i ociężała. Szybciej się męczę, mam zawroty głowy, zdarza mi się osłabnąć, jak za długo nic nie zjem. Od wczoraj też już zaczynam czuć plecy, co do tej pory mi się nie zdarzało. Nie da się ukryć, że podążam już w kierunku, gdzie trzeba jednak zwolnić. A ja sobie tak do końca zwalniać nie pozwalałam do tej pory, bo ciągle mam poczucie, że marnuję czas. Ale jak ja sobie nie pozwolę, to ciało mnie zmusi, czasem się po prostu nie da pokonać słabości. Trudno mi uwierzyć, że nie daję rady już spędzać 6 godzin na nogach bez przerwy, że muszę dużo odpoczywać, siadać, poleżeć. Bo jak nie, to ból i zawroty głowy. Duża zmiana w bardzo aktywnym fizycznie życiu. Od poniedziałku zaczynam ostatni tydzień na siłowni, potem przerzucam się na spacerki, może spróbuję jeszcze wspinaczki po schodach, ale mam raczej słabe przeczucie co do własnych możliwości w tak intensywnym treningu. Pogorszył mi się też wzrok, czuję to wyraźnie, ale może po porodzie wróci do normy.

Czekam na rozpoczęcie sezonu grillowego, kiedy to wcielę się w rolę leniwej królowej, rozsiądę się na działkowym leżaku i pozwolę się obsługiwać :D Będzie cudownie!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „it’s a girl!

  1. Ina3b pisze:

    No to gratulacje!
    A co do marnowania czasu to mogę polecić całą masę książek ;-)

  2. tysiowaa pisze:

    Who run the world?
    Girls!
    Moje gratulacje :)

  3. linka85 pisze:

    Super, sama chciałabym mieć kiedyś dziewczynkę :). Wiesz, to dobrze, że otwierasz się i stajesz bardziej wylewna w stosunku do innych ludzi. Nie warto być takim zamkniętym w sobie :). Czasem jedno zdanie zamienione z kimś nieznajomym potrafi nam poprawić humor :). A to pokazuje jeden prosty fakt – że czujesz się szczęśliwa z powodu tego, że spodziewasz się dziecka :). I tak być powinno :). Mam nadzieję, że za jakiś czas zdradzisz nam, na jakie imię się zdecydowaliście :).

  4. Widziałam przedwczoraj dziewczę na ulicy, lat na oko dwanaście, w podkolanówkach i z gołemi poza tym nogami (na dworze jakieś 8 stopni) i takim kawałkiem szmatki udającym spódniczkę, z marnym skutkiem. I taka mnie myśl naszła, że jakby to była moja córka to bym za włosy do domu przytargała i nie wypuściła nigdzie i nigdy, póki nie zmądrzeje.
    Nie żeby z synem łatwiej…
    Znaczy chciałam powiedzieć, że gratulacje :D.
    Nie mogę się już doczekać relacji z czasu, kiedy dziecię już na świecie będzie i będzie rosnąć, i mówić, i robić ciekawe rzeczy. Mam nadzieję, że czasu Ci wtedy na bloga starczy :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s