strachy, głupotki, niepokoje

Po ostatniej kontroli córeczka wciąż pozostaje córeczką, wciąż niepewną na 100%, ale trzy badania u dwóch różnych lekarzy mówią, że raczej córka, tak więc już nie poddaję jej płci w wątpliwość. Córeczka waży około kilograma i jest zdrową, małą kopaczką, która żywo reaguje na dotyk, dźwięk i dobre jedzenie. No więc już na wstępie coś oprócz pępowiny i krwi nas łączy. Rozwija się normalnym tempem, ale mój brzuch rośnie tempem nienormalnym i już przypominam kawał hipopotamka, któremu zmienił się chód na takie baryłkowe toczenie się. Szczególnie, kiedy mała rozłoży się na pęcherzu. Z mojej hiperaktywności niewiele zostało, staram się spacerować, ale nijak się to ma do poziomu, który reprezentowałam choćby miesiąc temu. Tyję. Mam sprawdzone, że ile kcal dziennie bym nie jadła, waga rośnie równomiernie, ile bym się nie ruszała w ciągu tygodnia, waga rośnie bez zmian, więc po co się katować i zamartwiać – i tak przytyję tyle, ile przytyję, nie mam na to wpływu, to się po prostu dzieje. Więc staram się wybaczyć sobie te wałki tłuszczu na plecach i rozlane ramiona, spojrzeć z większą miłością na brzuch, który nosi nowe życie i nie dawać się aż tak bardzo łamać kilogramom. Mój mąż też nabrał wyrozumiałości dla mojej rosnącej masy, bo widział, jak walczyłam od początku, żeby jej nie nabrać, a nic to nie dawało. Staram się nie nienawidzić tych zmian, bo to nie pomaga.

Na dniach wchodzę w trzeci trymestr. Szokujące, bo mnie się wydaje, że dopiero co robiłam test ciążowy i pierwsze USG z bezkształtnym żelkiem w ciemnej plamie na zdjęciu. Moje myśli regularnie z obawą wędrują w kierunku porodu. Mnogość znaków zapytania popycha mnie do lektur, a lektury stresują mnie do tego stopnia, że zbiera mnie na wymioty i skacze ciśnienie. Pocieszam się tylko tym, że wkrótce tak bardzo nienawidzić będę stanu błogosławionego ze względu na miliony niedogodności, dolegliwości i warunki atmosferyczne, że poród może zacznie jawić mi się jako wybawienie. Może nawet zacznę go pragnąć [już czasem teraz wydaje mi się, że nie mogę się doczekać, bo mam gorszą chwilę]. Oby tak było, bo póki co moje reakcje na czytanie o porodzie są bardzo niezdrowe i przerażają mi męża.

A mnie przeraża seksizm, którego doświadczają dziewczynki już w życiu płodowym. Nie wiem, czy któraś matka doświadczyła tego tak jak ja, ale mnie np. ta sytuacja niesamowicie smuci, bo nie zdawałam sobie sprawy, że kobieta jest gorszym człowiekiem jeszcze zanim się urodzi. Zapytacie: ale jak to? A tak to. Kiedy ktoś znajomy pyta się mnie, „co się urodzi”, a ja odpowiadam, że córeczka, dostaję taką reakcję: aaaa, nieważne co się urodzi, ważne, żeby zdrowe było! W domyśle jest to takie pocieszenie: oj no trudno, że to nie syn, ale i córka ujdzie w tłoku. Dziewczynka jest gorszym dzieckiem. Od samego początku. Syn to materiał wartościowy, inwestycja w przyszłość, dowód na siłę rozrodczą matki i możliwości jurnego ojca. Córka to produkt wtórny, przypadkowy, jakiś błąd systemu. Czeka nas długa walka o godność kobiety, córciu. O przekonanie o własnej wartości, która jest Ci odbierana jeszcze zanim tak naprawdę pojawisz się na świecie. Ale damy radę. Bo ja – w przeciwieństwie do mojej matki i babki – mam świadomość społecznej nierówności i nie godzę się na nią, chociaż nikt mnie tego nie uczył. A ja uczyć Cię będę od samego początku. Razem z Twoim ojcem, który jest takim samym feministą jak ja :)

Chodzę ostatnio wściekła, i to tak poważnie. Było parę tygodni spokoju, to teraz na nowo się rozkręcam z bezpardonowym okazywaniem złości. Mąż mnie chyba nie znał od tej strony, bo z natury jestem raczej dość powściągliwa w emocjach, a tu obudził się we mnie diabeł. Sama nie wiem, co to powoduje. Czy hormony, czy frustracja gorszym samopoczuciem psychicznym i fizycznym, niepokój i obawy, wieczne zmęczenie i brak zrozumienia ze strony otoczenia, uwaga którą zaczęłam zwracać w miejscach publicznych [z którą to uwagą średnio mi komfortowo…]. Jedno jest pewne: takie ujawnianie złości bez powstrzymywania się jest bardzo oczyszczające. Nigdy tego w życiu nie doświadczyłam, takiego katarktycznego wybuchu, po którym coś z serducha spada i jest lżej. Śmiałam się ostatnio, że najgorzej jak mi tak zostanie na „po porodzie”, bo za bardzo mi się spodoba :D Ale w tym wszystkim zachowuję jeszcze człowieczeństwo. Ostatnio byłam tak wściekła w dzień wizyty u lekarza, darłam się na męża od rana, więc kiedy zmysły mi na chwilę wróciły, powiedziałam mu, że idę dzisiaj sama, bo nie chcę się na nim cały dzień wyżywać i w ogóle chyba potrzebuję samotności. Długo ze mną nie dyskutował, pozwolił mi iść. I to była dobra decyzja. Pogadałam z kobietami w poczekalni [byłam w najbardziej zaawansowanej ciąży, matko, bliżej niż dalej], zmęczyłam się trochę i po powrocie do domu byłam innym człowiekiem.

A propos tego zwracania uwagi. Dziwne uczucie, kiedy nagle Twój brzuch zaczyna być osobnym bytem. Spotykasz kogoś dawno niewidzianego, w oczy zajrzy Ci tylko w momencie powitania, a potem istnieje już tylko BRZUCH. Spojrzenia się na nim zatrzymują, jakby ludzie samych siebie pytali, czy to na pewno ciąża, czy może znowu się tak upasła. W kolejkach w sklepie patrzą bykiem, żebyś tylko nie domagała się specjalnego traktowania, pchają się do kasy udając, że Cię nie widzą, bo przecież jak by wyszło, że widzą, to wyszliby na chamów, że się przed ciężarną wpychają. Jak do tej pory nie uzyskałam nigdzie specjalnego traktowania ze względu na swój stan, chociaż nie. Kłamię. Panie kasjerki z mojego ulubionego Lidla są dla mnie jeszcze milsze niż wcześniej, co mnie każdorazowo tak samo wzrusza. Ale poza tym nic, na nic zresztą nie liczę, póki trzymam się na nogach, bo wstyd by mi było w ogóle czegoś się domagać.

Sezon grillowy w tym roku z trudem otwarty w dwa dni wyrwane brzydkiej pogodzie. Jednego dnia całość imprezy zamknęła się w godzinie, bo zaczęło padać, drugiego dnia było pięknie, słonecznie i cudownie jak w wakacje, ale zaraz następnego znowu deszcz i zimno. Kwiecień i początek maja nie są najpiękniejsze pogodowo jak na razie. Ale co tam, najadłam się mnóstwo mięsiwa z grilla, bagietek z masłem czosnkowym i opiłam sokiem pomarańczowym, od którego moja córka dostaje motorka i kopie matkę jak automat. Nie mam zgagi nic a nic, a nie jem według zaleceń dużo malutkich posiłków, tylko raczej trzy ale bardzo, bardzo konkretne :D Oby jak najdłużej, bo w sumie nie sądzę, żeby zgaga mnie ominęła, jako że to raczej anatomicznie niemożliwe. Napisałabym jeszcze parę niesmacznych objawów zaawansowanej ciąży, których teraz doświadczam, ale taki naturalizm może komuś obrzydzić pitą właśnie kawę czy przegryzanego czipsa, poza tym nie każdego musi fascynować biologia ciąży. Ale z ciałem dzieją się różne dziwne rzeczy, z którymi czasem trudno przejść do porządku dziennego.

W sprawie wyprawki nic się nie ruszyło, dalej czekam na łóżeczko, ale wypłata lada dzień, to może dokonam kolejnej porcji niezbędnych zakupów dla niemowlęcia i do szpitala dla siebie. Jak dobrze, że większość rzeczy można z łatwością zamówić przez internet i czekać na dostawę pod same drzwi. Szczególnie, że zepsuło nam się auto i dwóch mechaników już nie umiało go naprawić, teraz auto powędruje do trzeciego i nie wiadomo, co z tego będzie. Trochę mnie stresuje ta sytuacja, ale szczerze mówiąc ostatnio przerasta mnie absolutnie wszystko, wszystko jest powodem niepokoju i przeżywania, wrażliwość na stresy mi skoczyła mocno i głupie sprawy wysysają ze mnie zdecydowanie za dużo energii.

Ale założyłam pierwszy raz ciążowe legginsy i poczułam, czym jest komfort. Wyglądam w nich wstrętnie, bo jestem gruba, ale wygoda którą dają sprawia, że mam daleko w poważaniu, co se kto pomyśli, jak na mnie patrzy. Legginsy dla każdego! Wolność tkanki tłuszczowej! Cellulit w miękkiej bawełnie! Jeżu, najchętniej bym ich wcale nie zdejmowała.

Same głupoty. Ale o czym ma pisać kobita bez życia towarzyskiego i pracy? Może jeszcze o tym, że czasem łapie mnie to uczucie, taki potężny strach, coś jak atak paniki. Że niedługo moje słodkie, egoistyczne życie na własnych zasadach odejdzie w niepamięć. Że już nigdy nie będę mogła robić tylko tego, na co mam ochotę, bo ja i moje „chcę” nie będzie miało większego znaczenia. Pojawi się na świecie mały człowieczek, który odwróci bieguny, zmieni tor życia, zatrzyma pęd i swoim małym istnieniem odmieni nasze. A co będzie, jak pożałuję? Jak się okaże, że to nie jest to, czego pragnęłam? Swój atak paniki i te pytania uciszam jedyną słuszną odpowiedzią: to jest właśnie życie. Nigdy nie jesteś gotowa na to, co przyniesie. Nigdy nie jest odpowiednia pora na wielkie zmiany, ale one nadchodzą, czy tego chcesz czy nie. I adaptujesz się do nich, a potem odkrywasz, że te zmiany to najlepsze, co mogło Cię w życiu spotkać. Teraz też tak będzie, zobaczysz.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „strachy, głupotki, niepokoje

  1. Ina3b pisze:

    Apropo tego seksizmu to dziś na zajęciach pani profesor opowiadała nam jak to w Albanii w latach 70/80 wstydem była córka, a wielkim szczęściem syn. Nawet była sytuacja jak małżeństwo miało mieć kolejną córkę i to była straszna hańba. Więc po urodzeniu przebrali dziewczynkę za chłopca, mówili do niej jak do chłopca, itp. W wieku 15 lat rodzice dziewczynki/chłopca dogadali się z rodzicami innej dziewczyny, upozorowali ślub, a później tej drugiej dziewczynie kazali udawać, że jest w ciąży. Paranoja normalnie! Dziewczyny w pewnym momencie się zbuntowały i uciekły – jedna miała dość udawania małżeństwa i bycia w ciąży, a druga udawania chłopaka.
    Także hm – nie jestem już niczym zdziwiona. A Tobie powiem tyle, że dziewczynki są super, a Twoja córka to pewnie będzie karateką :D

  2. tysiowaa pisze:

    Bardzo rzadko mam styczność z seksizmem. Wśród moich znajomych nie ma presji na posiadanie chłopaka i to za pierwszym razem. Wiadomo za drugim człowiek ma oczekiwania, bo chciałby mieć parkę. Przyznam się, że sama bym chciała mieć dziewczynkę. Ale kiedyś przeczytałam na fb u pewnego mężczyzny, że cytuje „za-piździł rodzinę”. Koszmar.
    A nie uważasz,że takie nastawienie w miarę cywilizowanych i zdrowo kulturowych krajach wywołują same kobiety?? chowając swoich synów na dwie lewe ręce, którym piorą sprzątają, gotują i stawiają oczekiwań tak jak dziewczynom. I w dorosłym życiu oceniają ich partnerki jako „dobre gospodynie”. Bo ja mam takie wrażenie, odnosząc się do swoich doświadczeń. Te czasy powinny minąć bezpowrotnie. Oczywiście pewne czynności są bardziej dla mężczyzn, a inne dla kobiet. Ale jak słucham w pracy koleżanki, która sama by chodziło na randki z synem to nie mam komentarza. Ja już swoją mamę nauczyłam „pozwól im żyć tak jak oni chcą”. Rzeczywiście faceci są ze swoim tokiem postrzegania rzeczywistości z marsa, kobiety z wenus. Ale pewne kwestia to wychowanie od małego, takie samo dla obu płci.

    Ja jak widzę koleżanki z brzuszkiem to też muszę popatrzeć. Madzia, ale te brzuszki są trochę inne. Ostatnio nawet takiej najbliższej po naciskałam, aby odkopał synuś. Się śmiałyśmy z tego.
    Za dużo zamartwień w jest w Tobie, Madzia.
    Zrelaksuj się jakoś Kobito. Bo za jakiś czas może być wiele nocy nieprzespanych.:)) I ogromna dawka słodkości!!!

  3. Helen pisze:

    Ja chciałam mieć chłopaka wyłącznie z jednego powodu – dorabiałam jako wychowawczyni na koloniach i nagle uświadomiłam sobie, że dużo łatwiej dogaduję się z 9-11 letnimi chłopakami, niż z dziewczynkami.
    Bo tak w ogóle to rzeczywiście jakaś głupota. Zwłaszcza że – UWAŻAJ- mądre badania wykazały niepodważalnie, że w rodzinach gdzie rodzi się dziewczynka… rządzi facet. I odwrotnie.
    Popatrzyłam po rodzinie, znajomych… Kurczę! To fakt.
    Tak więc ci „męscy” faceci powinni się cieszyć, że rodzi im się dziewczynka. Zwłaszcza że przeważnie potem tracą głowę dla córeczki i kompletnie świrują:)))
    Trzymaj się dzielnie!

  4. linka85 pisze:

    A ja uważam, że łatwiej zacząć od wychowywania dziewczynki niż chłopca i sama chciałabym mieć na początku córkę :). Co do seksizmu, chyba nie jestem tak wyczulona na tym punkcie, bo jakoś nie dostrzegam go dookoła, ale może to dlatego, że pracuję w sfeminizowanym zawodzie :D.
    Teraz najbardziej powinien się dla Ciebie liczyć własny komfort i wygoda, a nie zdanie innych, obcych Ci osób. Więc chodź w ciążowych legginsach i niczym się nie przejmuj :).
    Co do 4 ostatnich zdań, popieram w całej rozciągłości :). Na wielkie zmiany człowiek nigdy nie czuje się wystarczająco przygotowany, ale później nagle okazuje się, że wyszły nam one na dobre :). Na pewno niczego nie będziesz żałowała, nawet jeśli dotychczasowa wolność trochę się ukróci. Trzymam kciuki za Twój spokój ducha i większy optymizm :).

  5. Aaaa gratulacje! Człowiek po długim czasie zagląda na blogi, a tu taka niespodzianka :) Pozdrawiam ja. I moja córeczka :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s