Ostatni tydzień 

Właśnie zaczęłam ostatni tydzień ciąży. Jeszcze tydzień temu naiwnie wierzyłam, że akcja rozpocznie się sama, ale teraz straciłam nadzieję i czekam na przyjęcie do szpitala w sobotę. W piątek mam jeszcze pojawić się na kontroli u lekarza, a potem oddział i wywołanie. Bardzo się boję tego wywoływania, bo mam przeczucie, że nie pójdzie to wcale szybko, tylko będę się męczyć godzinami. Poza tym perspektywa kilku dni w szpitalu też nie działa mi najlepiej na głowę, ostatni raz był ponad 20 lat temu… No ale pokładam ufność w swoim lekarzu i wierzę, że nie żartował, kiedy obiecywał, że dobrze się mną zajmie i na pewno nie zostawi. I że wszystko pójdzie sprawnie, szybko i do domu. 

Mam doła i wkurwa jednocześnie. Akurat, kiedy mam rodzić, nad regionem rozhulały się upały. Mają dobijać do 36 stopni nawet, a ja tak bardzo upałów nienawidzę… Pogoda w sam raz na trudy porodu i gojenie się ran. I karmienie piersią, no sama rozkosz. Ale co zrobisz, nic nie zrobisz, urodzę i przetrwam, bo innego wyboru nie mam. Poza tym mam mnóstwo obaw, jak rozegramy to wszystko taktycznie. Nie rodzę w swoim mieście, nasz samochód to niepewny gruchot, na samą myśl, że mąż nim jeździ w tę i z powrotem dostaję dreszczy. Do porodu wiezie mnie ojciec, ale co dalej? O innych okołoporodowych lękach nawet nie będę pisać, bo co to da. No boję się wszystkiego i o wszystko. 

Dom wysprzątałam na błysk po raz milionowy i myślę, że to mój sposób na odreagowanie, ale że został już tylko tydzień to mocno postanowiłam sobie, że to już ostatni raz, że muszę wyluzować i zacząć regenerować siły, bo każda taka akcja sprawia, że jestem nie do życia przez co najmniej dobę. Tak więc teraz będę dużo odpoczywać, z porządków tylko takie podtrzymujące efekt, no i czekać. Upały nie pozwalają mi wychodzić z domu, więc oglądam seriale, czytam książki, gram w gry i gotuję. Ostatnie kilka dni specyficznego sam na sam ze sobą. Czuję, że jeszcze nieraz będzie mi tego bardzo brakować. 

Podsumowując tu temat ciąży (i pewnie też porodu i połogu) muszę napisać, że jest to bardzo samotny okres w moim życiu. Nie wiem czy w życiu każdej kobiety, dziś mówię za siebie. Nikt tego nie rozumie, nikt nie współodczuwa, bo nawet nie może. Jest się odrzuconym przez znajomych, bo nagle okazuje się, że ciężarna to inny gatunek człowieka i brakuje tematów do rozmów. Znajomi unikają  spotkań, bo boją się, że jedynym tematem będzie ciąża i porody. Jakoś do głowy im nie przychodzi, że w tym napuchniętym ciele siedzi ta sama osoba, która chętnie pogapiłaby się w znajomą twarz i popieprzyła głupoty. To dość przykre, ale w sumie może i trochę rozumiem. 

Dobrze, że czasem można pogadać (choćby i wirtualnie) z kimś, kto ma podobne doświadczenia, dzieli podobne troski. No i wiedza z pierwszej ręki, która będzie nieocenioną pomocą, kiedy książkowe instrukcje obsługi noworodka okażą się nijak pasujące do rzeczywistości. Że już nie wspomnę o tym, że dzięki wirtualnym mamom moja komoda z ubrankami się nie domyka :D Dziękuję :*

Są chwile, że chciałabym już urodzić, mieć to z głowy, za sobą, a przy sobie świeżego człowieka, którego muszę nauczyć się od podstaw. A są takie, kiedy czuję się tak zmęczona, śpiąca i niechętna, że gdyby akcja niespodzianie ruszyła, to byłabym najpewniej zawiedziona i zła. Ale coś mi się zdaje, że ten poród i tak nie trafi w odpowiedni punkt, ruszy kiedy zechce albo kiedy lekarz mu rozkaże, a moje samopoczucie nie będzie miało zbyt wiele do rzeczy. 

To już prawdopodobnie ostatnia notka przed rozpoczęciem największej przygody mojego życia. Trzymajcie kciuki, życzcie powodzenia, a ja zamelduję się po wszystkim. Buźka! 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Ostatni tydzień 

  1. Ina3b pisze:

    Jestes tak dzielna, że aż brak mi słów <3 jedyne co pozostaje to trzymanie kciukow i życzenie Ci szczęśliwego rozwiązania. A upały podobno tylko do czwartku, więc może nie będzie tam źle ;-)

  2. linka85 pisze:

    Taak, też te upały nie miały kiedy nadejść… Sama fatalnie je znoszę, a mogę sobie jedynie wyobrazić, jak trudno musi być kobiecie w ciąży. No ale przecież Ty to jesteś Ty – i dasz radę :)! Całe życie walczysz z większymi lub mniejszymi przeciwnościami losu i wychodzisz z nich zwycięsko, więc i tym razem nie może być inaczej :)!! Ja boję się na samą myśl o tym wszystkim, co związane z porodem :D, więc doskonale Twoje obawy rozumiem. Ale jak to sobie powtarzam – tyle kobiet urodziło, a później decydowało się na kolejne dziecko, więc pomimo wszystko to musi być do zniesienia i przeżycia ;). Ściskam mocno i życzę szczęśliwego i szybkiego rozwiązania. Oby Twoje obawy przed wielogodzinną męczarnią się nie potwierdziły :)!

  3. Helen pisze:

    Wiem, że to żadna pociecha, ale ja nosiłam wielki brzuch przez cały upalny czerwiec i kawał lipca, a grzało jak cholera, więc naprawdę cię rozumiem. No cóż, i to też wytrzymasz, bo człowiek znosi więcej niż by się spodziewał. :)) Zwłaszcza kobieta:))
    Facet by wymiękł, powiedział, że rezygnuje, wycofuje się, bo na takie męki to on się nie pisał.
    A my…
    Ze znajomymi też prawda, chyba że masz wśród nich młode matki. To teraz będzie tylko lepiej. One zawsze mają o czym rozmawiać.
    I jeszcze jedno – chociaż chodzę do lulania sierot jako obca osoba, gwarantuję ci – w momencie kiedy przytulisz takie małe bezbronne cudo, zapomnisz o wszystkich nerwach i bólach. To tak działa. Czego ci życzę, amen. :))
    I trzymam kciuki, żeby to małe się z ciebie wyślizgnęło, żebyś nawet nie poczuła. Trzym się!

    .

  4. tysiowaa pisze:

    Magda, ten samotny czas to chyba zależy od nastawienia otoczenia (konkretnego). Jedna z moich najbliższych koleżanek urodziła niedawno synka. I przez cały okres ciąży systematycznie się z nią widywałam. Rozmowy też dotyczyły badań, samopoczucia, wyprawki, wizji porodu. Było to dla nas tak naturalne, tak jak naturalne jest dla niej,że przez pół roku pyta mnie jak remont. Bo to akurat się u nas dzieje. Teraz kiedy jest mały na świecie to potrafimy nawet godzinę rozmawiać o nim. A czy Ty wychodziłaś do nich z propozycją spotkania?

    Trzymam kciuki za szybki i bezbolesny poród :)

  5. martynia pisze:

    Trzymam kciuki. Już nie mogę się doczekać tej księżniczki;)

  6. Iwona pisze:

    Trzymaj się dzielnie, albo i nie dzielnie, bo słabośc to żaden wstyd, wszystko będzie dobrze, ja trzymam kciuki i czekam na notkę :)

  7. anika pisze:

    Ja też trzymam kciuki. Będzie dobrze i już czekam na opowieści o maleństwie ;-)

  8. kaja pisze:

    trzymaj się Kochana… jestem myślami z Tobą…

  9. Purplehair pisze:

    No i dalas rade. Mam nadzieje, ze zalala Cie ulga i fala szczescia, ze to nareszcie sie stalo. I teraz mam nadzieje miedzy strachem i niewyspaniem bedziesz jeszcze czula wielka euforie. Znajomi tez wroca, Ci najlepsi, bo dla reszty i tak nie znajdziesz czasu. Jeszcze raz gratulacje, usciski, powinszowania dla Waszej trojeczki (nie liczac kotełów). No woooow ❤️❤️❤️❤️

  10. arrow pisze:

    To już??? BRAWO TY :-D

  11. linka85 pisze:

    O, jak to dobrze wiedzieć, że szczęśliwie urodziłaś :)!! Nie mogę się doczekać jakichś wieści bezpośrednio od Ciebie, dzielna Mamusiu :). Gratulacje!! Uściski i buziaki dla Ciebie i córeczki :).

  12. martynia pisze:

    No ja też czekam na kolejną notkę bo słowa, że już po i zdjęcie córeczki, to stanowczo za mało;) Domagam się więcej zdjęć i relacji;) A mówiąc poważnie. Znajdziesz może chwilę żeby coś napisać? Choć parę zdań?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s