7 tygodni jak 7 życzeń

Jutro wchodzę w 33 tydzień ciąży. Co oznacza, że najdalej za 7 tygodni urodzi się nasza córka. Gdy to sobie uświadamiam, łapie mnie taka mała panika, że to już, a ja jeszcze mam tyyyyle roboty. Tak naprawdę „robota” oznacza, że w moim domu jest wiecznie na tyle „nieczysto”, że można by jeszcze coś poprawić. Okna zdążyły się ubrudzić, prysznic też ma nowy osad z kamienia, pościel w łóżku i tak za tydzień muszę znowu zmienić, a na szafkach leży zupełnie świeży, trzydniowy kurz. Kiedy się stresuję, taki zwykły codzienny bałagan urasta do totalnego syfu i jeszcze bardziej się wtedy przejmuję, co ze mnie za matka, że chałupy głupiej ogarnąć nie potrafię. A rzeczywistość jest taka, że będę tak sprzątać jak szalona, w jakimś amoku, szczególnie na tydzień-dwa przed rozwiązaniem, a jak pójdę do szpitala, to się będę wkurzać, że w domu pewnie bajzel, bo mój mąż nie jest w stanie utrzymać pożądanego standardu i przyjadę z niemowlęciem do brudu :D Tak działa moja spaczona psychika. A prawda jest taka, że jak wrócimy do domu ze szpitala, to ten „brud” będzie musiał zejść na dużo dalszy plan, bo prawdopodobnie totalnie przytłoczy mnie ilość obowiązków związanych z samym noworodkiem. Bo jestem noworodkowym laikiem.

Za to jestem całkiem niezła w organizacji noworodkowej wyprawki. Nie byłoby to takie oczywiste, gdyby nie realne wsparcie od wirtualnych mateczek, bo dostałam dużo dobrych rad, a także zupełnie materialnych prezentów od Iwci, mnóstwo wsparcia od Asi. Gromadzenie tego wszystkiego to naprawdę kupa kasy, a tak było trochę łatwiej, choć przyznam, że kupno wózka i tak zrujnowało mnie w tym miesiącu i niecierpliwie czekam na kolejną wypłatę, żeby uzupełnić kilka brakujących drobiazgów. Ale tak generalnie to jestem gotowa na nadejście pierwszej dziedziczki majątku, wszystko poprane, poprasowane i poskładane.

Na ostatnim USG okazało się, że dziewczynkę mamy bardzo dorodną, przekroczyła już 2 kg, ma bardzo „twarzowe” zdjęcie udowadniające płeć na 100%. Ułożyła się w pozycję główkową, a tyłek przerzuca mi to na jeden, to na drugi bok, co jest tak samo urocze, jak czasem niekomfortowe w odczuciu :D Do ruchów dziecka nie da się przyzwyczaić w żaden sposób i chociaż lubię te dowody życia, bo mówią, że wszystko ok, to jak mała śpi, to prawie zapominam, że jestem w ciąży i jest to naprawdę miłe uczucie :D Nie wiadomo jak urodzę, jak na razie nie da się niczego przewidzieć, więc do następnej wizyty co najmniej mam niespodziankę. A że następna wypada na 36 tydzień, to może wtedy coś się już wyjaśni. Pozytywne jest na pewno to, że mój lekarz określił mnie, jako bardzo zdrową kobietę i że nie przypuszcza, żeby do porodu miało zdarzyć się coś złego :)

Ktoś, kto mnie zna, mógłby zapytać, jak moje nastawienie do porodu, który od zawsze jest jednym z największych moich lęków i obaw. Nastawienie mam takie, że nie mam wyjścia i muszę to przeżyć, a martwienie się tym zawczasu jest marnowaniem mojej energii. Jest coś zwierzęcego i instynktownego w odczuwaniu świata w ciąży, jakby nagle większość działań skupiała się na ochronie życia, które nosi się w łonie. Strach przed nieznanym ma inny wymiar, nawet dotychczasowe fobie zmieniają swój kształt. Chcecie dowodu? Mam kosmiczną arachnofobię. A ostatnio zgniotłam w ręku przez papier toaletowy dużego czarnego pająka, który wędrował po ścianie mojej sypialni. A serce wcale nie zabiło mi dużo szybciej niż normalnie. Coś się rzeczywiście dzieje innego w głowie, w mózgu, ta cała ciążowa chemia działa tak, żebyś się mamuśko aż tak nie bała, żebyś miała odwagę i siłę. Z drugiej jednak strony dzisiaj prawie się rozpłakałam ze złości, że lodówka pusta, a ja jestem głodna i zmęczona, bo pół dnia sprzątałam :D Tak więc taka to siła pół na pół ze słabością.

Obawą napawa mnie ostatnio fakt, że moja jedyna rodzina – która może ewentualnie pomóc w sytuacji kryzysowej, gdyby coś tam podczas porodu poszło nie tak i wymagałabym dłuższej rekonwalescencji czy specjalnej pomocy – ma bogate plany na ostatnie tygodnie mojej ciąży. I trochę tak mi przykro, że mama niezbyt mnie uwzględnia w tych swoich zamierzeniach, mimo swoich licznych deklaracji, że będzie ze mną, dla mnie i przy mnie w tym trudnym czasie. Zaczynam też bać się, że licząc na nich się pomylę i zamiast rodzić w wybranym przez siebie szpitalu, urodzę w tej mojej miejscowej rzeźni i będę tego bardzo żałować. Ale ciągle powtarzam sobie, że będzie co będzie. Tymczasem torba do szpitala spakowana, no, oprócz kosmetyków dla dziecka, bo tylko tego mi brak.

Pogoda dzisiaj jesienna, cały dzień leje, ale to nawet dobrze. Wolę, jak jest chłodno, bo czuję, że upały nie do wytrzymania wejdą na dniach i odbiorą mi resztkę energii, która jeszcze się we mnie od czasu do czasu budzi i pozwala ogarnąć chaos wokół. I tak jestem obrzydliwym, obślizgłym słoniątkiem, nawet bez upału.

Ogarnęłam się u fryzjera po raz ostatni przed porodem, jak zwykle jestem zadowolona, już czuję się trochę mniej zaniedbana. Strzyżenie mam jeszcze bardziej męskie niż ostatnio, coś czuję, że jeszcze parę wizyt i będę się strzygła na zapałkę :P A włosy marchewkowe.

Śnił mi się raz poród, sen był o tyle realistyczny, że wszystko wyglądało tak obrzydliwie, jak rzeczywiście, ale za to ból był zaledwie uszczypnięciem. I jak mi podali dziecko, to pomyślałam sobie, że tak to ja rodzić mogę i następne :D Niechaj to będzie dobra wróżba na niedaleką przyszłość ;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „7 tygodni jak 7 życzeń

  1. Iwona pisze:

    oby wróżba się spełniła :)

  2. tysiowaa pisze:

    Moja koleżanka ostatnio rodziła, mówi, że nie spodziewała się,że będzie, aż tak źle i ciężko. Zawsze możesz się zdecydować na znieczulenie. Minął miesiąc od porodu i co teraz mówi?? było, minęło, nie było wyjścia, trzeba było dać radę :) I podobno zależy to od Twojego nastawienia. Jak idziesz ze strachem i paniką to one biorą górę. Jeżeli idziesz z bojowym nastawieniem, że TY dasz radę-podobno dużo łatwiej, bo jest mobilizacja w Tobie (tak twierdzą moje znajome co rodziły). I myślę,że mają rację.

    Już nie mogę się doczekać Waszej córci :)))

  3. linka85 pisze:

    Ty jesteś dzielna kobieta, więc z porodem dasz sobie radę. Chociaż przyznam po cichu, że ja się boję za Ciebie, bo sama panicznie boję się bólu porodowego :P. Więc Ty bądź zupełnie spokojna, a ja przejmę Twoje lęki o Twój poród ;). Ale jestem przekonana, że wszystko będzie dobrze, bo strach ma duże oczy. A na pewno wszystko to wynagradzane jest matce z nawiązką, kiedy bierze po raz pierwszy swoje dziecko w ramiona :). Obyś tylko mogła liczyć na swoją rodzinę, wtedy mogłabyś być trochę spokojniejsza.
    Widzę, że Ty jesteś jak moja teściowa, jeśli chodzi o porządek w domu :D. Sama lubię ład, czystość i porządek, ale szkoda mi życia na ciągłe pucowanie mieszkania :P. Niebawem jednak życie Cię trochę wyprostuje w tym zakresie ;). Bo maleństwo będzie pochłaniało 100% Twojej uwagi :).

  4. Helen pisze:

    Zrozum raz, że dziecko musi się stykać z bakteriami i kurzem, żeby się uodpornić. Co innego totalny syf i psie kupy, a co innego kurz z ulicy. Mój przyjaciel zawsze powtarzał; Z brudem nie wygrasz. A z tym bólem, to już naprawdę nie ma reguły. Gdyby był taki straszny, to kobiety nie rodziłyby po kilkoro dzieci. A rodzą. Trzymaj się mocno i nie panikuj, bo córa wszystko czuje. I potem cię przeklnie, że przez ciebie jest nerwowa, bo go utruwałaś ją kiedy była w brzuchu:)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s