update wagi ciężkiej

Trzeci trymestr już się rozhulał. Jestem duża, coraz częściej miewam bezsenne albo niedospane noce, których przyczyną jest nadaktywność dziecięcia bądź niemożność uzyskania pozycji do spania na tyle komfortowej dla mnie, żeby dziecię również odpuściło harce. Czasem budzi mnie w nocy uczucie mdłości bez przyczyny.

Mój mąż jest niesamowicie zaangażowany w całą ciążową sprawę. Czyta, dokształca się, edukuje. Dzięki temu nabiera dla mnie więcej wyrozumiałości. I – jakkolwiek by to nie brzmiało – zaczął zwracać szczególną uwagę na małe dziewczynki na ulicach ;) Zawsze jak jakąś spotkamy, patrzy na mnie znacząco i wraca do wnikliwej obserwacji z uśmiechem na ustach, a potem mówi, że my też będziemy taką mieli. Że nie może się doczekać, kiedy będzie mógł zabierać ją na spacery i pokazywać świat. Nie będę kłamać, że ja tak nie mam. Dzieci w ogólności zaczęły zwracać moją uwagę, najbardziej chyba dlatego, że próbuję psychicznie przygotować się na to, co mnie czeka. Więc zaglądam do cudzych wózeczków, uśmiecham się do maluchów i próbuję ogarnąć umysłem, ile nowych doświadczeń przede mną. Ile etapów rozwoju do przejścia. Raczkowanie, pierwsze kroki, pierwszy rowerek, pierwsze rolki, pierwsze wspólne wypady na bieganie. Prawie co rano oglądam do śniadania angielską Supernianię i biorę sobie do serca różne własne obserwacje, próbuję zakodować sobie to, jaki kontakt chciałabym mieć z moją córką, jak ją wychować. Wiem, że to takie teoretyzowanie, bo życie jest życiem, ale samo to, że się nad tym zastanawiam, jest chyba niezłym znakiem.

W oczach innych wychodzę na lekko nadgorliwą. Mój lekarz zabrania mi czytać internety, bo za dużo wiem, a położna środowiskowa, do której poszłam sama, bo chciałam wiedzieć co i jak, podśmiechiwała się ze mnie, że mam już kupiony octenisept, a to przecież jeszcze tyyyyle czasu do terminu [dla niej dwa miesiące to tyyyyle, a dla mnie jak nic!]. Wyprawki mam już naprawdę dużo, już jestem nieco spokojniejsza, bo brakuje mi już naprawdę niewielu elementów. Nasza położna zrobiła na nas świetne wrażenie, była żywo zainteresowana i zaangażowana w naszą ciążę i naszą córkę, dała nam sporo rad [które ja oczywiście już dawno miałam obcykane, ale doceniam, że poświęciła nam tyle czasu], a przede wszystkim dodała mi otuchy i odwagi. Samo jej nastawienie mnie podbudowało, dało poczucie, że wszystko, co przed nami, jest absolutnie do przejścia i przeżycia.

Gorzej z nastawieniem ma się moja matka, która co raz podkreśla swoją bezsilność i zagubienie w świecie nowoczesnego położnictwa, mam wrażenie, że chętnie uciekłaby z miasta na czas mojego porodu i połogu. Obawia się też naszego malucha, że będziemy wymagać od niej dużo pomocy, mimo że wielokrotnie podkreślałam, że chcę do sprawy podejść w miarę możliwości ambitnie i poradzić sobie przy wsparciu li tylko położnej. Ojciec trochę lepiej, bo on z kolei nie zakłada, że będę wymagała pomocy, ale jest przerażony, bo to on prawdopodobnie będzie mnie wiózł do szpitala, tak więc ma już lekki niepokój, bo czas się zbliża i widzę w jego oczach strach przed presją czasu, wodami płodowymi i głośnymi bolesnymi skurczami. W takich chwilach mam wrażenie, że oni mają gorsze wizje tego wszystkiego niż ja.

Z wszystkich dotykających mnie ostatnio niedogodności ciążowych dokucza mi najbardziej uczucie, że nigdy nie jestem sama. Mam tu na myśli to, iż moje dziecko jest naprawdę bardzo aktywne, a czasem chciałabym pobyć np. sam na sam z mężem w sytuacji bardzo intymnej. Moja psychika niestety nie radzi sobie z obecnością kosmity w brzuchu podczas miłosnych uniesień, więc oboje jesteśmy minimalnie sfrustrowani w obrębie alkowy. Zauważyłam, że mało kto o tym mówi, może mało kto odczuwa to w taki sposób jak ja. Wyobrażam sobie jednak, jak wspaniałe musi być uczucie „odzyskania” swojego ciała po urodzeniu dziecka. W każdym możliwym aspekcie.

Wczoraj skończyłam 31 lat. Od męża na urodziny dostałam torbę łakoci i wyjście do kina na późny seans. Bliscy nawet w miarę pamiętali, co jest miłe. Poza tym, że jestem zwykle najstarszą ciężarną w poczekalni, a na bank będę najstarszą ciężarną na porodówce, nie odczuwam, że ząb czasu kąsa coraz głębiej. No, może jeszcze jak mi prawie 10 lat młodszy kolega wysyła zdjęcia z młodziutką żoną, co wygląda jak dziecko oraz półroczną córeczką, no to wtedy. Wtedy tak, hehe.

Dostałam też pierwszy raz coś w ramach prezentu po innym dziecku, a mianowicie mama przyjaciółki dostała od matki swojej chrześnicy pudło dzieckowych ubranek do oddania. A że mama mojej przyjaciółki cieszy się na moje dziecko prawie jakby to jej córka była w ciąży, to mi się to pudło dostało. Miło mi się bardzo zrobiło, naprawdę. I to takie przyjemne uczucie robić przegląd, co się przyda, a co trzeba puścić w obieg dalej. Tutaj dla mnie została 1/3, a to i tak bardzo dużo :) Kupiliśmy już komodę, która czeka na poskładanie [pewnie jutro, jak mąż z pracy wróci], a jak tylko będzie stała, to zabieram się za pranie ubranek i wkładanie ich do szuflad, bo jak na razie to dziecięcy kącik to pobojowisko rzeczy rzuconych w kupie na łóżeczko, pudła pod biurkiem i zapchana górna półka mojej szafy. Najbliższe tygodnie będę pewnie zbierać rzeczy do szpitalnej torby dla mnie i dziecka, bo to w sumie warto mieć naszykowane wcześniej, a mi zostało w tej chwili 10 tygodni do terminu. Szok i niedowierzanie.

No i co. No i jutro mam wizytę kontrolną, badania jak do tej pory wychodzą ciągle super, oby tak dalej. No i rosnę, rosnę, rosnę. Położna na mój wielki bebzon powiedziała, że to jeszcze wcześnie. Mi się wydaje, że on już większy być nie może, a większy będzie dużo… Przerażające. A, no i pierwszy raz doświadczyłam specjalnego traktowania w Rossmannie. Było to naprawdę miłe, być poproszonym z końca kolejki. W żadnym innym sklepie chyba nie zwraca się takiej uwagi na obsługę ciężarnych poza kolejnością. To był jak do tej pory jedyny raz.

Nie chodzę na szkołę rodzenia. Zrealizowałam sobie jedną online, mam jeszcze do zrobienia drugą. Dowiedziałam się sporo nowości głównie w zakresie karmienia piersią i rozwoju dziecka. Reszta była mi raczej znana. Mąż od czasu do czasu widząc moje zaangażowanie w różne sprawy mówi, że będę dobrą matką. I jest to jedyna osoba, od której lubię te słowa słyszeć, bo inni mam wrażenie uprawiają tylko myślenie życzeniowe. A on zna mnie jak nikt inny i naprawdę wierzy w to, co mówi. Mam nadzieję, że go nie zawiodę. I naszej córki też.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „update wagi ciężkiej

  1. Helen pisze:

    Chociaż moje zdanie się nie liczy, ale też ci powiem, że będziesz dobrą matką. :)))
    A to dlatego, że podchodzisz do dziecka ze spokojem, bez jakiejś głupkowatej egzaltacji, jaką można czasem zaobserwować u przyszłych matek. Grunt to nie zwariować, nie dać się podporządkować całkowicie tej nowej istocie. W końcu życie się ma jedno i nie można go nikomu POŚWIĘCAĆ. I ty chyba dasz radę.:)))

  2. tysiowaa pisze:

    Dwa miesiące to szybko miną, uważam, że dobrze być przygotowanym wcześniej, tak na spokojnie 😊 moja koleżanka ostatnio rodziła, twierdzi, że niby najstraszniejsze 4 godziny jej życia. A opowiada to z bardzo dużym spokojem. Wydaje mi się, że taka natura ludzka, że wszystko odchodzi w cień zapomnienia 😉

  3. linka85 pisze:

    Nie mogę się doczekać, kiedy Wasza córeczka się urodzi i będziesz nam tutaj opowiadała o tym, jaka jest cudowna :). Mam nadzieję, że co jakiś czas znajdziesz chwilkę na opisanie swoich macierzyńskich doświadczeń :). Na pewno będziesz dobrą mamą, bo zależy Ci na dobru tego dziecka, a poza tym masz spore oparcie w Twoim mężu :). Dacie sobie radę i nie mam wątpliwości, że to będzie bardzo kochana przez rodziców i zadbana dziewczynka :).

  4. Ja też nie mam wątpliwości :D Może zaprosicie kiedyś ciotkę ze Szwecji? Swoich mieć nie zamierzam, za to cudze (ale znajome) z chęcią porozpieszczam trochę :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s