Notka z poczekalni w przychodni 

Siedzę sobie w poczekalni w przychodni, wyssali mi jedną porcję krwi, wypiłam glukozę i czekam. Pomyślałam, że czas zleci mi szybciej, jeśli czymś się zajmę. A co lepszego niż użalanie się nad sobą na blogusiu?

Przeżywam ostatnio gorsze ciążowe dni. I mimo że cieszę się na powiększenie rodziny, to stan ciąży stał się dla mnie frustrujący. Wszędzie piszą, że powinnam teraz kwitnąć, czuć się świetnie, mieć dużo energii i być w szeroko rozumianej euforii, a ja nie czuję nic z tego. Budzę się rano, widzę na wadze kolejne kilogramy, jest mi przykro, że zamieniam się w wieloryba, że nie potrafię tego zatrzymać, a przecież są kobiety, które przez całą ciążę nabywają tylko wagę dziecka, łożyska i płynu owodniowego. Ja do nich nie należę, tyję równomiernie tyle samo od początku ciąży, popłakuję sobie czasem, bo zupełnie już nie czuję się sobą. Jak patrzę na swoje aktualne zdjęcia robi mi się niedobrze. Poza tym czuję już dolegliwości ciążowe związane z brzuchem, bóle podbrzusza, miednicy, pleców. Gorzej ze spaniem, z chodzeniem. Denerwuje mnie to, że ciągle muszę chodzić do lekarza, robić badania, już mi się to wszystko przykrzy. I nachodzi mnie refleksja, związana z tymi wszystkimi bezwzględnymi zakazami aborcji. Skoro ja dla własnego dziecka, które kocham i będę kochać, czuję, że mocno się poświęcam, że oddałam swoje ciało na 9 miesięcy w wynajem i kompletnie nie mam nad nim władzy i kontroli, że jest to uciążliwe, czasem przykre i trudne, to jak – na wszystkich bogów Olimpu – kobieta po gwałcie może kiedykolwiek chcieć męczyć się tak samo dla dziecka, którego nie chce i nie kocha. Chora akcja, żeby chcieć kogoś zmuszać do takich przeżyć. 

Ciąża trwa, dziecko rośnie, jest bardzo ruchliwe i już mu wszystko jedno, czy stoję, leżę czy idę – rozkopuje się gdzie chce i kiedy chce. Przynajmniej wiem, że tam jest i jak mam poważniejsze załamanie to przypomina mi, po co to wszystko. Dużo fantazjujemy z mężem o tym, jak to będzie. Jak będzie z porodem, z noworodkiem, z całą resztą naszego życia. Są to miłe plany i fantazje, nasza – prawdopodobnie – córka jest niesamowicie wyczekiwana. 

Święta wielkanocne minęły szybko i bezboleśnie, mój mąż pochwalił się kunsztem cukiernika i upiekł dwa doskonałe ciasta, które znikły w 3 dni. Ja tylko posprzatalam dom, co było nie lada wyczynem, bo całość porządków trwała ponad tydzień, jako że to już nie te czasy, kiedy potrafiłam sprzatnąć dokładnie cały dom razem z myciem okien w 14 godzin. Teraz co chwila trzeba usiąść, posiedzieć, coś przekąsić, bo to się w głowie kręci i nogi bolą. Ale plus jest taki, że wygospodarowałam w naszej sypialni kącik na dziecięce łóżeczko. I od tego się wszystko zaczęło. 

Najpierw zamówiłam łóżeczko z materacem, podkłady nieprzemakalne i trzy prześcieradła, do tego przewijak i wanienkę ze stelażem (termin realizacji zamówienia to miesiąc, więc trochę jeszcze poczekam).  Potem przyjanuszowałam w Lidlu pierwszego dnia akcji od samego otwarcia i upolowałam trochę dobrej jakości ciuszków. Moja mama robiła to równolegle w drugim sklepie, ale na nic prośby, żeby nie kupowała dużo różowych ubranek, bo płeć dziecka niepewna, a poza tym nie jestem zbytnio zwolenniczką oznaczania płci dziecka poprzez odpowiednie kolory. Dzięki temu mam połowę ubranek żółtą i szarą, a resztę różową :) Potem mama wpadła w zakupowy szał i zaczęła polować na inne przecenione dziecięce rzeczy, tak więc mam już pokaźną kupkę dziecięcych rzeczy, a do tego siatę sentymentalnych wspomnień sprzed 30 lat w postaci niezłych dziecięcych ubranek, które nosiłam ja i moi bracia. Siata do weryfikacji, ale nie chciałam sprawiać rodzicom przykrości i przyjęłam. W tym miesiącu w kwestii przygotowania do narodzin dziecka udało mi się jeszcze zredagować listę wyprawkową, a kolejnym krokiem będzie odhaczanie tego, co już mam. Dobrze, że zebrałam się w sobie, żeby w ogóle zacząć, bo to było najtrudniejsze. 

Dużo spacerujemy po lesie, oczywiście dużo jak na mnie aktualnie, moje limity spadły do 5-7 km jednorazowo. Pogoda trochę się popsuła, kilka dni ciągle padało, a potem zrobiło się zimno. Ale nawet to mnie nie powstrzymuje i działam, jak mogę i na ile mogę. 

Ciekawe, jak wyjdzie mi ta nieszczęsna glukoza. Chciałabym nie mieć cukrzycy ciążowej, bo jeśli będę ją miała, to do mojej ogromnej ogólnej frustracji dojdzie jeszcze konieczność trzymania ścisłej diety, co może mnie dobić :D na pocieszenie to wszystkie inne wyniki badań i ciśnienie stawiają mnie w opozycji do stereotypowej otyłej w ciąży. Jestem zdrowa jak ryba. 

Pobrali mi drugą strzykawę, a notka skończona. Idę poczytać, co u innych. A tym czasem dziękuję za towarzystwo w tych trudnych chwilach i ściskam Was mocno :*

PS: Są wyniki, jestem absolutnie zdrową otyłą w ciąży, po 2 godzinach od obciążenia cukier 71 :D moja radość nie ma granic, hehe. 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Notka z poczekalni w przychodni 

  1. linka85 pisze:

    Każdy przechodzi inaczej przez ten okres 9 miesięcy (jak przypuszczam) i nie sugeruj się tym, co piszą inne kobiety :). Ty masz akurat spadek formy i tyle, ale będzie lepiej :). Pierwsze dziecięce zakupy zrobione, jak widzę, i bardzo dobrze :). Oj tak, ja też nie jestem zwolenniczką ubierania dziewczynek na różowo, a chłopców na niebiesko, ale widzę, że trudno przed tym uciec. Bratanica mojego męża jest na to najlepszym przykładem – przeważnie cała w różu pomimo wcześniejszych obiekcji rodziców :). O, kochana, odwołuję wcześniejsze słowa – jak Ty w ciąży spacerujesz po 5-7 km, to naprawdę jesteś w dobrej formie :D. A wagą się nie martw, zrzucisz później. Widocznie taka Twoja uroda :). Cieszę się, że wyniki masz takie dobre :). Nie musisz się niczym martwić, i oby tak dalej!

  2. tysiowaa pisze:

    Co raz bliżej już do końca ciąży. Zobaczysz szybko mnie. Każda kobieta jest inna i każdej kobiecie towarzyszą inne emocje. Zdecydowanie lepiej,że zaczynacie już kompletować rzeczy, na spokojnie najlepiej. To ja nie wiem czy dziennie przechodzę 5-7km. Część dziewczyn narzeka na tą glukozę, ale widzę,że u Ciebie jakoś poszło :)

  3. anoia pisze:

    Z tymi ubrankami to tak zawsze. Osobiście jestem wrogiem różowego i nigdy nie przyłożę ręki do wzrostu sprzedaży ubranek dziecięcych w tym kolorze. Córeczki moich znajomych dostawały więc ciuszki białe, szare i żółte :)

  4. Helen pisze:

    Nie ma nic gorszego, niż kiedy ktoś każe ci być w euforii i w ogóle fruwać, kiedy ciebie boli i uwiera. Niech ci co tak piszą, sami pochodzą z wielkim brzuchem, który w dodatku żyje własnym życiem.
    Owszem, znam osoby, które całe życie mogłyby chodzić w ciąży, ale znam i takie, co leżały 9 miesięcy jak zwłoki i rzygały dalej niż widziały. Nie ma reguły.
    Fajnie, że dbasz o formę. Trudno żebyś teraz zasuwała 25 km:))
    Ja póki co lulam niemowlęta czekające na adopcję, więc kręgosłup też daje mi popalić, ale inaczej. Zapraszam:))

  5. Purplehair pisze:

    No to mega się cieszę, ze jestescie cali i zdrowi. I przezywalam dokladnie to samo co Ty, w sensie zlego samopoczucia. Zazdroscilam kobietom ktore sobie piekne sesje foto robily, ja marzylam tylko zeby sie ukryc pkd kocem i zeby nikt mnie nie widzial, bo nie jestem soba…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s